Wyzywam sam siebie

Jak udowodnić ludziom, którzy zastanawiają się nad przyjściem na moje warsztaty, że rzeczywiście jestem jednostką kreatywną, ergo odpowiednią do prowadzenia tego typu zajęć? Jestem kabareciarzem, improwizatorem, a wszystko na to wskazuje, że od niedawna również bloggerem (w końcu mam bloga.)  To może jednak nie wystarczyć, bo w żadnej z tych trzech dziedzin nie jestem znany na szeroką skalę, a przecież zarówno kabareciarzem, improwizatorem, jak i bloggerem można być odtwórczym i przerażająco słabym.
Wiem, wymyśliłem (oczywiście kiedyś, a nie teraz.) Zadam sobie wyzwanie, które będę konsekwentnie realizował, a którego efekty będą mogły solidnie podbudować moje portfolio i rangę.
W sieci i świecie rzeczywistym pojawia się cała masa konkursów, które można określić jako kreatywne (polegające na wymyśleniu czegoś, opracowaniu, przedstawieniu innowacji.) Postanawiam, że zgarnę w nich sto nagród.
Trzeba ustalić zasady:
1. Ranga nagrody nie gra roli. Pierwsza, druga, burmistrza, wyróżnienie liczy się tak samo. Dostaję cokolwiek, dopisuję do listy.
2. Z jedną rzeczą (utworem, pomysłem, a cholera wie, może nawet coś narysuję) mogę wygrać tylko jeden konkurs. Jeśli już zostanie gdzieś dostrzeżony, odkładam go do lamusa. Jeśli nie, mam prawo słać go na kolejne konkursy.
3. Przy wyzwaniach powinno określać się jasne ramy czasowe. Niestety nie jestem w stanie ocenić, jaki czas jest odpowiedni dla zdobycia stu nagród. Dlatego ram czasowych sobie nie zadaję.
4. Dotychczasowych (sprzed opublikowania tego posta) osiągnięć nie biorę pod uwagę.                                                                   5. Konkury muszą być w jakikolwiek sposób publiczne. Wygranie we współzawodnictwie typu: „Chłopaki stawiam piwo, temu kto wymyśli najlepszy pocisk na Janka.” się nie liczy.

Czekajcie na dalsze informacje. Howght.

Komentarze

Komentarze