Najnowsze, aczkolwiek trochę już ośniedziałe resztki

resztkiW nazwie strony stoi wyraźnie „Stand up i inne takie”, a stand up’u ostatnio nie widać tu ani na lekarstwo. Nie ma go w tym momencie zbyt dużo, ani na blogu, ani też w moim życiu (no może poza oglądaniem innych komików na YT). Kalendarz wprawdzie mam całkiem ładnie wypełniony, zajętych terminów sporo, ale żaden z nich nie jest moim solowym występem. Dlaczego? Wakacje. Stand up najlepiej wychodzi w knajpach, a teraz większość ludzi wybiera ogródek piwny bądź zwyczajnie łąkę, piwo i strach przed gadzinami ze straży miejskiej. W maju standupowałem całkiem sporo, w czerwcu też trochę. Sam sobie nakręcałem te występy, dużo dzwoniłem. Im bliżej było do wakacji, tym częściej słyszałem od właścicieli i menagerów knajp, że chętnie, ale raczej na jesieni, bo teraz większość ludzi wybiera ogródek piwny bądź zwyczajnie łąkę, piwo i strach przed gadzinami ze straży miejskiej. Postanowiłem więc odłożyć dzwonienie do września. To dziwne, że się zniechęciłem, bo gdyby ktoś kazał mi wypisać pięć moich największych zalet, to upór miałby miejsce pierwsze. Najwyraźniej napisałbym nieprawdę.

Jakiś rzewny ten post. Czy ja się nad sobą użalam? (Skończ pierdolić Biskup i przejdź do rzeczy.) Fantastycznie użalam się i na dodatek ze sobą rozmawiam.

Postanowiłem zapchać ten brak stand up’u na stronach mojego bloga ścinkami. Są to fragmenty, które przetestowałem podczas występów czerwcowych i jednego, jedynego jaki miałem w lipcu. (Czyli jednak jakiś miałeś Biskup, więc co marudzisz?)

Tekst pod spodem wydawał mi się bardzo dobry. Po pierwsze dotyczy paleontologii, więc niszowego tematu. Po drugie jest dosyć mocno popieprzony.

Pierwsi paelontolodzy trochę nabroili. Przedstawili światu sporo nieistniejących dinozaurów, które poskładali z kości tych, które rzeczywiście biegały po świecie. Jestem ciekaw, czy za kilka milionów lat paleontolodzy jakiejś nowej rasy ułożą nowego, kopalnego stwora z kości konia, dorożkarza i chicken wings’ów, które jadł ten ostatni.

Niestety publiczność, po reakcjach wnosząc, uznała ten żart za jedynie odrobinę śmieszny. Drugi kawałek też dotyczy naukowców (chciałem je mówić w jednym secie).

Fizycy kwantowi potrafią dostrzec porządek w przypadkowych ruchach cząsteczek subatomowych plazmy. Ciekawe, czy dostrzegliby porządek w moim mieszkaniu? (Tutaj zaśmiała się tylko jedna osoba – moja dziewczyna.)

Na koniec wrzucam fragment, który wywołał dwa naprawdę dobre wybuchy śmiechu i kilka oznak zainteresowania. Jednak nie podoba mi się ten tekst, nie mam ochoty go mówić ani nad nim pracować. Być może dlatego, że tak naprawdę jest tylko zbiorem obserwacji z wakacyjnego wypadu.

Przez kilka nocy spałem w Chorwacji pod namiotem. W Polsce pola namiotowe pełne są młodych ludzi, w Chorwacji starych Niemców. Czasami Germańcy przejeżdżają po tysiąc kilometrów, żeby zaparkować swoje mieszkalne ciężarówki w cieniu jakiejś góry, a później siedzieć przed nimi dwa tygodnie i grać w karty. To się nazywa caravaning i zawsze kiedy widzę to słowo, wydaje mi się, że chodzi o festiwal pojazdów pogrzebowych.Kiedy byłem mały, oglądałem reklamy w niemieckiej telewizji. Byłem dziwnym dzieckiem, bo po pierwsze oglądałem reklamy, a po drugie niemieckie.
Widziałem w tych spotach różne fantastyczne rzeczy, takie jak miniaturowe hula-hop z przywiązaną piłką. Kręci się nim na jednej nodze, a drugą trzeba przeskakiwać przez doczepiony sznurek. Aż do tych wakacji zdawało mi się, że te gadżety nie istnieją. Uwierzyłem w nie, kiedy zobaczyłem urlopujących Niemców. Ja na wyjazd pakuję się według zasady – brać tylko to, co niezbędne. Niemcy najwyraźniej biorą przede wszystkim rzeczy całkowicie niepotrzebne.  Mają ze sobą takie bajery jak kwadratowe hula-hop, które gra „Obladi Oblada”, sterowany, plażowy samolocik wraz z plażowym Londynem do bombardowania, chodzik dla dorosłego faceta, żeby po siódmym piwie mógł spokojnie wrócić do swojego karawanu itp. Rozwala mnie też to, jak oni mieszkają podczas wakacji. Parkują swoje ogromne samochody, rozbijają przed nim namiotowe ganki wielkości mojego mieszkania i generalnie się urządzają. Wielu z nich ogradza swój „teren” lampami solarnymi z Ikei, jeden otoczył się pochodniami, a inny przywiózł swoje krasnale ogrodowe.

Zapraszam do poprzednich „Ścinków”.

Komentarze

Komentarze

6 myśli na temat “Najnowsze, aczkolwiek trochę już ośniedziałe resztki”

  1. ludzie pewnie usłyszeli „fizyka” i się przerazili – bo jak się zaśmieją to wyjdzie na to, że zrozumieli, czy nie? A może Ty się z nich uśmiejesz jak oni się zaśmieją niepotrzebnie:)

Możliwość komentowania jest wyłączona.