Żyjemy w kraju policyjnym

zakazpiciaPisałem niedawno o tym, że odwiedziłem kilka ciekawych miejsc na południe od Polski. Nie była to jakaś szalona ani wielka wyprawa, ale przejechałem przez parę krajów. Zatrzymywałem się na Słowacji, Węgrzech, w Chorwacji i Bośni. W każdym z tych krajów piłem piwo. W plenerze, legalnie, bez bólu karku wywołanego rozglądaniem się, czy nie idzie policja bądź straż miejska.  W Zadarze w samym centrum dworca autobusowego znajduje się bar, w którym ludzie czekający na swój transport popijali z małych szklaneczek lokalne Ożujsko. W Mostarze na przeciwko stacji PKP (tudzież BiHKP – Bośniackich i Hercegowińskich Kolei Państwowych) kilku lokalnych panów pociągało białe wino przed małym bufetem. Rozlewali je do wysokich kieliszków i wszystko wyglądało bardzo sympatycznie i kulturalnie. Gdyby ktoś nie widział, u nas sprzedawanie alkoholu w pobliżu dworca jest całkowicie zabronione.
Kiedy kupowałem sobie piwo na Słowacji, coś mnie tknęło i chciałem się upewnić. Zapytałem pani sprzedawczyni, czy u nich można pić piwo w pociągu. Okazało się, że jest Polką, która mieszka tam od bardzo dawna. „A co komu do tego?” odpowiedziała bardzo rzeczowo. No właśnie, co komu do tego, gdzie i w jakich okolicznościach mam ochotę wypić browara? Czemu, kiedy przyjdzie mi chęć, aby wchłonąć pianę, patrząc jednocześnie na ładny widok, muszę za nią płacić dwanaście złotych w ogródku?
To co mnie najbardziej rozbroiło, to Słowackie automaty z cukierkami, w których obok batonów i coli stoją puszkowane radlery.
Jednocześnie nie mogę powiedzieć, żebym w którymkolwiek z tych krajów widział więcej pijanych na ulicy. Żule i tak będą pić. Choćby ich ścigać z psami, choćby za publiczne spożywanie była kara śmierci, oni i tak będą chlać. Żadna ustawa antyalkoholowa nie ma szans tego zmienić, a dotyka zwykłych ludzi, którym od czasu do czasu lubią wypić dwa kulturalne piwa w parku.

Komentarze

Komentarze

3 myśli na temat “Żyjemy w kraju policyjnym”

  1. No Amen normalnie. Podpisuję się. Szkoda, że w tym kraju o tak bogatej alkoholowej tradycji, ludzie, którzy chcą ją kultywować w publicznym manifeście są karani. Choć z drugiej strony trochę się obawiam, że jakby dać nam taką wolność, to nie potrafilibyśmy z niej kulturalnie korzystać…ale to tylko takie z czterech liter wzięte obawy 🙂

Możliwość komentowania jest wyłączona.