Okrawek ze Slamu

butelkiWprawdzie nie przepadam za luzerami, którzy publikują w sieci swoje wiersze, ale właśnie dzisiaj świadomie dołączam do ich grona. To coś poniżej napisałem na  slam poetycki, odbywający się co miesiąc w Kolanku numer 6 w Krakowie.

Pisałem to na kolanie, w pół godziny przed rozpoczęciem imprezy. Jak można się domyślić dzień wcześniej piłem, a cały poprzedni tydzień słuchałem Pezeta, którego dekadenckość zadziałała jak szkło powiększające na moje nocne wybryki. Nawiasem pisząc chciałbym, żeby wszystkie teksty napisane na kolanie wyglądały przynajmniej tak jak ten.

Dla tych, którzy nie wiedzą, co to slam – to taki stand up na prochach. Dla tych którzy nie wiedzą, co to stand up – to takie śmieszne mówienie. Dla tych, którzy nie wiedzą, co to mówienie – to takie pisanie częstotliwościami dźwięków.

Powstaję z łóżka jak z grobu,

polewam pysk zimną wodą.
Czuję jakby mnie chrzczono, 
ale nie czuję jakby nowonarodzono.
 
Patrzę w lustrze na twarz upiora,
zmartwychwstałego po tym co wczoraj
wypił, zeżarł, wypił, nagadał.
Twarz jest coraz bardziej blada
 
i rozjeżdża się w lustrze jej obraz.
Z przyjemnością podkęciłbym ostrość,
żeby zobaczyć rzeczywistość w hidefiniszyn.,
ale widzę jak przez filiżankę z pleksy,
jakbym wsadził łeb do słoika.
 
To noc mnie czymś napoiła.
Wpadłem w szał, w wir lunatyczny,
sam bym się tak nie spił przenigdy.
Noc ubrana jak studentka KSW w sobotę,
siłą wlewała we mnie szot za szotem,
na karku skręcając nelsona.
Tak to jest, to nie ja, to ona.
 
Sen był jak śmierć,
tylko że martwym się nie śnią takie głupoty.
We śnie dalej chciałem pić i ruszać na łowy.
Stałem w kolejce do klubu, co był całkiem nowy.
Ochroniarz wpuścił i okazało się, że to klub szachowy.
Wyszedłem, bo nie gram.
 
Teraz siedzę przed lustrem
i chyba ze sobą rozmawiam.
Najgorsze, że lustro mi odpowiada.
Chyba.
Kawał szkła marki Ikea,
na mnie presję psychiczną wywiera.
Mówi, że nie chce więcej w sobie takiego odbicia.
Ja chyba mam szmergla od tego picia.
 
To już nie jest kac, 
to nowa jednostka chorobowa.
Można by na niej napisać niejeden doktorat.
Spałem chyba osiemnaście godzin 
i dalej czuję, że to krótko.
Jezus kiedyś na trzy dni zniknął,
tez pewnie mieszał koks z wódką.
Siedząc pocieram nogą o nogę, 
nawet nie mam siły spaść na podłogę.
To nic, posiedzę aż przejdzie.

Komentarze

Komentarze

3 myśli na temat “Okrawek ze Slamu”

  1. Pingback: Demencja |

Możliwość komentowania jest wyłączona.