Błędne koło

Początki kariery estradowej są trudne. Rozpoczynam ją od siedmiu lat, więc coś na ten temat wiem. Aktualnie można powiedzieć, że jestem na etapie wstępnej rozpoznawalności. Średnio raz na miesiąc zdarza mi się, że kiedy idę zaspany po poranną bułkę o jedenastej skoro świt, jakiś człowiek się za mną ogląda i pyta: „czy to pan?” Kiedy już z dumą i uśmiechem odpowiem: „tak to ja”, często, jak na te rzadkie przypadki, okazuje się, że jest to wykładowca z politechniki z nadspodziewanie dobrą pamięcią, albo jakaś dziwna osoba, która dawno temu jeździła z moim eks współlokatorem na rolkach i że wcale, ale to wcale nie kojarzy mnie ze sceny kabaretowej. (Jakie długie zdanie. O ja! Mówcie mi Rejmont.) Jednak od czasu do czasu to faktycznie jest to, naprawdę zostaję ROZPOZNANY i wtedy rosnę w piórka i przez następny tydzień rozglądam się, czy zza krzaków nie śledzi mnie komando paparazzich Pudelka.

Nie śledzi i śledzić raczej nie będzie, chyba że się szarpnę i publicznie obetnę włosy jakieś serialowej celebrytce, albo kupię sobie kota i nauczę go robić kupkę do kuwety z prawosławnym krzyżem na dnie. (Prawosławnym tak tylko dla kolorytu, nie mam do tego wyznania więcej zastrzeżeń niż do pozostałych. Uważam, że koty powinny fajdać na wszystkie krzyże po równo.) Kabareciarze zwyczajnie nie są odpowiednim tematem do plotek. Przecież wiadomo, że nic nie robią na poważnie. Nawet jeśli leją żonę to pewnie dla jaj, więc nie ma co marnować na nich cennego, dziennikarskiego atramentu.

Ponownie się rozpisałem i niesiony jakimś podejrzanym, późnonocnym flow wspieranym muzyką Gospela odbiłem od tematu, o którym chciałem pisać.  A o czym chciałem pisać? Już wam tłumaczę. (O, jakie krótkie zdanie. Mówcie mi Hemingway.)

Uwaga, teraz będę się starał zabłysnąć.

300px-Archimedean_spiral.svgZaczynanie kariery może się wydawać błędnym kołem. Ludzie nie przyjdą na twój występ dopóki nie będą cię znali… Jednocześnie nigdy nie będą cię znali, jeśli nie będą przychodzić na występy. Moim zdaniem to nie jest koło, ale spirala, która ma bardzo małe odstępy pomiędzy hmm, zawijasami. Krążysz po niej i nie masz szans zauważyć, że oddalasz się od środka. A w rzeczywistości jesteś coraz dalej i dalej. Rozwój i postęp swojej kariery możesz zauważyć dopiero z większej perspektywy, która jest związana z upływem czasu poświęconego na pokonywanie kolejnych zakrętów spirali. Czyli? Wydaje ci się, że wpadłeś w życiowe, błędne koło? Musisz po prostu zacząć szybciej naparzać kółeczka.

Mądre, nie?

Komentarze

Komentarze

6 myśli na temat “Błędne koło”

  1. Cudowne 🙂 znaczy się, dobrze, że biegam 🙂 Ładna spiralka 🙂 Coś w tym jest. Zaczynasz, myślisz, żeś taki modry, elokwentny i do tego jak powiesz dowcip to wszyscy padają z wrażenia- tylko czemu nikt nie chce. I tak, chodzisz, pukasz, od drzwi do drzwi, masz wrażenie, że już żebrasz o swoje. I wszystko nie tak ale w końcu masz już na swoim koncie 300 dowcipów, Wiesz już, że jak upadniesz to możesz powstać.
    A tak swoją drogą to podziwiam – estrada = wielki ekshibicjonizm. I należy mieć zawsze tyłek cebulą wysmarowany – coby mniej bolało.

  2. Oczywiście:) Bieganie jest bardzo dobre, nie tylko to fizyczne. (Chociaż przedstawiciele nurtu slowlife pewnie się z tym nie zgodzą.) A rysunek to klasyczna spirala Archimedesa o wzorze, którego nie potrafię napisać, bo nie mam greckich literek.. (Prosto z Wikipedii ją wziąłem.)

  3. No to jest nas dwóch – dwoje – nigdy nie wiem jaka jest prawidłowa forma – ja też nie potrafię napisać 🙂

  4. Ostatnio (3-4 dni temu) w radiu w Krakowie słyszałem jak reklamowali Twój występ! no no 😉 pomyślałem, ładnie się jegoeminencja rozkręca – a tu taki tekścik:) Brawo!

Możliwość komentowania jest wyłączona.