Lekka nostalgia za byciem Pokraką

totakapokrakaRóżne, często dosyć dziwne rzeczy człowiek robi z nudów. Ja, całkiem niedawno temu, właśnie z nudów wpisałem w Google nazwę swojego pierwszego kabaretu… Okazało się, że jego strona istnieje, ma się dobrze i dalej wisi w sieci (link pod banerem powyżej). Powodowany tym samoodkryciem  i prawdopodobnie, właśnie nudą postanawiam o formacji Totakapokraka napisać.

Od początku.

Dlaczego założyłem kabaret? Zawsze chciałem coś wymyślać (człowiek z mniejszym wstrętem do wzniosłości pewnie użyłby słowa tworzyć), ale nigdy nie wiedziałem co. Pisałem jakieś opowiadania, ale nigdy ich nie kończyłem. Bawiłem się grafiką trójwymiarową, ale ze względu na moje w dużym stopniu już wyleczone lenistwo, byłem w tym przerażająco słaby. Pewnego dnia, który nastąpił po trzech dobach niemal nieprzerwanego oglądania Potemów, postanowiłem, że założę kabaret. O dziwo, chyba po raz pierwszy w życiu, zacząłem robić cokolwiek w kierunku osiągnięcia wybranego przez siebie celu (kurwa psia, kość mać, robi mi się z tego rzewna i smutna historia).

„Jak się zakłada kabaret?” a raczej  „Jak ja założyłem kabaret?” Zacząłem od nazwy. Wydawała mi się wtedy powalająco śmieszna. Kabaret Totakapokraka, Takie dźwięczne, rytmiczne nowosłowo, takie pach, pach, pach. Ludzie rzeczywiście śmiali się słysząc je. Teraz wydaje mi się, że w ich tłumionych chichotach brzmiała spora doza politowania. Kolejnym krokiem było napisanie skeczy. Zebrałem cztery, bądź pięć numerów, w tym skecz „Matka i Syn”, który dalej niestety grywam z kabaretem PUK. Łupię go od siedmiu lat, wykonałem to cudo w duecie chyba z sześcioma matkami i mam go serdecznie dość. Niestety czasami takie proste, papowate numery przydają się na plenerach. Trzecim krokiem podczas tworzeniu mojego kabaretu było znalezienie ludzi. I tutaj zaczęły się schody… Zapytałem lub nawet poprosiłem o przyłączenie się do tego wielkiego, komediowego dzieła właściwie każdego znajomego. Jedni nie chcieli, inni chcieli ale na przykład nie pozwalały im dziewczyny i tak bodajże przez pół roku. W końcu udało mi się skompletować ekipę, w skład której weszli: Dominika – koleżanka z ogólniaka, Teodor – kolega z zespołu bluesowego mojego kolegi z ogólniaka i Regina – koleżanka sam nie wiem skąd.

Co ciekawe byłem jedynym tekściarzem, jedynym organizatorem, głównym reżyserem i liderem kabaretu Totakapokraka, pomimo, że w tamtym czasie nie posiadałem absolutnie żadnego doświadczenie scenicznego (na własne życzenie, bo w szkole średniej odrzuciłem intratną propozycję grania króla w „Kopciuszku” wystawianym po niemiecku, przez panią „profesor” od tegoż języka). Natomiast moi koledzy pewne przygody ze sceną i/lub teatrem mieli za sobą.

I tutaj drobna dygresja… W momencie, w którym zacząłem się zajmować kabaretem miałem dwadzieścia cztery lata. Co najmniej kilkanaście razy usłyszałem, że nie ma szans na to, żebym gdziekolwiek dotarł w branży rozrywkowej. Przyjąłem dziesiątki pełnych politowania spojrzeń, wieńczących moje opowieści o tym, jak to kiedyś będę zawodowym komikiem. I wprawdzie dzisiaj nie mam popularności na miarę Kryszaka, nie mam pięćdziesięciu występów miesięcznie, nie mam tłumów fanów, ale nie mam też innej pracy poza kabaretem (dla uściślenia – nie mieszkam pod mostem, ani nie żywię się promieniami słońca:). Morał jest prosty i dosyć oklepany – chrzańcie krytykę, chrzańcie niepowodzenia, chrzańcie wszystko inne co wam przeszkadza… Upór jest kluczowy, jeśli tylko naprawdę chcecie dojść do do celu, to dojdziecie. Więcej na ten temat przeczytacie na blogu Wykorzytaj to”.

Sam zbudowałem stronę, a wtedy strony robiło się zupełnie inaczej (uuu, klątwa mamuta mi się włącza). Nie było jeszcze gotowych szablonów, musiałem dłubać w kodzie html. Grafiki też sam zrobiłem, nie pamiętam w czym, ale wyglądają mi na Incscape’a. Fakt, że stronę zrobiłem samodzielnie, wskazuje na to, że jeśli chodzi o wytwarzanie rzeczy na niskim poziomie, jestem wszechstronny. Charakter obrazków wskazuje na to, że już wtedy miałem czarną duszę (i nie mam tutaj wcale na myśli zamiłowania do bluesa, bo nie cierpię bluesa). Charakter tekstów natomiast wskazuje na to, że miałem zaawansowaną dysortografię (miałem na nią papier, ale obecnie uważam, że była tylko zamaskowanym lenistwem). Wtedy część błędów na stronie robiłem celowo, żeby ukryć te przypadkowe. Dzisiaj moja dysortografia jest mocno opanowana, ale dalej niestety zdarzają mi się takie wtopy, że łapię się za głowę (w ciągu ostatniego roku raz napisałem „lew” przez „f”).

Kilka słów o moim pierwszym kabarecie. Był przerażająco słaby i mało odkrywczy. Zdarzały się dobre żarty, ale to raczej pojedyncze. Teksty były raczej sztampowe (nie to co teraz;), ale skecz Teleturniej, który właśnie przeczytałem, wywołał we mnie lekkie rozrzewnienie.

Gdzie występowaliśmy? Wszystkie nasze występy można by policzyć na palcach jednej ręki mutanta – było ich siedem czy osiem. Między innymi pokazaliśmy się podczas eliminacji do PAKi 2007. Pamiętam, że wtedy wydawało mi się, że nie mamy szans na porażkę. Zdawało mi się, że od razu, za pierwszym podejściem podbijemy świat kabaretu. Bardzo się zdziwiłem, kiedy eliminacji nie przeszliśmy.

Co ciekawe, zjawisko to jest dosyć popularne. Jeden mój znajomy, którego nazwiska nie chcę wymieniać, bo nie wiem, czy sobie tak życzy, był tak samo buńczuczny  dwa lata temu. Startował po raz pierwszy, wystawiał swój pierwszy program i był święcie przekonany, że PAKę wygra. Nie wygrał.

Kilka słów o ludziach z mojego pierwszego kabaretu.

Najpierw mały komunikat do Dominiki: „Dominiko Gallero, jeśli przez jakiś przypadek przeczytasz tego posta, wiedz, że w dalszym ciągu uważam cię za geniusza komediowego. Mało jest kobiet, które posiadają tak silną wis comicę i jednocześnie potrafią grać. Także opamiętaj się, rzuć laboratorium, czy tam cukiernię swojego ojca, czy gdzie tam jeszcze pracujesz i wracaj na estradę. Jeszcze nie jest za późno.”

Teodor Dobrzycki. Mocna postać. Charyzmatyczny, niewiarygodnie uparty, z krakowskiej, artystycznej rodziny. Przez lata grał bluesa i rocka po knajpach. Ostatnio, z tego co słyszałem, poddał się i zgodnie ze swoim wykształceniem podjął pracę architekta.

Regina Zefiryna Woźniak. Pochodzi z Głojsc. O niej mogę napisać niestety jedynie, że ma śmieszne dane osobowe.

Dlaczego kabaret się rozpadł? Ponieważ nikt oprócz mnie nie wierzył, że możemy z nim zajść wysoko. Reszta zespołu traktowała go jako rozrywkę, a nie cel… Dlatego pewnego dnia rozwiązałem go, zaprzestając wysyłania esemesów z informacjami o terminach kolejnych prób. Zaraz po tym fakcie razem z Pakoszem założyłem kabaret PUK. W rok później razem z kabaretem PUK powołaliśmy grupę improwizacyjną AD HOC. Jakieś dwa lata temu zacząłem występować solowo. Dziwne, że tak późno, bo nigdy nie byłem stworzeniem szczególnie stadnym.

Komentarze

Komentarze

3 myśli na temat “Lekka nostalgia za byciem Pokraką”

Możliwość komentowania jest wyłączona.