Bóg – dobry ojciec

Postać Bbógoga (piszę z dużej, bo jest to rzeczownik własny, a poza tym mam taką fantazję) często jest zestawiana z określeniem „dobry ojciec”.

Kiedy myślę „dobry ojciec”, widzę sympatycznego gościa koło czterdziestki piątki. Ma mały brzuszek i zmęczony wyraz twarzy, bo autentycznie i szczerze wypruł żyły, żeby jego dzieci mogły chodzić na studia i jeździć na żagle. Ma pracę nieźle, ale nie bardzo dobrze płatną. Bo prace bardzo dobrze płatne są przecież ryzykowne, a on nie chciałby zostać bez środków na utrzymanie swojego syna i córki. Dobry ojciec większość czasu łagodnie się uśmiecha pod swoim drobnym wąsem i bardzo rzadko podnosi głos. Kiedy jego syn wróci pijany, pomaga mu wejść do łóżka, a rano przynosi szklankę zimnej wody i robi długą, rzetelną pogadankę o wartościach. Ten gość, ten dobry ojciec z mojej głowy jakoś tak pokracznie wyglądałby na ołtarzach i na chmurze z fresku Michała Anioła. W związku z tym przypuszczam, że on nie jest Bogiem, ani Bóg nim (chwilowo zakładam, że ten drugi pan istnieje.)

Gdyby Bóg był dobrym ojcem, przed potopem zrzuciłby swoim dzieciom kapoki.

Gdyby Bóg był dobrym ojcem, nie zesłałby na Sodomę i Gomorę deszczu ognia, gradu siarki i tych wszystkich innych fajerwerków. Zamiast tego, nad miastami pojawiłyby się zastępy aniołów kiwających groźnie palcami i powtarzających: „No, no, żeby mi to było ostatni raz”. Ostatecznie Bóg sam pojawiłby się nad miastem i powiedział: „Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem waszych preferencji, ale jestem waszym ojcem i kocham was takimi jakimi jesteście. Dlatego zaakceptuję każdego partnera, którego przyprowadzicie do domu.”

Gdyby Bóg był dobrym ojcem, nie kazałby Abrahamowi zabijać Izaaka w ofierze. Zwłaszcza, że Abraham długo się starał o dziecko. Jego żona pozwoliła mu nawet spłodzić syna z niewolnicą – takie starożytne in vitro. Zamiast wyroku Bóg zesłałby chłopcu kolejkę elektryczną.

Gdyby Bóg był dobrym ojcem, nie wysyłałby Jezusa na męczeńską i przerażającą śmierć. Gdyby chciał chłopaka sprawdzić, jako zadanie dałby mu na przykład przepłynięcie jeziora na jeden raz. Jest jeszcze bardziej prawdopodobne, że będąc dobrym ojcem, Bóg pozwoliłby synowi samodzielnie wybrać przyszłość i nie zachęcał do wchodzenia w ten cały, teologiczny biznes rodzinny.

Istnieje też drugi, całkowicie odmienny typ ojca. To nadpobudliwy koleś, który ma zmienne nastroje wywołane nałogiem alkoholowym. Regularnie tłucze swoje pociechy, podtapia je i gasi papierosy na rękach. Dzieci nie mogę o nim powiedzieć, że jest ojcem dobrym, ale z czystym sumieniem mogą go nazywać Bogiem.

Poprzedni post najeżdżający na religię.

Komentarze

Komentarze

8 myśli na temat “Bóg – dobry ojciec”

  1. starożytne in vitro, dobre:) a w sprawie b hmm Boga to wolę się skupić na wolnej woli. skoro takową posiadam, a rozumkiem nikt boskości nie ogarnie, to nie warto tracić czasu. lepiej się skupić na własnych decyzjach, takich tu i teraz.

    1. Troll – dobre określenie. Chyba rzeczywiście nim jestem, bo dużo jadę po ludziach:)
      Odwrotnie niż Ty to robisz na swoim blogu, bo polecasz całą masę fajnych rzeczy:)

      Mam świadomość, że podobnie jak wyżej wymienieni teologowie kwestii tej nie rozwiązałem. Pozdr

  2. Bardzo ciekawy tekst. Szczerze powiedziawszy, zastanawia mnie jak wiele ludzi ma takie przemyślenia w dzisiejszych czasach…

Możliwość komentowania jest wyłączona.