Siedemdziesiąty post ogólnie, pierwszy o zazdrości

kolosSam w to chyba nie wierzę, ale ten wpis będzie traktował o uczuciach, a konkretnie o jednym z nich.  Tak się jakoś złożyło, że ludzkość nie tylko ponazywała atakujące ją emocje, ale także podzieliła na dwie grupy – jak to zwykle bywa, na dobre i złe. Miłość, życzliwość, ufność, podziw to te, które w sobie rozwijamy i pielęgnujemy, natomiast rozdrażnienie, gniew, rozczarowanie, zazdrość i wiele wiele innych odpychamy od siebie, oddalamy, wykopujemy dołek, wrzucamy doń i przysypujemy piaskiem.
Z jednej strony normalna rzecz, bo nikt nie lubi być smutny, nikt nie lubi się męczyć, siedzieć w koncie (błąd celowy z pozdrowieniami dla Szymona Kabacińskiego) chlipiąc i myśląc o poziomie własnej beznadziei. Z drugiej strony  gdyby wściekłość, frustracja i rozczarowanie zniknęły, nic nie pchałoby nas do przodu, stalibyśmy się dziwnymi stworkami podobnymi do Elojów z Wellsa. Cały dzień miotalibyśmy się w pozytywnej euforii, dając sobie prezenty bez powodu.
Uważam, że powinniśmy zaprzestać oczerniania negatywnych uczuć, bo to one w dużej mierze dają nam symbolicznego kopa. A przynajmniej mnie dają, więc całkiem irracjonalnie przypuszczam, że tak samo jest z innymi ludźmi. Nie będę tutaj z siebie robił dekadenta ani Szatana, ale czasami lubię być wściekły. Wściekłość daje chwilowy przypływ siły, aczkolwiek powoduje też chwilową utratę kontroli. Podobnie uważam, że zazdrość jest ok. Jest naturalna i wydaje mi się, że na przestrzeni wieków przyniosła nam sporo dobrego.
Wyobrażam sobie następujący epizod z naszej zamierzchłej przeszłości. Mieszkańcy hipotetycznego, starożytnego miasta postawili w centrum małą figurkę. Mieszkańcy innego hipotetycznego miasta zaczęli im zazdrościć i wybudowali sobie większy pomnik. Do rywalizacji przyłączyły się inne polis, aż w końcu Rodos postawiło kolosa.
Sam podziw nie daje motywacji do działania. Podziw jest pasywny, zaczyna nas mobilizować dopiero, kiedy przeradza się w zazdrość. Tylko zazdrość (taka lekka) wobec wielkich pisarzy, może cię skłonić do spróbowaniu swoich sił w tworzeniu powieści.
Ja zazdroszczę, często i namiętnie, niestety czasami nawet po mnie widać. Ale to właśnie zazdrość pcha mnie do tego, żeby działać, próbować, eksperymentować.
Na koniec zamieszczam niepełną listę ludzi, którym zazdroszczę.

P.S: Nie mogłem sobie przypomnieć szczególnie wielu nazw uczuć, dlatego sięgnąłem po pomoc z zewnątrz. Kto by przypuszczał, że tego cholerstwa jest aż tyle.

8 myśli na temat “Siedemdziesiąty post ogólnie, pierwszy o zazdrości”

  1. Mnie także zazdrość popycha do działania, bo cienka jest granica między zdrową zazdrością i jeszcze zdrowszą motywacją. Jako że dopiero odnalazłam Twojego bloga, dzięki Twoim dzisiejszym odwiedzinom u mnie, dodam, że wzbudziłeś we mnie zazdrość, że tak dobrze się Ciebie czyta, w związku z czym chyba zaraz sama coś napiszę ;).

  2. to Ty po prostu optymistą jesteś:) nie ważne, że jest źle – że jesteś zły, zazdrościsz, czy się rozczarowałeś – świat jest cudny i trzeba tylko znaleźć sposób by to odkryć:) bo przecież może być lepiej, doskonalej. pięknie pięknie:)

  3. Podobnie mam z pływaniem. Kiedy idę na basen zły, robię więcej długości i mniej się męczę. Co ciekawe, jeśli po prostu zrobię dużo „basenów”, po wyjściu mam przypływ siły, zbliżony do tego, jaki pojawia się w gniewie.

Dodaj komentarz