Grzebanie w śmieciach z intencją mocno postmodernistyczną

pendulum1

Skończyłem parę dni temu czytać „Wyznania Młodego Pisarza” autorstwa wielkiego i niewiarygodnie utytułowanego twórcy, a mianowicie Umberto Eco. Powiem Wam, że książka jest ciekawa i wciągająca. Przez pierwszych dwadzieścia stron. Hubert Ekonomiczny pisze o pieczołowitości z jaką pracuje nad książkami. Zanim siądzie przy klawiaturze, robi tak gruntowny reaserch, że aż wydaje się to być objawem paranoi. Jeździ po klasztorach, bada budowę siedemnastowiecznych statków, rekonstruuje średniowieczne dialekty Włoskiego, których słowa, a już tym bardziej brzmienie nigdy nie zostały zapisane. Tutaj czapki z głów!

Bardzo spodobała mi się też przytoczona przez niego anegdota dotyczące pisarstwa. Kiedyś początkujący autor zapytał profesora Eco, jak zacząć pisać książkę. „Od lewego górnego rogu kartki.” – zabrzmiała odpowiedź. Cytuję tę anegdotę ponieważ jest świetna i jednocześnie pomimo faktu, że już zbyt dużo razy zacytowali ją inni ludzie.

Po upływie dwudziestu stron Umberto Eco bierze się za analizę książek, głównie własnych. To się nazywa postmodernizm! To się nazywa też nuda jak flaki z olejem. Przebrnąłem, skończyłem, zmęczyłem, bo mam założenie, że kończę czytać książki. Ale nie ukrywam, że łatwa ani przyjemna lektura to to nie była. Regularnie się łapałem na tym, że nie rozumiem zdania, które właśnie czytam. Może jestem zbyt głupi, może książka zbyt zawiła, nie wiem. Jedno jest pewne – literaturoznawcą to ja nie zostanę. Bądź co bądź literaturoznawcy muszą czytać więcej dużo tego typu „dzieł”.

Stwierdziłem, postanowiłem, orzekłem, że skoro Umberto może analizować swoje teksty to ja też. Howght!

Biorę pod lupę fragment stand upu, który ostatnio, po dwukrotnych testach, wypieprzyłem.

Jestem człowiekiem bardzo kreatywnym. Mój mózg to wiecie, jedna wielka eksplozja pomysłów. Takie bum, bum, kadadabum po przysadce mózgowej. Ostatnio na przykład siedziałem w nocy przy stole i nagle olśnienie, jebs, przyszło mi do głowy, żeby pójść na dworzec kolejowy i wejść na pociąg.

Pisząc powyższy akapit, który oczywiście podczas prezentacji scenicznej nie miał w żaden sposób formy akapitu, liczyłem, że zadziała podwójne znaczenie wyrażenia „wpaść na pomysł”. Można go użyć zarówno w sytuacji, kiedy pojawi się w naszej głowie pożyteczna myśl lub koncepcja, bądź wtedy gdy coś nam „strzeli do łba”. Zakładałem, że pierwsze dwa zdanie zasugerują widzom, że istotnie mam dużo ciekawych, oryginalnych i zarazem użytecznych pomysłów. Końcówka miała ich wytrącić z tego przeświadczenia i tym samym wywołać śmiech. Nie wywołała. Jest to świadectwo chaotyczności zasad, na których opiera się komedia.

Ja wiem, że moje pomysły można wykorzystać. Dlatego je gromadzę. Mam dwa notatniki do notowania wszystkich koncepcji, jakie mi przyjdą do głowy. Jeden na te dobre, drugi na te złe. Tylko ciągle mi się mylą.

Kiedyś powiedziałem coś takiego kolegom w autobusie jadącym z Katowic i się śmiali, dlatego postanowiłem sprawdzić, czy żart zadziała również na scenie. Fragment pośrednio odnosi się do niepewności jaką każdy człowiek powinien czuć wobec pomysłów pojawiającym się w jego głowie. Dwa notatniki są metaforą niewiedzy każdego z nas dotyczącej „jakości” naszych myśli. Przenośnia nie okazała się jednak wystarczająco prawdziwa i jednocześnie wystarczająco trafna, by publiczność nagrodziła ją śmiechem.

Ostatnio na przykład w „dobrym notatniku” zapisałem pomysł na to, jak połączyć palenie tytoniu ze zdrowym stylem życia. Książka kucharska z przepisami na sałatki z tytoniu.„Delikatnie rozdrobnij liście tytoniu, dodaj do nich krążki cebuli. Na wierzchu połóż kilka mentolowych filtrów, a wszystko polej delikatnym dipem z substancji smolistych.”

Tutaj próbowałem uzyskać efekt zderzenia dwóch nieprzystających do siebie spraw, czyli nikotyzowania się i dbania o zdrowie. Za pomocą myślowego procesu, zwanego abstrahowaniem wyciągnąłem z nich podobieństwa i spróbowałem  zespolić w jeden tekst. Publiczność śmiała się, ale nie jakoś zawrotnie. Zakładam, że odebrała fragment o sałatce raczej jako lekki nonsens niż pełnoprawny humor.

Z kolei w „złym notatniku” niedawno zapisałem pomysł na portale randkowe dla kłótliwych ludzi. Ciągle ktoś kogoś szuka, ciągle ktoś kogoś chce sobie znaleźć. Normalni ludzie regularnie trafiają na kłótliwych. Pomyślałem, że byłoby fajnie, gdyby ci skłonni do kłótni mieli osobny portal i dusiliby się we własnym sosie. Dopiero później przyszło mi do głowy, że na portal logowałoby się dużo więcej kobiet niż mężczyzn.

Tutaj liczyłem na to, że za pomocą metafory serwisu randkowego uda mi się zasugerować widowni, że na świecie jest dużo więcej kłótliwych kobiet niż facetów. Uzyskałem tylko parę stłumionych „buuu” ze strony żeńskiej widowni. Nie ukrywam, że nie na taki efekt liczyłem.

Nooo…. Autoanaliza Umberto Eco jest równie nudna i równie nadęta jak moja. Nie polecam.

Zapraszam do poprzednich Ścinków.

Komentarze

Komentarze

5 myśli na temat “Grzebanie w śmieciach z intencją mocno postmodernistyczną”

  1. Jak przeczytam to się wypowiem…o Eco ma się rozumieć. Aczkolwiek jestem literaturoznawcą i lubię postmodernistyczną grafomanię, więc moje zdanie może się rozmijać ze statystyką – taka autoanaliza (:

    1. Jedynie wyrażam własne zdanie:) Też czasami lubię postmoderniztyczną papkę, a niekiedy nawet Eco. Na przykład bardzo mi się podobały „Zapiski na pudełkach zapałek” (przynajmniej te, które byłem w stanie zrozumieć).

Możliwość komentowania jest wyłączona.