Skoro nie dałem tytułu przy pierwszym opublikowaniu, to niech tak już zostanie

kaftanDaję zdjęcie dosyć mocno rozmazane, ale tylko takie mam. Dzięki temu jest jeszcze odrobinę bardziej mroczne, więc w pewien sposób zyskuje. Co to za zdjęcie? W zeszłą środę brałem udział w udziwnionym projekcie. Razem z Marcinem Wojciechem w Gwarku (oczywiście Kraków) wystawiliśmy coś, co na przemian nazywaliśmy wieczorem autorskim i eksperymentem.
Kilka setów, kilka solowych wyjść na scenę. Najpierw po piętnaście minut własnego materiału stand up. Później Marcin Wojciech wystąpił jako Tomasz Biskup, a Tomasz Biskup jako Marcin Wojciech (wymiana materiału, stąd zdjęcie w kaftanie z programu Wojciecha.) Następnie wzięliśmy na warsztat teksty znanych lub mniej znanych komików zagranicznych. Mówiło się je dziwnie, bo też korzystaliśmy z tekstów skopiowanych z You tube’a. Na koniec improwizacja, stary format oparty na podkładaniu głosów pod filmiki.
Graliśmy prawie dwie godziny, czym na koniec byłem szczerze zdziwiony (zakładałem, że materiału mamy mniej więcej na godzinę.) Wszystko odrobinę rozwlekła duża ilość gadania z publicznością, parę minut zajęli open mikowcy (Pięta i Złydach) wrzuceni pomiędzy nasze sety.                                                                                                                                               Wytworzyliśmy fajny klimat, a może zresztą sam się wytworzył? Bo w Gwarku z klimatem jest ostatnio coraz lepiej. Dla urozmaicenia dorzucam filmik cudzoziemskiego komika, którego teksty plagiatowałem (Dylan Moran – polecam.)

W piątek natomiast pojechałem solowo do Stalowej Woli. Klub Labirynt, ciekawa knajpka, umiejscowiona w pawilonie handlowym, pomiędzy fryzjerem, a agencją graficzną. Zdawałoby się, że w tych okolicznościach uchowa się tylko lokal z automatami, a tutaj proszę, ten klub robi koncerty punkowe i rockowe (i być może stand up’owe – ja byłem pierwszy.)          Był to, jakby to powiedzieć, mikrowystęp. Przyszło dziesięć osób, ale bawili się dobrze, więc nie zabrudzając sobie sumienia, wizytę w Stalowej zaliczam do udanych.
Po zejściu ze sceny poznałem kolesia, Dawid, Daniel, albo inne biblijne imię na D. No, po prostu człowiek zbędna ciekawostka. Właściwie co zdanie wrzucał jakieś niepotrzebne trivia. A to, że huta w S.W. produkuje koparki, a to że miasto zostało postawione w Puszczy Sandomierskiej, a to z kolei, że w starych blokach mają okna dzielone na dziewięć, bo nieopodal odbywały się testy dział przeciwpancernych i normalne się tłukły.
W końcu się dowiedziałem, jak to jest rozmawiać ze mną, kiedy mam zły dzień.

Komentarze

Komentarze

Jedna myśl na temat “Skoro nie dałem tytułu przy pierwszym opublikowaniu, to niech tak już zostanie”

Możliwość komentowania jest wyłączona.