Jest taki stand up’er w Krakowie…

Image

Z GÓRY NADMIENIĘ, ŻE TREŚĆ TEKSTU JEST NIEAKTUALNA. JUŻ NIE MAM KOSY Z KOLEGĄ, O KTÓRYM MOWA. CO WIĘCEJ, UWAŻAM, ŻE JEST DOBRY. WSZELKIE NIEPOROZUMIENIA WYNIKAŁY Z TEGO, ŻE KIEDYŚ BYLIŚMY OBYDWAJ ZDECYDOWANIE ZBYT MOCNO WYNAPINANI. MIMO WSZYSTKO TEKST ZOSTAWIAM W SIECI JAKO FORMĘ CIEKAWOSTKI 🙂

A teraz możecie sobie poczytać.

Ten post wyjątkowo nie będzie o mnie, ale o innych.

Stand up robi się coraz bardziej popularny i niemal codziennie przybywa nowych stand up’erów. Dzisiaj chciałem napisać o jednym z nich, o gościu, który pojawił się wprawdzie nie wczoraj, ale około roku temu.

Bycie pewnym siebie i zaradnym to dobra rzecz, ale są pewne granice stosowanej łokciologii.

Koleś, o którym mowa, jest aż nadmiernie wyspecjalizowany w przepychaniu się przez tłum i w dosyć niekomfortowo dyszy mi na kark w niemal każdym miejscu, w którym się pojawię.

Kiedyś powiedział mi w twarz, że chce zrobić ze mną pojedynek, aby udowodnić, że stand uperzy młodzi (czyli on) są lepsi od tych wywodzących się ze środowiska kabaretowego (czyli mnie.) Pojedynki spoko, ale po co ta napina?

Innym razem rzekomo stwierdził na FB, że występ mu nie poszedł, bo go źle zapowiedziałem podczas open micke’a. Posta nie przeczytałem, bo nie chciało mi się przeszukiwać sieci w tak marnej sprawie. Ale…

Nawet gdybym zapowiedział kogoś: „A teraz przed wami psia kupa bez mózgu,” a ten ktoś byłby dobry, to dałby sobie radę.

Innym razem zorganizowałem sobie występ solowy, żeby przetestować czy dam radę sam gadać pięćdziesiąt minut. Do osoby pomagającej mi w promowaniu przedsięwzięcia przyszedł mail od koleżki, o którym mówię, wyrażający pragnienie, aby wystąpić razem ze mną, bo pewnie skoro wychodzę na scenę sam, to znaczy, że brakuje ludzi i mamy wakat na stanowisko stand up’era. Pragnienie zostało wyrażone dosyć ostentacyjnie i nachalnie.

Dzisiaj dostałem telefon od znajomego z pewnego polskiego miasta na literę W. Jadę grać w tym mieście na literę w czerwcu.

Bohater tego artykuły (młody stand up’er) napisał do znajomego z miasta W. z pretensjami, dlaczego zaprasza Biskupa, a nie jego. Co ciekawsze znajomy wcale nie organizuje imprezy, na której się pojawię.

Mam do wyżej wymienionego stand up’era apel: „Weź się chłopaku w łeb puknij i zluzuj, bo padniesz przed trzydziestką.”

Komentarze

Komentarze

Jedna myśl na temat “Jest taki stand up’er w Krakowie…”

Możliwość komentowania jest wyłączona.