Humor-hop

creepTo jest ni mniej ni więcej tylko post rekomendacyjny. No może z pewną dozą analizy.

Od jakiegoś czasu (chyba już ze trzy lata) słucham hip-hopu, gatunku muzycznego, do którego kiedyś byłem bardzo mocno uprzedzony (w ogólniaku bujałem się z metalami. Łaaaa!). Zdawało mi się, że hip-hop (rap? dalej nie widzę różnicy) to tylko bezsensowne nawijki o jaraniu blantów pod blokiem i jebaniu policji. Tymczasem tacy wykonawcy jak na przykład Pezet udowodnili mi, że kawałki hiphopowe mogą być nasączone mocnym brakiem sensu i czarnym hedonizmem w niemal tym samym stopniu co opowiadania Bukowskiego.

Kiedyś zdawało mi się też, że parodiowanie hip-hopu jest bardzo niskim i  bardzo prostym rodzajem poczucia humoru. Wystarczy wyjść na scenę w czapce, nisko się bujać śmiesznie machając ręką i wyrzucać z siebie teksty o blantach spisane mową wiązaną radem spod Jasnej Góry.

Tymczasem, niejako na uboczu odkrywania „dobrego” hip-hopu, zauważałem coraz więcej „dobrych” parodii hip-hopu. Co to jest dobra parodia hip-hopu? Moim zdaniem, dobra parodia to taka, która nie wyolbrzymia wszystkiego, nie wykrzywia całości zjawiska, a za to koncentruje się na jakimś jednym jego elemencie. Czyli, innymi słowy pisząc, ma na siebie pomysł.

Już podaję przykłady. Niestety są one w języku angielskim, więc relikwia poprzedniej epoki, które nie posługują się tym językiem, wiele tutaj nie skorzystają.

1. Jon Lajoie – raper, który pierdoli wszystko bardziej niż inni raperzy

Jon jest muzyczną gwiazdą Youtube’a. której nawet udało się przeniknąć do telewizji. Zabłysnąć genialną parodią popu „Radio Friendly Song”. Później wyśmiał jeszcze wiele innych gatunków muzycznych, w tym kilkakrotnie hip-hop. Każda z jego parodii rapu ma bardzo wyraźny pomysł. W jednej czepia się raperskich opowieści o tym jak mieli ciężko („I’ve started as a baby”), w innych nabija się ze skłonności raperów do przechwalania się („Very super famous”). Mój ulubiony diss na rap w wykonaniu Lajoie to „Fuck Everything”. W ponad trzyminutowym kawałku artysta wymienia bardzo dużo rzeczy, które pierdoli…

2. Lonely Island – nieśmiały raper

Lonely Island to amerykański zespół muzyczno-komediowy. Właściwie każdy ich kawałek jest parodią jakiejś konwencji bądź stylu muzycznego. A kawałków wpuścili w sieć już dziesiątki. W ich klipach często pojawiają się gwiazdy popu, filmu, telewizji. Chłopaki właściwie więcej rapują niż śpiewają i też ciężko wybrać jedną rzecz, która wyraźnie się wybija. Coś jednak wybrać trzeba… Zamieszczam więc kawałek nabijający się z tak zwanych featuringów, czyli udziału raperów w klipach innych artystów. Tutaj Andy Samberg jako nieśmiały raper towarzyszy Rijanie.

3. Die Antwoord – zanim stali się Die Antwoord

Pomijam fakt, że całe Die Antwoord to jedna wielka, aczkolwiek wykonana bardzo poważnie parodia. Momentami właściwie wydaje mi się, że życie Ninjy i Yolandi, czyli osób współtworzących zespół, w całości jest kpiną. Twierdzą oni, że robią zef, czyli rap dla osób biednych, ale nie aż tak znowu bardzo, a swojej córce dali na imię Sixteen (nie, to nie jest normalne imię w ich stronach).

Wielu ludzi zastanawia się, czy oni naprawdę są tak porąbani, czy tylko udają. Jestem pewien, że tylko udają. Dlaczego? Dlatego, że w miarę dokładnie prześledziłem ich historię. Zanim Yolandi i Ninja przyjęli swój aktualny, dosyć wulgarny i podejrzany wizerunek, występowali jako Max Normal. Formacja ta grała korporacyjny hip-hop o treściach motywacyjnych wspierany multimedialnymi prezentacjami. Niestety nie udało mi się znaleźć szczególnie dużo nagrań tego wcielenia Die Antwoord.

4. Epic Rap Battles of History

Sieciowe cykle, których tak dużo się ostatnio pojawia na YT specjalizują się w eksploatowaniu na wiele różnych sposobów tego samego pomysłu. W wielu wypadkach wychodzi to źle lub nawet bardzo źle. Jeśli jednak pomysł jest odpowiedni, jeśli jego strukturę można zapełnić odpowiednio dużą kombinacją szczegółów, wtedy otrzymujemy kopalnię złota. Taką właśnie kopalnię znaleźli twórcy kanału Epic Rap Battles of History. W swoich krótkich filmikach przeprowadzają bitwy pomiędzy rozmaitymi, często pokrewnymi, postaciami historycznymi.

Tak, zdaję sobie sprawę z tego, że tytuł posta jest żenujący.

Zapraszam do przeczytania poprzedniego wpisu O komedii.

Komentarze

Komentarze

3 myśli na temat “Humor-hop”

  1. Jon Lajoie dla mnie zawsze będzie panem „Everyday normal guy” 😛 A z Lonely Island najbardziej lubię „Threw It On The Ground” i „Jacka Sparowa” z Boltonem 😛 Generalnie parodiując jakikolwiek rodzaj muzyki trzeba być samemu po prostu dobrym muzykiem 😉

Możliwość komentowania jest wyłączona.