Oksymorony z ludzką twarzą

Kiedyś podczas występu grupy AD HOC z sugestii publiczności zmontowaliśmy taką oto postać: „Astronauta, który ma lęk wysokości”. „Toż to absurd” krzyknęła jakaś pani z pierwszego rzędu. Zdarzyło się to dawno temu w mieście na P., w którym nie jada się knedlików, nie pije piwa i w którym tak naprawdę nigdy nie byliśmy.

Zgadza się, absurd, a konkretnie wewnętrzna sprzeczność, którą umownie można nazwać oksymoronem. Od jakiegoś czasu wyczuliłem się na obecność w literaturze, filmie i innych mediach, głównie  tych powiązanych z komedią, takich wykluczających się od środka postaci. Być może to wyczulenie, tudzież czułość wynika z faktu, że ja jako członek Rodziny Ateistycznych Biskupów sam jestem wewnętrznie sprzeczny i to podwójnie.

Przestawiam Wam moją trójelementową kolekcję bohaterów-oksymoronów. Dodam tylko, że większość z nich ma bardzo dobre usprawiedliwienia na każdy swój paradoks.

1. „1Q84” Haruki Murakami – Działaczka charytatywna, która zleca zabójstwa

Nie będę się tutaj bawił w streszczanie tej japońskiej książki. Powiem tylko, że jest świetna, dziwna i że z braku laku krytycy wrzucili ją do worka z realizmem magicznym. Starsza Pani to jedna z postaci drugoplanowych. Chyba kilka razy pojawia się jej imię i nazwisko, ale główna bohaterka myśli o niej właśnie jako „Starzej pani”.

Starsza Pani jest wdową-milionerką. Prowadzi charytatywnie schronisko dla maltretowanych kobiet. Daje im dach nad głową, pomaga rozwieść się z mężami-oprawcami, a jeśli to nie jest możliwe, nasyła na nich swoją wyspecjalizowaną zabójczynię, która z kolei ma fetysz na punkcie lekko zapuszczonych facetów po pięćdziesiątce i nazywa się Zielona Fasolka (po japońsku Aomame). Jak już pisałem, dziwna książka.

2. „Dzień bestii” Alex de la Iglesia – Dobrotliwy ksiądz, który przyzywa Szatana

Komedio-horror, hiszpański i co więcej prawdziwy. Nie jest to żadna parodia horroru, ale prawdziwy śmiechoprzerażacz tudzież strachobrechtacz. Raz się boisz, raz śmiejesz i w końcu od tego wszystkiego głupiejesz:)

Lubię oglądać komedio-horrory, ponieważ uważam je za bardzo ciekawe zjawisko. Komedio-horror sam w sobie jest wewnętrzną sprzecznością, ponieważ nie da się w tym samym momencie czuć strachu i rozbawienia. Filmy te muszą więc straszyć i śmieszyć na przemian i właściwie budować dwa przeciwstawne klimaty.

Głównym bohaterem „Dnia bestii” jest ojciec Ángel – starszy, bardzo sympatyczny księżulo. Jego specjalizacja to demonologia. Padre chce odprawić rytuał przyzywania Szatana, aby go zgładzić. W tym celu musi stać się największym z grzeszników. Ubliża, kradnie, a nawet wypala sobie na podeszwach stóp krzyże, aby ciągle deptać po symbolu Chrystusa.

Film nie powala, ale polecam:)

daffyd3. „Mała Brytania” – Homofobiczny Gej

Polecam również program „Little Britain”. Jest to show skeczowe oparte głównie na powracających co odcinek postaciach. Jednym z bahaterów jest Daffyd Thomas – grubiutki homoseksualista mieszkający na walijskiej prowincji. Daffydowi bardzo podoba się status „jedynego geja w wiosce” i dlatego jest on nieprzyjaźnie nastawiony do wszystkich innych pederstaów, którzy pojawiają się na jego terenie. A dodać należy, że czasem w skeczach z Daffydem są ich całe zastępy. Możecie poznać Daffyda w filmiku poniżej. Niestety jest to nagranie dla cierpliwych, bo postacie mówią z walijskim akcentem.

Przy okazji cykl o Daffydzie pokazuje, że można robić skecze o gejach, które opierają się na pomyśle innym niż: „Gej jest gejem i przychodzi do sprzedawcy, który nie jest gejem”.

Poprzedni post z kategorii O komedii.

Komentarze

Komentarze

7 myśli na temat “Oksymorony z ludzką twarzą”

  1. W jednym opowiadaniu Kereta jest świetna postać:

    Facet, który jest czystym dobrem, ale nie czyni dobra, dlatego, że chce, po prostu czuje wewnętrzny przymus. W końcu nie mogąc tego znieść zleca zabicie samego siebie.

  2. Co jest nie tak z walijskim akcentem? ;))
    Dafydd nie tylko jest zazdrosny o swoją pozycję ‚jedynego geja we wsi’, ale również zaborczo broni swojego zadka przed innymi gejami. To jest dopiero oksymoron..

    1. Walijski akcent jest prześliczny:)
      Ale myślę, że każdy, kto nie mieszka w Walii ma problemy ze zrozumieniem tej odmiany angielskiego.
      To, że Daffyd unika kontaktów z innymi gejami, to moim zdaniem dalej homofobia.

      1. Ja nie wiem, mówić, nie mówić..:) To jest tak jak z angielskim: nie ma jednego ‚angielskiego’ akcentu i nie ma jednego walijskiego. Każdy region, ba, każda wsiunia może mieć akcent cokolwiek inny od tego z sąsiedniej wsiuni. Osobiście uważam, że oni to wymyślili żeby doprowadzać obcokrajowców do załamania nerwowego.. ale i tak lubię:)

  3. Pingback: Humor-hop |

Możliwość komentowania jest wyłączona.