Bezkarnym i wszędobylskim dziadom mówię: Nie!

dziadSytuacja opisana poniżej zdarzyła się w zeszła sobotę. Aż tydzień zastanawiałem się, czy o niej napisać, czy nie, ponieważ publikując ją złamię co najmniej kilka zasad marketingu (nie ukrywam, że tego bloga prowadzę między innymi po to, aby się promować.) Wrzucając tę historię w sieć, przedstawię siebie światu jako chama, pieniacza i tchórza w jednym. Jak doskonale wiemy, ludzie nie lubią osób posiadających którąkolwiek z tych cech, zaś jest szansa, że za wszystkie trzy na raz można zostać znienawidzonym. Z drugiej strony nie ma lepszego narzędzia do tworzenia virali niż szok. Tak więc: „Marketing siad, zdechł pies, stul pysk.”

W sobotni wieczór byłem z kolegą na kolacji w Koko. Knajpa fajna, interesująca i dobrze znana. Jedzenie domowe i podawane w dużych porcjach za naprawdę przystępną cenę. Obsługa z reguły jest skrajnie nieprofesjonalna, ale zarówno miejsce jak i pracujące tam osoby nadrabiają urokiem osobistym… Przepraszam Bikont mi się włączył, już przechodzę do rzeczy.

Zjeść byliśmy, tak naprawdę, przy okazji, a główną przyczyną spotkania, mojego i kolegi, było obgadanie pewnych parabiznesowych spraw. Siedzieliśmy we dwóch przy sześcioosobowym stoliku i w którymś momencie pewna pani grzecznie zapytała czy może się przysiąść. Równie grzecznie odpowiedzieliśmy (spańszczeni, sfrancurzeni, przyzwyczajeni do warunków restauracyjnych,) że będzie mogła, jak wstaniemy od stolika. Po chwili podszedł w bliżej mi nieznany sposób powiązany z tamtą panią starszy pan (tytułowy dziad) i bezceremonialnie się przysiadł.

Jego również poinformowałem, że stolik będzie za chwilę wolny i żeby poczekał (informacja była już odrobinę mniej grzeczna.) W odpowiedzi usłyszałem: „A skąd jesteś wieśniaku?” Wprawdzie nie mam nic do rolników i hodowców świń, ale wyczułem, że w intencji dziada leży to, aby mnie obrazić. Już od dawna denerwowała mnie bezczelność krakowskich starców, którym się wydaje, że mogą wszystko, bo się pomarszczyli. Taktycznie więc odpowiedziałem dziadowi w następujący sposób: (no, tak naprawdę taktyki było w tym jakieś trzydzieści procent, a siedemdziesiąt czystego wkurwu.) „Co ty, stary chuju, myślisz, że wszystko możesz?! Wypierdalaj kutasie posiwiały od tego stolika, bo cię sam na ulicę wypierdolę! Jak nie podkulisz ogona, to kurwa dokończę to, co się nazistom nie udało i rozpierdolę ci ten paskudny pysk!” Dziad chciał mnie bić parasolem, mój kolega (zdradzę, że był to Marcin Zbigniew Wojciech) zachował stoicki spokój, a od sąsiedniego stolika podniósł się jakiś kafar i zażądał, żebym odnosił się z szacunkiem do osób starszych, albo w pysk.

Z godnością i pewną dozą pośpiechu oddaliliśmy się z miejsca zdarzenia. I tak właśnie dziadowska bezkarność po raz kolejny zwyciężyła.

Komentarze

Komentarze

3 myśli na temat “Bezkarnym i wszędobylskim dziadom mówię: Nie!”

  1. A wystarczyło powiedzieć: – Nie chciałbym pana zarazić. Właśnie wracam od lekarza… – i zakaszlać brzydko. Przy czym – zero wkurwień. Wniosek: Bardziej imprać!

Możliwość komentowania jest wyłączona.