Jak to u diabła działa?

Jeśli chodzi o piwritingsanie tekstów komediowych nie widziałem jeszcze wszystkiego, ale na pewno bardzo dużo…

Widziałem jak żart, w który nikt nie wierzył zaczyna świetnie działać.

Widziałem jak skecz, nad którym wszyscy z podziwem kiwali głowami mówiąc: „Mmm, pewniak, tym będziemy przeglądy wygrywać”, okazuje się skończonym gniotem po zagraniu którego człowiek ma ochotę naśladować strusia.

Widziałem jak osoby bardzo mocno doświadczone, dają rady tym mniej doświadczonym. Po których to uwagach numer zmienia się z niezłego w taki sobie.

Widziałem też jak koledzy z różnych ekip dają sobie nawzajem uwagi. Ciekawe jak mądrymi tonami mówią o skeczach kumpli, jak fachowych używają terminów i jak rzeczowe dają rady i jeszcze jak bardzo nie potrafią równie sprytnie radzić z własnymi tekstami.

W żadnym wypadku nie mam zamiaru tutaj krytykować nikogo konkretnego. Dążę do tego, że pisanie tekstów komediowych jest jak rzucanie piłką do kosza, którego się nie widzi. Możesz pisać całe lata, mieć ogromne doświadczenie i jak do tej pory bardzo dobre wyniki, ale i tak może ci się zdarzyć fala, podczas której spod twojej ręki wychodzi jedynie chłam.

Możesz nie mieć doświadczenia i napisać dwa świetne skecze, a później już żadnego, bo po jednym niepowodzeniu się zrazisz.

Możesz mieć wreszcie twórczą sinusoidę (chyba Sikora tak to nazwał,) czyli pojawiające się na przemian okresy dużej skuteczności i skrajnej niemoty. Ta sytuacja jest chyba najlepsza.

Ja ostatnio stosuję warunkowe zaufanie do swoich nowych tekstów. Nawet jeśli coś wydaje mi się bardzo dobre, wstrzymuję swój entuzjazm na wodzy i na wszelki wypadek wierzę w nowy materiał na nie więcej niż sześćdziesiąt procent. Dopiero kiedy żarty zadziałają dwa lub trzy razy, zaczynam ich potencjał traktować naprawdę serio.

Poprzedni post O komedii.

Komentarze

Komentarze

Jedna myśl na temat “Jak to u diabła działa?”

Możliwość komentowania jest wyłączona.