Tak się reklamuje taniec erotyczny!

playhouse2Parę osób może w to uwierzy, większa część pewnie jednak nie: natknąłem się na powyższe ogłoszenie przez przypadek. Po wpisaniu hasła „Warszawa” w Google na Wapie, wyświetla się jako pierwsze. Sami sprawdźcie.

Zacząłem się śmiać tak bardzo, że aż wszedłem na stronę i ją sprawdziłem. Niestety dalej jest typowo: na zdjęciach diamentowe ślicznotki piją szampana wijąc się na kolanach nadzianych przystojniaków. Po obiecanych w nagłówku żeńskich pokrakach nie ma ani śladu. Być może rzeczywiście istnieją, ale żeby doznać zaszczytu oglądania ich, trzeba się zjawić w lokalu we własnej osobie.

I tak jestem pełen podziwu dla dystansu, jaki właściciele/menadżerowie/ktotamjeszcze klubu wykazali odnośnie promowania go. Do tej pory, w odniesieniu do tej branży, spotykałem się jedynie z odwrotnymi sytuacjami. Kilka razy słyszałem opowieści, jak to ktoś zamawiał na wieczór kawalerski striptizerkę. I zgodnie z opisem miała się stawić wysoka, szczupła dwudziestopięciolatka, a przyjeżdżała niska pani mocno po trzydziestce z, cytuję: „półdupkami jak dwa bochenki chleba”.

Sytuacja jest tym bardziej specyficzna, że miejsce wydaje się być ekskluzywne, a takie raczej starają się dodawać sobie blichtru, a nie ujmować go. To trochę tak, jakby restauracja napisała, że znaczna część ich dań jest przepyszna, ale po niektórych można się porzygać.

Swoją drogą ostatnio bardzo dużo lokali z go-go pojawiło się przy krakowskim rynku. Kluby te promują się w bardzo prosty sposób. Jeśli jesteś facetem i idziesz w sobotę wieczorem przez stare miasto, ugania się za tobą całe stado promotorów próbujących wcisnąć ci różowe ulotki ze zdjęciami pań minimalnie przysłoniętych seksowną bielizną.

Promotorzy ci dzielą się na trzy podstawowe typy:

Dziewczęta – z reguły w miarę ładne, chyba nieśmiałe i strasznie speszone. Wręczają ci materiały reklamowe ukradkiem, mamrocząc coś niewyraźnie pod nosem. Przypuszczam, że bardzo często słyszą pytania: „Czy jeśli przyjdę, to pani się tam będzie rozbierać?” Przypuszczam też, że promotorki tylko promują, nie rozbierają się w klubach i że rzucają pracę dosyć szybko.

Chłopcy – tych jest trochę mniej. Wiarygodni i lekko obleśni, zapalczywi i wygadani. Mają cienie pod oczami szklistymi od darmowego gapienia się na wdzięki striptizerek. Przypuszczam, że na pracę decydują się głównie ze względu na ten ostatni benefit.

Kafary – z tym modelem promotora spotkałem się tylko raz. Przechodziłem obok jakiegoś go-go lokalu na ul. Jana. Pilnujący wejścia ochroniarz wysunął grube jak moja noga łapsko i próbował wręczyć mi ulotkę. „Może striptiz?” zapytał głosem przyzwyczajonym do proponowania wpierdolu.

Jedna rzecz mnie zastanawia. Domyślam się, że miejsca, które noszą nazwy takie jak Vip Gentlemans Exclusive Club, muszą dosyć mocno dbać o selekcję. Czy ci promotorzy nie mają oczu? Dlaczego mnie zapraszają? Z reguły mam brodę, noszę spodnie w kratę, stary polar i trampki z bazaru. Z żadnej strony nie wyglądam na vipa ani gentlemana.

Wracając do klubu z początku. Ktokolwiek nim zarządza, musi mieć łeb do promocji. Oto teledysk zrobiony przez dwóch mało znanych raperów, a promujący właśnie Playhouse.

Zapraszam do poprzedniego posta z kategorii Życie dziwi.

Komentarze

Komentarze

8 myśli na temat “Tak się reklamuje taniec erotyczny!”

  1. Vipy (vipowie?) często są niepozorni. A poza tym, podejrzewam, że większość klienteli takich lokali to raczej taka biedota jak Ty czy ja – tacy, co ich stać ewentualnie na dryna, ale na sute napiwki dla tancerek już niekoniecznie.

    1. Z tego co słyszałem tam nawet kieliszek Szampanskoje Igriskoje kosztuje pięć dych… Więc myślę, że chodzą do tych klubów dosyć dziani ludzie. Trzeba się przejść i sprawdzić.

Możliwość komentowania jest wyłączona.