Plagiat posta P. Opydo

Powody i inspiracje do napisania tekstu, czy to na blogu czy gdziekolwiek indziej, bywają różne. (Tak samo zresztą, jak rzeczy, które wpływają na treść posta. Teraz na przykład moje palce są tłuste od popkornu z Biedronki i mam wrażenie, że zwiększony poślizg na klawiszach w jakiś sposób wpłynie na ostateczny kształt wpisu.) Ale wracając od dygresji do meritum, jakiś czas temu na blogu Zombie Samuraj, pisanym przez Pawła Opydo, pojawił się post o rzeczach znalezionych podczas sprzątania szuflady.

Ja akurat, wczoraj przejrzałem kieszenie zimowej kurtki, która z przyczyn oczywistych od kilku miesięcy zalegała w szafie. Plagiatuję pomysł Opydo z małą dozą inwencji własnej. Podobno Zombie Samuraj to jeden z najbardziej znanych blogów w Polsce. Może przez tę połowiczną kradzież koncepcji uda mi się uszczknąć odrobinę jego splendoru. Oto rzeczy, które znalazłem w kieszeniach zimowej kurtki:

1. Opakowanie po Knopersie

smiec 042Nie mam bladego pojęcia skąd ono się tam wzięło, bo nie lubię tego ciastka, wafelka, łakocia, maszketa. Nawet nie chodzi o smak, tylko o to, że Niemcy mnie oszukali. Pamiętacie taką reklamę Knopersów? Taką starą, w której ludzie z rozmaitych branż zajadają się tą słodką kanapką na drugie śniadanie? Po pierwsze była ona to ewidentnie produkcja niemiecka, z nałożonym dubbingiem. Po drugie wyraźnie sugerowała, że Knopersy są większe niż w rzeczywistości. Dlatego z reguły nie jem tych germańskich przekąsek i nie wiem, co papierek po jednej z nich mógł robić w mojej kieszeni.

Przy okazji, czy wam też się wydaje, że Knopers to dobre nazwisko dla esesmana? Obersturmfuhrer Hans Knopers. Brzmi groźnie.

2. Dwa pudełka reklamowych zapałek

Jedno zachwala usługi Trattori Soprano. To jest restauracja i jakimś dziwnym przypadkiem zdarzyło mi się w niej pracować przez siedem lat. Na drugim pudełku widnieje informacja o występie moim i Marcina Wojciecha. Występ odbył się w Rzeszowie w styczniu.  Graliśmy w Starej Drukarni, knajpie która zgodnie z nazwą sama wytwarza swoje materiały reklamowe. Do drugich zapałek żywię sympatię. Moje uczucia wobec pierwszych są niby neutralne, ale jednak lekko negatywne. Naprawdę nie mam natury kelnera i sam nie wiem, jak mogłem przez tyle lat rypać jako napęd do tacy.

3. Kilka bardzo małych, kurczakowo żółtych karteczek

Co to jest? Co to takiego? Czyżbym brał jakieś narkotyki, po zużyciu których zostają właśnie takie resztki? Nic podobnego. Te karteczki to zewnętrzna warstwa dwustronnej taśmy klejącej, której używam do rozklejania plakatów. Bo w dalszym ciągu zdarza mi się zapitalać po knajpach i kleić swoje własne plakaty. Właściwie czasami to lubię i być może za jakiś czas opublikuję listę krakowski lokali, które udostępniają swoje ściany jako miejsca informujące o występach.

4. Budapesti Modszatarni Szocialis Kozpont (pominąłem całą ilość kropeczek i kreseczek nad literkami)

Tak naprawdę nie mam bladego pojęcia, co napisałem powyżej. Wiem tylko, że jest to kilka słów po węgiersku i że widniały one na papierze zalegającym w mojej kieszeni. Papier ten musi być rachunkiem za pobyt w hotelu robotniczym Kocsis Szallo w Budapeszcie. Jeśli chcecie zaatakować stolicę Węgier i nie wydać fortuny na noclegi, polecam właśnie to miejsce. Jest w diabła tanie i jak na swoją cenę bardzo mało obleśne.

Polecam też oczywiście Budapeszt. Jestem zafascynowany węgierskim, Węgrami (krajem), Węgrami (mieszkańcami) i ich podejściem do węgierskiego. Madziarzy naprawdę wierzą, że jeśli będą do ciebie gadali w swoim języku odpowiednio długo, to w końcu zrozumiesz.

Muszę przyznać rację obiegowym plotkom. Mowa węgierska rzeczywiście jest baaardzo trudna. Po paru dniach w Budapeszcie można jednak zauważyć sporo podobieństw do naszego języka. W czasie wycieczki na Węgry w lutym tego roku dowiedziałem się, że szynka to jest sonka, kiełbasa to kolbasz, mak to mak, a wydra to vidra.

5. Długopis jednorazowy, niewypisany

Ogólnie rzecz ujmując dużo piszę. Dwa lub trzy posty tygodniowo, teksty stand up’owe, czasem skecze dla PUK’a (ale akurat nie teraz, bo nie przygotowujemy programu) plus robię swoje lekko dziwne i pieprznięte ćwiczenia rozwijające kreatywność. Część z tego płodzę na komputerze, sporo jednak na papierze. Jest to bezpośrednia przyczyna, dla której zużywam dużo zeszytów. Często brakuje mi też długopisów. A ten zdrajca, wiedząc, że jest potrzebny, całą wiosnę, całe lato i spory kawałek jesieni dekował się w zakamarkach kurtki.

6. 885 885 331

Numer na karteczce zerwanej z ogłoszenia. Nie mam bladego pojęcia, czego dotyczyło to ogłoszenie, nie wiem, co to za numer, nie przypominam sobie powodu, dla którego miałbym go zachować. Jeśli ktoś jest ciekaw, może sobie zadzwonić i sprawdzić.

Komentarze

Komentarze

6 myśli na temat “Plagiat posta P. Opydo”

Możliwość komentowania jest wyłączona.