Nie pomogłem Jurkowi Bożykowi w tramwaju

bożykZacznę tak…

Jeśli chrześcijanie mają rację, kocioł w piekle, na który i tak już zasłużyłem, zostanie zamieniony na prywatny piekarnik z termoobiegiem, termosondą i innymi termobajerami.

Jeśli buddyści mają rację, odrodzę się jako niedorozwinięta pchła żyjąca na tyłku trędowatego sznaucera.

Jeśli muzułmanie mają rację, jestem kilka dziewic w plecy.

Jeśli jestem bohaterem kiepskiego filmu, ostatnia scena będzie pokazywać, jak toczę się na wózku i proszę ludzi o pomoc. I oczywiście, nikt tej pomocy nie będzie chciał mi udzielić.

Jechałem sobie tramwajem, a w moim pobliżu jechał też Jurek Bożyk. Jest to postać w niektórych kręgach dosyć znana. Piosenkarz, pianista, jazzman, w jakimś stopniu chyba też polityk, bo przed każdymi wyborami widzę plakaty z jego twarzą porozwieszane po całym mieście. Nie, nie chodzi o te duże, kolorowe, wiszące na bilbordach. Pan Jurek okleja całe miasto czarno-białymi reklamami swojej osoby wydrukowanymi na kartkach a4 za pomocą zwykłej drukarki. Dodatkowo reprezentuje jakąś mało znaną i ekstremalnie prawicową partię.

Byłem na kilku jego koncertach i są interesujące. Jeszcze parę lat temu z niewiarygodną, jak na staruszka, werwą śpiewał i grał na pianinie. Swoje, bluesowe, ale zbuntowane piosenki przeplatał nieswoimi klasykami, a pomiędzy to wszystko wkładał jeszcze anegdoty z wojska. Jako wykonawca jest bardzo charyzmatyczny.

Pan Jurek aktualnie przemieszcza się na wózku. Z tego co słyszałem stracił jakiś czas temu obydwie nogi. Jechaliśmy tym samym tramwajem i kiedy zbliżaliśmy się do przystanku zaczął komenderować innym pasażerom, ale nie zwracając się do nikogo konkretnego: „Trzeba mnie wytoczyć! Jedna osoba musi złapać za półkę między nogami, druga za manetki! Trzeba mnie wytoczyć!” Brzmiało to jak wojskowy rozkaz, a dla uściślenia dodam, że w przemowie nie zabrzmiało słowo proszę, ani żaden wyraz do niego bliskoznaczny. Z jednej strony gościa rozumiem, bo też czuję wstręt do proszenia ludzi o cokolwiek. Z drugiej strony staram się nie przyjmować od nikogo poleceń. Dlatego żądania kalekiego artysty olałem. Wiem, świnia jestem.

Pomogło mu jakichś dwóch facetów. Jeden tylko wypchnął wózek poza tramwaj i również olał. Drugi dał się wziąć pod komendę i wytoczył pana Bożyka na chodnik, przez co nie zdążył wsiąść do pojazdu z powrotem.

Pod spodem utwór wyżej wymienionego artysty:

I tak właśnie udało mi się połączyć historię o własnej aspołeczności z rekomendacją muzyczną.

Zapraszam do poprzedniego posta z kategorii „Życie Dziwi”.

P.S: Po zastanowieniu stwierdzam, że nie zrobiłem nic strasznego, więc początek wpisu jest mocno na wyrost. Zdziwię się jednak, jeśli ktoś mi polubi tego posta.

Komentarze

Komentarze

6 myśli na temat “Nie pomogłem Jurkowi Bożykowi w tramwaju”

  1. Zawsze lubimy chore, aspołeczne zachowania. Mizantropia forever. 😉 Poza tym pan Jurek Bożyk nie zna elementarnych zasad psychologii – o pomoc wołać zawsze po imieniu. Miał szczęście, że w ogóle ktoś go „wytoczył”.

    1. Mam niejasne wrażenie, że nie znał niczyjego imienia. Za to na pewno nie spodziewał się, że ja znam jego.

      Oczywiście zdaję sobie sprawę, że mógł krzyknąć: „E ty! Wytocz mnie!”

  2. Starzy, chorzy ludzie są często źli na siebie i świat, stąd bywają niemili i nie potrafią prosić. Ta ich cała zgryźliwość i bezpośredniość bywa naprawdę niekulturalna.

Możliwość komentowania jest wyłączona.