Krzyż na drogę i do piachu.

cmentarz2

Wikipedia definiuje nonsens jako zdanie niespójne syntaktycznie, zbudowane sprzecznie z regułami danego języka.

Ja bym wprowadził jeszcze kilka przykładów z życia. Jako nonsens możemy rozumieć następującą sytuację: W gigantycznym, marmurowym budynku zostały ułożone zwłoki ateisty. Nad zwłokami jakieś niedorzeczności beznamiętnie wygaduje pan w fioletowym, złoconym ubraniu, który ateisty ani jego zwłok nawet nie znał. Co więcej rodzina zmarłego, też w znacznej mierze bezbożnicy, prześciga się w zamawianiu za jego nieistniejącą duszę mszy. Nie dość, że nonsens to jeszcze szczyt szczytów hipokryzji.

Kulturalnie donoszę, że mój dziadek odwalił kitę. Był trudnym gościem i nigdy nie czułem się z nim jakoś szczególnie związany, więc delikatnie mówiąc, nie płaczę. Mimo wszystko był niewierzący i nie potrafię doszukać się powodu, dla którego został pochowany z katolicką pompą. Małe miasto, dziura, łatwo trafić na języki. Mój ojciec i (zwłaszcza) wujek muszą dbać o reputację. Pewnie też nie do końca zależy im na manifestowaniu poglądów. Przypuszczalnie chodziło o takie rzeczy.

Postałem w kościele. Odbębniłem ten cały, powolny aerobik – klęknij, powstań, usiądź, pomachaj łapą przed gębą. W głowie ułożyłem sobie nowy fragment stand up’u o mszach. Przy wychodzeniu z kościoła wycałowała mnie jakaś stara baba, powiedziała, że mi współczuje i że koniecznie muszę ją odwiedzić w Krakowie. Później się dowiedziałem, że jest moją ciocią. To dobrze, bo już się bałem, że jakaś wiekowa rozpustnica wzięła mnie za żigolaka. (Właśnie się zorientowałem, że zerżnąłem ten żart z Haszka, ale zostawiam.)

Najbardziej podobało mi się na cmentarzu.

Jeśli w filmie pojawia się ceremonia zakopania zwłok, kamera koncentruje się tylko na grobie i księdzu. W rzeczywistości pomiędzy grobowcem i katabasem stoi jeszcze pan grabarz w rozczłapanych butach i swetrze. Kiedy kapłan/kapłon odprawiał swoje cmentarne ceregiele, specjalista od łopaty wytrzepywał z ze swoich ciżem piach. Grabarz wydawał się bardzo sympatycznym gościem, nic do niego nie mam, ale strasznie mnie to rozbawiło.

Ksiądz lunął do grobu podstawową substancją do zwalczania wampirów, sypnął ziemią ze szpachelki i sobie poszedł. Wtedy mr grabarz i jego dwaj pomocnicy rozpoczęli swoje szoł, na które składało się skakanie po grobowcu, deptanie posadzonych przed nim kwiatów i takie hasła jak: „Mareczek dawaj kurwa silikon”, „Te płyte trzeba na deche narzucić, co kurwa nie umiesz?” A pięćdziesiątka pobożnych żałobników stała dookoła z takim skupieniem, jakby to dalej trwała tak zwana msza tak zwana święta. Jaja.

Część osób czytających posta, prawdopodobnie zapyta, dlaczego właściwie pojechałem na ten pogrzeb? Nie lubiłem dziadka, nie jestem pobożny, nawet nie potrafię się powstrzymać przed wykpiwaniem świętości… Rodzice i siostra by się na mnie obrazili, więc pojechałem. Tyle.

Poprzedni post z kategorii Życie dziwi.

Poprzedni post najeżdżający na religię.

Komentarze

Komentarze

9 myśli na temat “Krzyż na drogę i do piachu.”

  1. Powiem Ci, że problem jest z innymi pogrzebami. Mój dziadek był chowany niedawno bez księdza (nie ateista, inne wyznanie), ale co z tego, skoro w jedynej „poczekalni” przy cmentarzu i tak wiszą jedynie krzyże… A grabarz był podobny (ten sam?;))

    1. Czy ten sam, nie wiem:) Jeśli Twój dziadek został pochowany na cmentarzu przy rynku w mieście na J., to przypuszczam, że tak.
      Ciekawostką też jest, że jeden z jego pomocników na bank chodził do klasy f. w moim roczniku ogólniaka.
      I w ten sposób sprzedałem światu kilka wskazówek na temat Twojej tożsamości:)

  2. No ale co. Materiał powstał, znaczy: pogrzeb się na coś przydał. O inspirację dzisiaj niełatwo, więc tylko się cieszyć;)

    1. Rzeczywiście możliwe, że będę miał z pogrzebu dziadka spory pożytek. Dawno nie byłem w kościele i zapomniałem jakie cuda się tam dzieją. Gdybym nie poszedł i się nie naoglądał parę pomysłów na bank by mi umknęło…

Możliwość komentowania jest wyłączona.