Pustka we łbie

No i stało się. Musiało się stać i właściwie powinienem wiedzieć, że to nastąpi.Do tej pory, niezależnie od rezultatów, pisanie bloga przychodziło mi dosyć łatwo. A dzisiaj klapa, blok, nic. Mam w notatniku około piętnastu pomysłów na posty. Próbowałem rozwiną już trzy z nich. I lipa… Jakaś żenada, jakaś sieczka, jakieś zdania pasujące do siebie jak klimat tropików do skwaszonego uśmiechu Polaka.

Próbowałem napisać odpowiedź na pytanie „Z czego zrobić stand up?” Blog kilka razy wyświetlił mi się na tę frazę i pomimo, że jest ona kretyńska, chciałem sklecić cokolwiek na ten temat. No i pyta, pustka, zdecydowany brak zjawiska flow.

Chciałem też zmontować kolejny post antyporadnikowy. Też miał być odpowiedzią na pytanie, tym razem brzmiące: „Jak zajebiście sprzedawać garnki?” Pomysł dalej wisi wśród szablonów, więc ja Wam jeszcze kiedyś pokażę, zobaczycie co mam/będę miał na ten temat do powiedzenia.

Trzecie podejście to było tak zwane pisanie na pałę, czasami i szumnie definiowane też jako pismo automatyczne. Przy czym, dla tych, którzy weszli na powyższy link z Wikipedii, dodam, że chodzi mi o zwyczajne przelewanie myśli na papier z pominięciem procesu osądzania, a nie żaden channeling od ducha, boga, demona czy innego tałatajstwa. Jak to zwykle w wypadku pisma automatycznego bywa, wyszedł stek bzdur i to taki dosyć mocno struchlały.

Ładnie, pięknie psiakrew. Jestem rzekomo trenerem kreatywności, planuję być ekspertem od wyżej wymienionej, chcę być palladynem śmiechu i własnoręcznie ukształtowanym ekspresem do wymyślania żartów, a nie potrafię złożyć do kupy jednego tekstu, na dodatek o naturze luźnej i półfelietonistycznej.

Dlatego właśnie robię to, czego nie wolno, a na pewno się nie powinno – piszę wpis, o tym, że nie mogę pisać. I co ciekawe tutaj mam flow… Chyba, tak mi się wydaje, myśli płyną i leją się po kartce, która jest rozciągnięta wewnątrz ciekłokrystalicznych sztalug monitora mojego Acera. Odetkałem się, udało mi się wypchnąć z głowy mały betonowy czop, który utrudniał sklecenie czegokolwiek sensownego.

Powiedzcie mi, czy ja ten tekst powinienem publikować, czy raczej zachować go dla siebie, gdzieś w plikach mojej elektronicznej szuflady? Oczywiście, żeby dać Wam możliwość odpowiedzenia, opublikować go muszę.

P.S: Pisząc, słuchałem z Youtube’a o żydowskich pomocnikach nazistów w Auschwitz. Wyraźnego wpływu na wpis brak.

Komentarze

Komentarze

7 myśli na temat “Pustka we łbie”

  1. ktoś kiedyś powiedział, że dobry bloger powinien pisać mimo weny, mimo zmęczenia, mimo zniechęcenia. Po prostu pisać. A ja się nie zgadzam. Pisanie powinno sprawiać przyjemność, więc jeśli masz chwile słabości, po prostu zostaw to na dzień, dwa, a wena wróci;)

    1. Jak widać, jestem zwolennikiem teorii z którą się nie zgadzasz;) Moim zdaniem można się nauczyć znajdować wenę (nie przepadam za tym słowem, swoją drogą…) Poza tym bardzo chciałem coś napisać, miałem ochotę, tylko słowa jakoś się ze sobą nie łączyły.

Możliwość komentowania jest wyłączona.