Great Succes in Zakopane

plakatNie jestem fanem idei Juche. Dla tych, którzy nie wiedzą, a bezceremonialnie zakładam, że nie wie większość, Juche (czyt. Dżucze) to filozofia stanowiąca podstawę funkcjonowania Korei Północnej. W teorii opiera się ona na tworzeniu nierozerwalnej więzi mas z wodzem, dążeniu do samowystarczalności oraz budowaniu dobrobytu. W praktyce chodzi o ciągłe i kłamliwe opowiadanie światu, jak to u nas jest wspaniale.

W tym drugim sensie filozofii Juche hołduje znaczna część kabaretów, zespołów i solistów. Właściwie wszystkie posty, wszystkich możliwych wykonawców opierają się na radosnej propagandzie. „Jesteśmy wspaniali, mieliśmy super występ, yeah, yeah, yeah.” O wpadkach nie wspomina nikt i nigdy, bo przecież reguły marketingu (Juche w przebraniu) zabraniają samemu wskazywać na brudne buty (czy tam inne mankamenty.) Dziwię się, że odbiorcy jeszcze się nie połapali i nie odrzucają tych komunikatów nasączonych pozytywnym kłamstwem. Juche nie cierpię, nie trawię, trawił nie będę, ale… Miałem wczoraj zarąbisty występ.

Pojechałem solowo do Zakopca i zagrałem w rzekomo osławionym Dworcu Tatrzańskim (na ścianach ma malunki wielkich i sławnych Polaków, typu Paderewski, którzy podobno wpadali tam regularnie na małą wódkę.) Dworzec jest instytucją wszechstronną, bo w wielu przewodnikach figuruje jako night club, czasem odbywają się tam koncerty, a w dzień można go odwiedzić razem z dzieckiem (plac zabaw.)

Skoro night club ma taką opcję, to sama nasuwa mi się myśl, że może niedługo powstaną burdele, w których ojciec będzie mógł zostawić bachora w kąciku zabaw, pod opieką doświadczonej animatorki. Myśl tę zostawiam i nie drążę, bo Dworzec jest naprawdę ok.

Wstęp na mój występ był za darmo, a na Krupówkach promowały go ładne dziewczyny, więc miałem pełną salę. Niestety część widowni przyszła razem z dziećmi i niektóre fragmenty musiałem całkowicie wyrzucić z programu, a przed innymi, przez podniesienie lewej ręki, informowałem rodziców, że wymagane jest ‚parenthal advisory’.

Po zakończonym ‚show’ ustawił się do mnie całkiem spory łańcuszek gratulujących. Co ciekawe było wśród nich małżeństwo Kaszubów, był też kapitan żeglugi morskiej rodem z Podhala.

Na dowód, że nie jestem wyznawcą ideologii Juche, zamieszczam link do posta o występie, na którym trochę mi nie szło… LINK.

Komentarze

Komentarze

2 myśli na temat “Great Succes in Zakopane”

  1. Gratuluję kolejnego udanego (choć ocenzurowanego) występu! miejsca w zakopanem nie znam, ale wszechstronność faktycznie zadziwiająca:)

Możliwość komentowania jest wyłączona.