Slam, slam, slam…

logo-slam-jpeg21To jest niesamowite, ale stresuję się, kiedy idę na slam. Oczywiście, kiedy idę wystąpić, bo zwyczajnie oglądać, bym nie poszedł.

Co w tym jest niesamowitego w tym, że mam tremę? Ano… Występuję w kabarecie, grupie, impro, zdarza mi się samodzielnie wystawić pięćdziesiąt minut stand up’u, a dostaję niemalże dzikich drgawek, kiedy mam powiedzieć niecałe trzy minuty wierszyka. Dodam, że w przypadku moich pozostałych przedsięwzięć nie stresuję się prawie wcale, albo dużo, dużo mniej.

Dlaczego tak jest? Dlatego, że slam to po prostu inny świat. To nie jest scena kabaretowa, ludzie czasem się śmieją, ale tak naprawdę nie przychodzą się pośmiać, tylko nie wiem, pokontemplować w dużym stadzie. Jest kompletnie inaczej. Miałem okazję się o tym przekonać w zeszły w piątek, bo dostałem wpierdol jak złoto…

Poszedłem na slam do kolanka nr 6. Odpadłem w pierwszej rundzie, zajmując miejsce mniej więcej piąte od końca (na szesnastu występujących.) Na pewno pokazałem utwór odrobinę zbyt wulgarny, na pewno też powiedziałem go zbyt szybko. Można przeczytać utwór na dole posta, można też skomentować.

Przychodzi mi do głowy kilka przemyśleń związanych z ocenianiem występujących. Ale jakby je tutaj przekazać, żeby nikt nie pomyślał, że wynikają z zawiści wywołanej spektakularną przegraną? (Bo oczywiście nie wynikają.)

Aha, wiem, wpadłem na to. Przecież to nie są moje przemyślenia, ale przemyślenia mojego kolegi Roberta, (zbieżność imion z dowolnym Robertem, którego znacie – przypadkowa) z którym się wybrałem na tę imprezę. Ja je jedynie cytuję.

A więc, Robert najpierw pragnie wyjaśnić, jak dział pierwsza runda slamu:

W pierwszej rundzie slamu losowanych jest sześciu sędziów spośród publiczności. Każdy Przyznaje punkty od jeden do pięciu. Najniższa i najwyższa nota są odejmowane, z pozostałych wyciąga się średnią.

Teraz Robert przedstawi kilka swoich obserwacji na temat oceniania:

1. Sędziowie negatywnie patrzyli na wszelkie utwory nacechowane komediowo. Wszystko co miało być zabawne, z założenia dostawało mniej punktów. Tego się Robert nie spodziewał. Nie spodziewali się pewnie też Radek Jakubik i Dżin, którzy mieli fajne komediowe kawałki, a dostali mało pkt.

2. Występujący, którzy często odwiedzają slam, automatycznie dostawali więcej punktów. Wpływ na ocenę miała też zapowiedź prowadzącego, który informował, że komuś tam z reguły idzie dobrze, ktoś tam często nas odwiedza itp.

3. Sprawa odwrotna do punktu pierwszego. Sędziowie najwyraźniej bardzo mocno wsłuchiwali się w utwory, które były ciche i spokojne. Robert ma zbyt małą koncentrację i się na nich wyłączał. Jurorzy ładowali dużo punktów.

4. Robertowi zdawało się, że każdy kto wychodzi na scenę z dużą pewnością siebie, jest za nią karany. Osoby ciche, nieporadne, nieobeznane z mikrofonem w jakiś dziwny sposób zbierały wysokie noty. Ponownie, ich ciapowatość przeszkadzała Robertowi w odbiorze.

Jak już wam powiedział Robert – całkiem inny świat. Oczywiście nie zgadzam się z żadną z jego uwag. Poza tym nie mam powodów, żeby mieć do kogokolwiek pretensję, bo sam spyciłem.

Pod spodem kawałek wiersza/slamu/łorewer, który przedstawiłem.

Utwór ten napisałem w długie zimowe wieczory pod koniec kwietnia. Żeby go więc w pełni zrozumieć, musicie sobie przypomnieć, jak w tedy było.

 

Przyjdź wreszcie, ty zielona kurwo, no przyjdź!

Ta biała suka już nam nie daje żyć.

Lubiłem jej śnieżne futra i z mrozu podwiązki.

Na początku.

Lubiłem jak dotykały jej zimne rączki.

Dziś ta biała suka co gada z rosyjska,

nie dopuszcza swych lodowych sutków do mego pyska.

Na początku.

Pocałunek mrozu przyprawiał o ciarki.

Na początku.

Po jesieni był wytchnieniem ten chłód przemysłowej chłodziarki.

Dziś całkiem zbzikowała ta biała kurwa dzika.

Tnie mnie pejczem zamieci, tnie mnie niewolnika.

 

Gdzie jesteś, gdzie się podziałaś kwietna ladacznico?

Gdzie twoje obrośnięte bluszczem lica?

Gdzie twoja sukienka z trawy i stanik z bocianów?

Myśl o twym ciele doprowadza panów do szału.

Myśl o twym ciele co dopiero rozkwita

i na które się nie da napatrzeć do syta.

 

Wiosna to młodość, a młodość to ćpanie.

Pewnie zaległaś gdzieś na zeszłorocznym sianie

i pewnie masz teraz oczka całkiem baranie.

Pewnie się szlajasz po zakątkach Europy,

a ja tu czekam aż białej suki przyjdą roztopy.

 

Ona wreszcie na nogach się słania,

ty ją stąd powoli przeganiasz.

Zimny spokój jej twarzy to botoks jest przecież,

już widać szare plamy na białym gorsecie.

Już biała suka w męczarniach umiera,

ty tylko zza niesfornej grzywki spozierasz.

 

Przyszłaś wreszcie, ty umajona kurtyzano,

ty co ćwierkasz nam ptakami co rano.

 

Ale teraz, kiedy znów ciebie mam

do letniej suki tęsknić zaczynam.

Do jej opalonego ciała egipskiej królowej,

do tego, że prawie nic nie ma na sobie.

Że jest toples i nosi z upału stringi,

a pod rękami ma radlerów dwie skrzynki.

 

Poprzednie Ścinki tutaj.

Poprzednie Ścinki zawierające utwór rymowany tutaj.

Komentarze

Komentarze

6 myśli na temat “Slam, slam, slam…”

    1. Długość wynika między innymi z faktu, że na tej imprezie (slamie) mówi się trzy minuty na raz. Jeśli ktoś mówi krócej, często wypada słabo.
      Jeśli podoba Ci się bardziej od „zimo wypierdalaj”, w przyszłym roku możesz stosować.
      Dzięki za opinię:)

  1. Eee mnie się podoba 🙂
    Jest dobry rytm, pomysł, temat.
    Z ciekawości przeczytałbym zwycięski tekst, pewnie był natchniony jak Eliza Orzeszkowa pisząc pińć-setną stronę Nad Niemniem 😉

    1. Niestety nie wiem, kto wygrał. Jestem chamem i wyszedłem zaraz po tym, jak odpadłem. Ale innym razem jak zostałem do końca, wygrał koleś, który miał naprawdę dobry tekst (w tym śmieszny).

Możliwość komentowania jest wyłączona.