Niepołomice

mieczearmatazubr

 

 

 

 

Miecze w garderobie, armata na backstage’u i żubr w kiblu, czyli uroki łupania plenerku na zamku w Niepołomicach.

Bardzo sympatyczne granie. Ludzie przyszli pomimo niepogody i twardo klaskali nawet podczas krótkiego koncertu orkiestry myśliwskiej (czy jakiejś takiej.) Tylko kabaret przed nami był trochę nudny (nazywał się Kabaret Burmistrz i Koledzy czy jakoś tak.)

Po nas (kabarecie PUK) grał Cezary Żak z żoną (Katarzyną, czy jakoś tak.) Pan Cezary mnie zaskoczył. Do tej pory znałem go tylko i wyłącznie z serialu „Miodowe lata,” a dopiero dzisiaj, po raz pierwszy, spotkałem. Zobaczywszy go w restauracji odruchowo skinąłem mu głową i rzuciłem zdawkowe dzień dobry, tak jakbyśmy byli starymi znajomymi. Dałem się złapać na złudzenie, podobno popularne, że jeśli kogoś często widzę na ekranie, to znam go też w rzeczywistości.

Pan Cezary najwyraźniej również musiał mnie znać z ekranu, bo uprzejmie mi odkiwnął.

Wcale nie tym jednak mnie zaskoczył. Po jego sztandarowej roli w Miodowych spodziewałem się, że będzie sympatycznym lelum polelum. Tak go sobie zakonotowałem w głowie, ze względu na postać Karola, który był raczej domatorem. Pamiętam, że kiedyś w jakimś nisko-budżetowym filmie widziałem go jako Goeringa. Wtedy w myślach, albo może nawet poza nimi zrobiłem „Wow.” „Jak ten facet rewelacyjnie się przeistacza ze zwykłego koleżki w twardziela i sukinsyna” pomyślałem.

W realu Cezary Żak zdawał się mieć więcej z filmowego Goeringa niż serialowego Karola. Wprawdzie nie zamieniłem z nim ani pół słowa, ale sprawiał wrażenie naprawdę bad ass’a, jeśli wiecie co mam na myśli.

Z przykrością zauważam, że kiedy w postach piszę relacje z występów, czasem wpadam w radosno-zacieszający styl, starający się dać światu do zrozumienia, że jesteśmy super, było świetnie, bawiliśmy się pysznie, yuuupiiii. Delikatnie mówiąc za tym stylem nie przepadam.

Komentarze

Komentarze