Mikrotrasa – dużo jeżdżenia po Krakowie

Image

Ahtun! Ahtung! Ten post zawiera jedną starą anegdotę, którą parę razy powiedziałem na scenie, w związku z czym wrzucam go między innymi do kategorii: „Ścinki.”

Wprawdzie w środę nie wyjechałem poza granice miasta Kraków, ale i tak dużo razy zmieniłem miejsce pobytu i sporo czasu spędziłem w różnych środkach transportu. Liczę ten dzień jako dzień w trasie.Z samego rana pojechałem na casting do osławionego serialu „Szpital.” Przesłuchanie było wprawdzie dopiero o dwunastej, ale odbywało się przy ul. Pułkownika Dąbka (dla tych, którzy nie wiedzą – straszne zadupie.) Do tej pory, nie zadzwonili, więc chyba nie dostałem roli pijanego kolegi głównego bohatera.

Nie w tym rzecz. Kiedy przeczytałem scenariusz odcinka z moich ust wyrwało się syczące „kuuurwa mać,” zmieszane ze śmiechem. Oto streszczenie fabuły:

„Hubert oblewał z kolegami urodziny syna. Po pijanemu zrobił sobie krzywdę i kumple nad ranem zanieśli go do szpitala. Oczywiście to ten sam szpital, w którym jego żona leży po połogu. Ponieważ Hubert nie chce denerwować małżonki, ukrywa się przed nią.

Nie wie jednak, że Dagmara – jego połowica, ma w tym momencie większe zmartwienia. Tylko ona wie, że dziecko urodziło się czarne.

Chyba nie trzeba dodawać, że Hubert czarny nie jest. Tutaj mam mały apel do serialowych scenarzystów. Drodzy literaci, szanujmy się, nie zabierajcie nam – kabareciarzom pracy.

To jest prawdziwe przegięcie. Kiedyś układ był jasny: Wy piszecie słabe scenariusze, my je parodiujemy na potęgę. Jak w tej sytuacji mamy cokolwiek sparodiować, skoro sama historia już brzmi jak parodia?

Wieczorem grałem na Czyżynaliach – juwenaliach Politechniki Krakowskiej. Sytuacja ciekawa, bo impreza składała się z samego stand up’u, który jak doskonale wiemy nie jest najbardziej purystyczną formą świata. Latały więc kurwy, było gęsto od seksu, czarny żart siedział na czarnym żarcie.

A tym czasem w pierwszym rzędzie rektor z prorektorem siedzą i podziwiają.

Studiowałem na Polibudzie, jestem jej niechlubnym odrzutem i miałem podczas studiów do czynienia z Leszkiem Mikulskim (aktualny prorektor, nie pamiętam ile i jakie tytuły ma przed nazwiskiem.) Inny człowiek pewnie by się zbulwersował. Na szczęście wiem, że pan Mikulski jest światłym, inteligentnym i obdarzonym dystansem człowiekiem (aczkolwiek trochę brzydkim.)

Nie mogłem się oprzeć pokusie i parę razy zażartowałem z pana prorektora. Widownia naturalnie była wniebowzięta.

Korzystając z okazji, że występuję dla studentów uczelni ścisłej opowiedziałem też parę anegdot o innych moich wykładowcach. Oto jedna z nich:

Raz udało mi się zebrać i przyjść na wykład z analizy matematycznej, który odbywał się o siódmej trzydzieści. Okazało się, że prowadzący je ukraiński profesor – Jurij Gołowaty, robi coś w rodzaju matematycznego stand up’u.

Potrafił przez dwie minuty stać przy tablicy, smarować na niej jakiś ciąg, po czym obrócić się, przeciągnąć spojrzeniem po audytorium i powiedzieć z rozbrajającym, wschodnim akcentem: „To drodzy państwo, jest ciąg obrazujący prędkość przyrostu populacji królików.”

Miałem z nim też ćwiczenia. Niesamowity gość. Naprawdę trudno jest, ciekawie opowiadać o całkowaniu tensorów.

Miałem niesamowity precedens. Kiedy podczas występu na Czyżynaliach powiedziałem, że jestem homofobem, dostałem brawa. Ponieważ moja niechęć do gejów jest lekka i co najwyżej połowiczna, nie do końca się ucieszyłem. Stara, dobra Polibuda. Nic się nie zmieniło.

Po zakończeniu imprezy wsiadłem w taksówkę i popędziłem na złamanie karku do klubu Bakałarz. Miałem tam mieć drugi występ tego dnia, niestety nie zdążyłem… Pierwsze granie za bardzo się przeciągnęło.

W drodze dostałem esemesa, że mogę wpaść na piwo jeśli mam ochotę, ale że ludzie już wychodzą. Kupiłem więc flaszkę i w drzwiach podbiegam do menagera, zaczynam przepraszać, że nie zdążyłem i że odrobię innym razem. W odpowiedzi usłyszałem: „To ciebie nie było?”

Po kilku godzinach zmieniłem imprezę po raz trzeci. Resztę nocy spędziłem w Alternatywach na Małym Rynku, gdzie tańczyłem na bosaka z ortodoksyjnymi podróżnikami (wiecie, plecak, konserwa, pięć dolarów i dojadą na tym z Izmiru do Władywostoku.)

Poprzednie „Ścinki.”

Komentarze

Komentarze

2 myśli na temat “Mikrotrasa – dużo jeżdżenia po Krakowie”

  1. pisze:Witam!Raz jeszcze dziękuję wszystkim komentującym za podzielenie się Waszymi problemami, opiniami i doświadczeniami. Przede wszystkim okazało się, że przy tworzeniu moich e-warsztatów nie skupiałem się za mocno na mentalności przedsiębiorcy, czyli jednej z Waszych obaw związanej z założeniem i prowadzeniem biznesu. Natomiast większość pozostałych problemów została skutecznie rozwiązana już w pierwszych blokach warsztatów, gdzie prowadzę przez fundamenty stabilnego biznesu.Duża część komentarzy, które przeczytałem jest naprawdę inspirująca, dlatego bardzo dziękuję za wszystkie słowa i poświęcony czas, a w podziękowaniu przygotuję rozwiązania wielu Waszych obaw i wątpliwości, które często mają bardzo kruche podstawy. Myślę, że na tym etapie wyklarowało się pięć głównych problemów:- obawa przed założeniem jakiegokolwiek własnego biznesu i tutaj mam niewiele do powiedzenia jeśli chodzi o moje doświadczenie, bo wielu takich obaw sobie nie przypominam. Niemniej wiem kiedy miałem z nimi do czynienia i o tym Wam opowiem.- problem z organizacją działań logistycznych sklepu to sprawa, która często powstrzymuje Was przed działaniem. Jeden z komentarzy, który mnie urzekł mówił: żeby bez 20 000 złotych na otwarcie sklepu internetowego wcale nie zaczynać.Powiem tak, żaden ze sklepów, który tworzyłem nie zatowarował się na początek na taką kwotę, bo internet w wielu branżach jest zbyt dynamiczny by pozwolić sobie na popełnienie tego fundamentalnego błędu. E-sklep to nie stacjonarny sklep wielobranżowy, w którym bez szerokiego asortymentu i zapchanych po brzegi półek nie sprzedamy nawet rolki papieru toaletowego.Kwestii logistycznych było poruszonych więcej ale odpowiedź otrzymacie zarówno w wideo, które przygotuję jak i szczegółowo w bloku warsztatów, który możecie odebrać w ramach pozostawionych komentarzy.- kwestia niskich cen i wojen cenowych w sklepach internetowych. Temat rzeka, który zawsze pozostawał z boku moich biznesów i w odpowiedzi będę chciał przytoczyć Wam konkretne kejsy, np. gdy komputer sprzedaje się na allegro na marży 25-30% Znacie takie przypadki?Nieco więcej w temacie walk cenowych w sieci znajdziecie też w słowach, które wypowiedziałem już wcześniej: – Sprawy księgowo prawne, założenie i prowadzenie w pełni legalnego biznesu. Upewniliście mnie w tym, że przy tworzeniu jednego z bloków moich e-warsztatów wspomogę się wiedzą i praktyką dwóch księgowych, z którymi od kilku lat mam do czynienia. To ludzie kompetentni, którzy nigdy nie zawiedli mojego zaufania, dlatego ich rady i wskazówki dla sklepów internetowych przekazuję w warsztatach.- Sprawa ruchu w sklepie i samej sprzedaży to również jedna z wiodących obaw. Aż 3 z 8 bloków e-warsztatów to różnego rodzaju działania związane z wygenerowaniem wartościowego ruchu w sklepie, zatrzymaniem klienta przy sklepie, a tym samym budowaniem stabilnego e-biznesu. Nagranie z odpowiedziami na Wasze komentarze udostępnię do poniedziałku, wtedy też zakończymy premiowanie komentarzy lub szybciej jeśli osiągniemy 100 komentarzy. Myślę, że nagroda dla 100 osób to całkiem sporo do rozdania. Natomiast 1% szans na wygranie półpasywnego biznesu to już nieco mało, dlatego poniedziałek lub 100 komentarzy to terminy ostateczne.

Możliwość komentowania jest wyłączona.