Jestem dromaderem

ja_żydKiedy szykuję się na występ kabaretu PUK, czasem zastanawiam się, czy aby nie jestem popularnym w krajach arabskich zwierzęciem jucznym, albo czy takie zwierzę by mi się nie przydało. Moje rekwizyty wypełniają plecak ze stelażem, kostiumetkę  rozmiarów sporej walizki, a dodatkowo w rękę biorę dwumetrowy baner. Ponieważ zdarza nam się grać po dwa razy pod rząd w teatrze KTO, często zostawiam tam ten cały tobół. Paradoksalnie nie zmniejsza to liczby niesionych przeze mnie rzeczy, bo w tej sytuacji muszę jeszcze zabrać z domu mniejszą torbę na ramię z rzeczami osobistymi (tak, tak, jak kobieta.)

Kilka razy w autobusie spotkałem się z pytaniem, czy się przeprowadzam. Nie, nie przeprowadzam się proszę pana, jedynie jadę do pracy. Nie, nie na tydzień, na godzinę.

Ten cały majdan straganowej baby, który noszę ze sobą przed każdym występem, wydaje mi się komiczny zwłaszcza w zestawieniu ze stand up’em. Idąc na solowy występ zabieram ze sobą marynarkę i to tylko wtedy, kiedy mam na to ochotę.

Wbrew pozorom nie narzekam.

Graliśmy wczoraj i było fajnie. Publiczność domagała się, aż trzech bisów. Dobrze, że nie czterech, bo już musielibyśmy odrobinę szyć.

Przetestowaliśmy wczoraj nową puentę skeczu, który i tak będziemy wyrzucać. Ciekawe, bo zadziałała nadspodziewanie dobrze, a właściwie nikt w nią nie wierzył na sto procent (ja wierzyłem chyba najbardziej i to na procent maksymalnie trzydzieści.) Po raz kolejny potwierdza się banalna teza Woody’ego Allen’a, że w tekściarstwie komediowym nigdy nie można być niczego pewnym. Czasem zwyczajnie coś co śmieszyło cały kabaret, nie śmieszy publiczności i na odwrót. Ponieważ pointę i tak wywalimy razem ze skeczem, mogę chyba zdradzić, że brzmi ona: „… oprócz tego skradł mi pan też serce.”

Po występie okazało się, że graliśmy między innymi na wieczorze panieńskim. Żeby nas zobaczyć wybrało się kilka dziewczyn wraz z przyszłą panną młodą. Zapytałem, czy ich następnym punktem programu jest odbywająca się właśnie w Krakowie noc synagog. Twierdziły, że nie.

Ja natomiast na noc synagog poszedłem (dowód na zdjęciu.) Synagogi są równie monotonne w zwiedzaniu jak kościoły i te, w których odbywają się nabożeństwa, podobnie walą kadzidłem. Szlajanie się po żydowskich świątyniach lekko urozmaiciło malowanie panoramy Jerozolimy pod dyktando szurniętej pani dyrektor jakiegoś domu kultury i koncert zespołu rockowego, który brzmiał jak starozakonne Myslowitz.

Dlaczego poszedłem na noc synagog? (Bo przecież na noc kościołów bym nie poszedł.) Ponieważ Żydzi mnie interesują. Czasem nawet myślę, że wolałbym być ateistą o religijnych korzeniach żydowskich niż katolickich.

Komentarze

Komentarze

Jedna myśl na temat “Jestem dromaderem”

Możliwość komentowania jest wyłączona.