Blogowanie to komentowanie

To nie jest post poradnikowy! To nie jest post poradnikowy! To nie jest post poradnikowy! To nie jest post poradnikowy!

To są jedynie moje luźne przemyślenia na temat blogowania.

Jestem tutaj nowy. Pisząc tutaj, na myśli blogosferę. Założyłem bloga pięć miesięcy temu, od czterech prowadzę go aktywnie. Mniej więcej dwanaście tygodni temu zdałem sobie sprawę, że moje blogopisanie przeradza się w uzależnienie. W czerwcu nałóg osiągnął apogeum, bo opublikowałem aż dwadzieścia osiem postów. Aktualnie staram się pisać mniej, trzymać poziom trzech wpisów tygodniowo. Za to większą uwagę przykładam do komentowania.

Już dłuższy czas temu przeczytałem o tym, że udzielanie się na innych blogach jest najlepszą formą promocji, ale szczerze mówiąc w to nie wierzyłem i nie przypuszczałem, że może przynieść aż tak duże rezultaty. Bardzo późno odkryłem opcję follow, a przycisk „Lubię” brałem za jakaś dziwaczną wtyczkę facebooke’a. W ogóle nie patrzyłem na WordPressa jako portal społecznościowy (teraz uważam, że po części nim jest). Sądziłem, że nasza cudowna platforma to jedynie darmowe (no prawie) narzędzie do tworzenia stron. Volfee i Mamjakty zaczepiając mojego bloga, wyprowadzili mnie z błędu. Dzięki! Opcję śledzenia pamiętników internetowych z innych serwisów odkryłem już pisząc tego posta (czyli można wywnioskować, że nie na sto procent koncentruję się na tym, co robię).

Pierwsze przemyślenie. Wprawdzie ją stosują, ale uważam, że polityka „follow za follow, komentarz za komentarz” jest odrobinę dziwna. Jeśli zaczynasz kogoś śledzić, albo likujesz jego posty, a on w ciągu pół godziny odpowiada ci dokładnie tym samym, nie trudno o wątpliwości. Pojawiają się w głowie pytania: „Czy autorowi tamtego bloga naprawdę podoba się mój, czy też klikając „lubię” jedynie dokonuje inwestycji?” oraz „Czy mnie samemu tak szczerze i autentycznie podoba się tamten blog? Czy też zalajkowałem go licząc na rewanż?”

Mam też pewne zastrzeżenia do typu komentarzy jakie zostawia duża część blogerów. Z tego co zauważyłem blogopisarze uskuteczniają antyhating – robią wszystko, żeby o poście i/lub autorze napisać jedynie dobrze. Dyskusje pod wpisami aż roją się od tekstów w rodzaju: „Świetny blog”, „Wspaniale się czyta twoje wpisy”, „Zazdroszczę ci stylu”, itd. Z jednej strony to bardzo fajnie, a z drugiej też mam wątpliwości, czy te wszystkie opinie są prawdziwe. Ba, nie jestem nawet pewien, czy chociaż jedna z tych opinii jest prawdziwa. Najlepszy rodzaj komentarza to taki, który rzuca nowe światło na sprawy opisane w poście. I tutaj minikonkluzja nawiązująca do tytułu tego wpisu. Zastanawiam się, czy my wszyscy – blogerzy (chyba już się mogę tak nazywać;) nie powinniśmy spędzać więcej czasu na myśleniu nad komentarzami niż nad tworzeniem własnej treści.  W końcu to komenty napędzają ruch na stronie, podnoszą nas w rankingach googla i pokazują nowym, potencjalnym odbiorcom, że istniejemy. A zawsze jest jeszcze coś, co można dopisać na dany temat. Jeszcze się nad tym zastanowię, ale być może zmienię taktykę rozsiewania komentarzy. Wydaje mi się, że dobrym planem jest zrobienie małego researchu, gruntowne przemyślenie posta, być może nawet spisanie kilku wstępnych szkiców, a dopiero później zostawienie swojego śladu.  (Jest szansa, że żyją i piszą na tym świecie ludzie, którzy już tak robią.)

Jeśli chodzi o taktyki komentowania, to ja, z racji hmm fachu, silę się na żarty. Niestety z żartami tak to bywa, że nie wiem czy to co napisałem jest żartem prawdziwym czy też tak zwanym żartoidem.

Interesującym sposobem na ściągnięcie na siebie uwagi poprzez komentarze jest układanie ich w taki sposób, żeby faktycznie nawiązywały do treści posta, ale jednocześnie informowały o czym jest nasz blog. Ci, którzy prowadzą blogi o niczym mają tutaj odrobinę łatwiej… Natomiast jeśli ktoś prowadzi bloga o kryminalistyce, ale chciałby się promować pod wpisami o zróżnicowanej tematyce, ma przed sobą trudne zadanie z dziedziny kreatywności.

Dajmy na to, że trafia po kolei na posty o motoryzacji, podróżowaniu na wielbłądzie i efektywnym siekaniu cebuli. Komentarze pod nimi mogłyby wyglądać mniej więcej tak:

Motoryzacja: Każdy samochód ma unikalne brzmienie silnika. Posiadając nagranie motoru możemy zidentyfikować pojazd.

Wielbłądy: Zdawałoby się, że zbierając ślady na pustyni lepiej podróżować wielbłądem. W rzeczywistości jednak, ze względu na jej szybko zmieniający się charakter lepiej dosiąść konia, a jeszcze lepiej jeepa.

Cebula: Badania balistyczne można przeprowadzić w przypadku postrzału z broni gwintowanej. Takie badania nie mają żadnego sensu w przypadku zranienia rzuconą cebulą.

Oczywiście znowu siliłem się na żart i znowu nie wiem, czy mi wyszło. Drodzy fellow blogerzy, ułatwię wam komentowanie tego posta. Możecie pod spodem zgadnąć, które zdanie napisałem w efemerycznym przekonaniu, że będzie śmieszne.

Zamieszczam link do poprzedniego posta o blogowaniu.

buldogZamieszczam też niezwiązany z treścią wpisu portret buldoga, żeby miało się co wyświetlać na facebook’u.

Komentarze

Komentarze

12 myśli na temat “Blogowanie to komentowanie”

  1. Zastanawiałem się niedawno jak przyciągnąć jakichś czytelników, żeby mieć więcej followersów i spróbowałem polajkować kilka innych blogów na wordpressie. Wątpiłem, czy to zadziała, ale już kilka godzin później miałem o kilka followersoidów więcej. To się chyba prawo wzajemności nazywa.

    Najbardziej mnie cieszą komentarze osób, które nie podpisują się swoją stroną. Wtedy mam pewność, że jest szczery.

    A buldog super 😀

  2. Ja zasadniczo też jestem nowa, ale przycisk „Follow” ogarnęłam od razu przez co zbieram sobie te blogi, które już od samego początku mnie interesowały. Co do komentarzy to czasem chciałabym coś komuś pod postem napisać więcej, ale nie wiem jak ubrać to w słowa i ten fakt trochę boli.. A w drugą stronę – lubię czytać komentarze innych u mnie – zawsze wnoszą coś nowego i to jest miłe, że ktoś jednak lajkuje, komentuje, czasem czeka aż pokaże się coś nowego.:)

    A buldoga udostępniłam w Google+. ;D Bo wygląda zajebiście.

  3. Źle napisałeś nazwę fejsbunia!

    Szczerze? Myślałem, że to będzie wpis o czymś innym – o tym, że esencją blogowania jest odnoszenie się do różnych zjawisk, a najczęściej trollowanie na ich temat (jak inaczej się wybić, no jak?).

    Jeśli chodzi o komcie, foloły i inne dziwne zjawiska na Łordpresie – ta cała „społecznościowość” ma swój urok, ale chwilami zaiste działa na nerwy. Chodzi o to, że robimy, podobnie jak śmietanka blogosfery, swoiste kółko wzajemnej adoracji – jedno wielkie pucio-pucio. A chyba powinno nam zależeć (również) na czytelnikach z zewnątrz, bo smyracjąc się między sobą zbyt daleko nie zajdziemy – ostatecznie blogerzy to tylko ok. 18% populacji*.

    Pozdrawiam
    -Igor

    * Serio, badania tak wskazują:
    http://pbi.org.pl/aktualnosci/Blogerzy%20w%20Polsce%202013%20%2818kwi13%29.pdf

    PS Fok, co za obrzydliwie merytoryczny komentarz. Czas napisać coś żenującego:

    Świetny wpis, tak trzymaj!

  4. Ja tam nie lubię rewanżować się „followingiem” :P. Gdyż ponieważ iż wtedy oczywiście wyświetlają mi się wszystkie wpisy człowieka którego śledzę, a ja je wszystkie czytam. Więc o ile gdzieś mi się nie podoba, to nie korzystam z tej opcji (nawet jeśli koleżanka mnie o to prosi, bo się kolegujemy to powinnam, albo ten ktoś śledzi mnie…), żeby nie marnować czasu na wchodzenie później w nieinteresujące wpisy.
    A komentowanie, cóż… Leń jestem, dlatego lubię ten przycisk „lubię to” 😀 Mogę uspokoić sumienie, klikam że byłam, że mi się podobało, ale albo nie wiem co napisać, albo w sumie nie mam nic do powiedzenia, albo dziecko akurat kota morduje czy co tam.
    Albo… No zasadniczo, jeśli np. ktoś opublikował zdjęcie, i dwadzieścia osób przede mną napisało: super! piękne! łał!, a ja bym napisała to samo… No nie lubię się powtarzać tak po kimś.

    A zdanie- to z cebulą 😛

    A jak już piszę komentarz (święto jakie, czy co?) to muszę się przyznać że zaczęłam oglądać (spoglądać na…) kabarety w tiwi żeby sprawdzić czy Cię gdzieś tam zobaczę. Syndrom bliższego poznania gwiazdy 😀

  5. ROZ_WA_LIŁ mnie buldog! 🙂 😀
    I jestem chyba jedyną( lub jedną z nielicznych osób) , które modlą się o jak najmniejszą liczbę komentarzy! 🙂 ( nie mylic z lajkami! )
    Myślałam,że nie zdążę dzisiaj, ale chyba jestem o czasie( tzn. około północy ;))
    Ujął mnie ten tekst i dlatego postanowiłam odezwać się. Ujął mnie, ponieważ myśli Autora przelane tutaj, na wirtualny papier, pokrywają się niemal w 100% z moimi sprzed chyba roku( od trzech lat bloguję( nie cierpię tego słowa!) ; ok: piszę blog :))
    Kiedyś( ten rok lub więcej) temu prowadziłam rozważania identyczne jak Autor ( tego wpisu). Kiedyś nawet zrobiłam oficjalną odezwę ( haha) na swym blogu, aby ” lajkowano mi tylko i wyłącznie wówczas, gdy według odbiorcy aktualnego tekstu na blogu lub/ i mej ” sesji” fotograficznej zasługuję na to. Oczywiście nikt mnie nie posłuchał i żeby weselej mi było chyba, przychodziło coraz więcej osób na mój blog z ” lajkami” i tym ” follow”/
    Czy każdemu ” odwdzięczyłam się? Hmm, to zależy( 98% chyba tak; i to nie tylko dlatego, ze ” wypada”!) Nie dałam lajk, ani follow( kurrr, jaki kretyński żargon !) kilku blogom ” religijnym( czyt: nawiedzonym), które, sam Pan Bóg chyba raczy wiedzieć, łaziły za mną). Nie dałam też kilku innym radykalnym/ które, też Bóg raczy wiedzieć, łaziły za mną..;))/
    Niby to normalne, ale myślę, że ludziska spragnione być ” famous” ( uległam tym English naleciałościom ! ;)) ,jednak zaakceptowaliby takich. Ja nie.
    Nie rozwlekając: dla mnie( i myślę większości mego pokolenia) blog to jakaś forma ekspresji i przy okazji możliwość poznania w śwecie( nie tylko wirtualnym!) ciekawych( bo podobnych, bo całkiem różnych) ludzi. Podobieństwo łaskocze przecież nasze ego, odmienność fascynuje. Zbliżamy się do jednych i drugich( dajemy lajki i follow) i przychodzi moment, że nie musimy starać się oceniać ich kolejnego dzieła czy ” dzieła”, bo wiemy, że będzie na pewno ok, bo jest w tym naszym( lub tym całkiem przeciwnym) duchu. Ale bedzie na pewno warte zainteresowania!
    I tu dochodzę do sedna lajków: czasem stawia się je , by zachęcić świeżego blogera do pisania/ malowania/ prezentowania swych dzieł. Bo on/ ona ma tzw.potencjał ( nie znalazłam lepszego słowa)
    Wybacz to moje rozpisanie się. Zasada blogów jest taka, że komentarz dłuższy, niż wpis, to ” bydło”. 😉
    Aby nie robić bydła, zamykam się( skończę jutro 😛 😉 )
    Pozdrawiam i szepnę na koniec: PISZ! Niezależnie od komentarzy i lakjów! 🙂
    PS
    Ja Cię dawno już follow 😉 🙂

  6. Ja tam lubię porządny hejt na mnie, wtedy przynajmniej coś się dzieje.
    Komentarze, które mi schlebiają, w ogóle mnie nie interesują 😀

  7. Dzisiaj każdy chce być celebrytą i podładować sobie ego w necie, do tego służą wszelkie lajki i komcie zwrotne. Jaka jest wartość takich komci? Żadna, oprócz podbijania statystyk i chwilowego złudnego ataku dobrego samopoczucia. Nie komciuję, i dlatego pewnie po czterech latach wciąż nie występuję w telewizji śniadaniowej i nie wydałam trzech książek których nikt nie kupi:)

    Natomiast zawsze sprawdzam, kto to jest ta osoba, której chciało się coś sensownego u mnie napisać i w ten sposób trafiam do różnych interesujących miejsc, np. do Ciebie. Nie mieszkam w Polsce i nie jestem na bieżąco z rozrywką, więc będę sobie tu zaglądać.

Możliwość komentowania jest wyłączona.