Wcale nie było lepiej

komórkaRegularnie natykam się na posty informujące, że kiedyś było lepiej. Na facebooke’u, na blogach, czasami są to też te dziwne, ulotne posty, które wychodzą z ust w życiu realnym i nie są publikowane w absolutnie żadnym miejscu sieci. (Wręcz nie dowierzam, że są jeszcze ludzie, którzy nie chwalą się swoimi przemyśleniami całemu światu.)

Czytam i słucham, że kiedy jeszcze nie mieliśmy laptopów, smartfonów, portali społecznościowych i gier sterowanych samymi ruchami rąk, żyło nam się cudownie. Nikt nie mógł śledzić gdzie jesteśmy, więcej spędzaliśmy czasu twarzą w twarz, więcej przebywaliśmy na świeżym powietrzu. Matki zdzierały gardła wołając dzieci, żeby w końcu przyszły do domu, a na każde mieszkanie przypadał tylko jeden telefon.

Co w tym cudownego? Jeśli autorzy tych treści mają ochotę spędzać więcej czasu na powietrzu, proszę bardzo, nikt was nie trzyma… Ale po co przekonywać innych, że było lepiej? Co jest takiego wspaniałego w fakcie, że nie wiesz, kto odbierze telefon i czy osoba, do której masz pilną sprawę w ogóle będzie w jego zasięgu? Co jest takiego niewiarygodnie fantastycznego w tym, że nie możesz od razu sprawdzić w googlach, kim był Stefan Okrzeja, tylko musisz iść do sąsiada, który rzekomo posiada encyklopedię historii współczesnej?

Jeszcze wcześniejsze pokolenie narzekaczy informuje nas (tu już ekskluzywnie, poza siecią), że najlepsze to były czasy kopcących lampek naftowych, dorożek i plucia na sufit, bo innych rozrywek właściwie nie było.

Proponuję zmienić sobie w głowie przymiotnik „lepsze” na przymiotnik „inne”. Wtedy wszystko będzie się zgadzało.

Spotykam się też grupą ludzi, która propaguje tak zwany oldschool. Noszą antyczne telefony komórkowe, odwracają głowę z odrazą, kiedy w autobusie widzą kogoś z kindlem.

Moje pytanie brzmi: gdzie się zaczyna, a gdzie kończy oldschool? Dlaczego wrogowie postępu już oglądają filmy na dvd, a nie stare, dobre komunistyczne slajdy? Dlaczego właściwie mają komórki, a nie korzystają z uroków telegrafu? I wreszcie dlaczego właściwie chodzą w dżinsach i bluzach, a nie szarawarach i płaszczach z podwójnymi połami?

Nie jestem wielkim orędownikiem nowych technologii, ale uważam że w tym wypadku lepiej się trzymać umiaru i tak zwanej drogi środka. W niektórych innych wypadkach jestem praktycznie rzecz biorąc faszystą.

Komentarze

Komentarze