Ojoj, jakie ciężkie czasy

„Ciężkie czasy”, „Panie teraz ciężkie czasy są”, „Kryzys jest”, Kryzys idzie”, „Dzisiaj ciężko” – takie zdania i ich równoważniki często słyszę. Siedząc w autobusie i czytając książkę na moim nowym, szpanerskim czytniku, stojąc w kolejce w warzywniaku za jakąś babą, która jednocześnie wykupuje pół asortymentu i narzeka, że kiedyś to było lepiej (wtedy pewnie by kupiła też sklepik), czasem nawet na przejściu dla pieszych wyłapuję te słowa, tą można powiedzieć sromotną mantrę czy też przesraną litanię.

Jeśli jesteś osobą narzekającą, jeśli jesteś jednym z tych ludzi, którzy powtarzają ogólnopolskie czy też nawet ogólnoludzkie hasło: „Panie, ciężkie czasy”, mam do Ciebie jedno proste, trywialne, oczywiste pytanie. Czy kiedyś było naprawdę dobrze? A jeśli tak, to kiedy? Czy te „dobre czasy” były za komunizmu, kiedy to na półkach zgodnie z podaniami ojców widniał tylko ocet i spirytus, czy też pomiędzy trzydziestym dziewiątym i czterdziestym piątym, kiedy Niemiec i Rusek tłukli Polaka kolbami odpowiednio od Mausera i Kałasznikowa, czy też jeszcze wcześniej – kiedy nowopolska arystokracja roznosiła salony, a reszta narodu żyła w umiarkowanej nędzy i babrała się w gnoju?

Nawet mniej wprawny czytelnik już się pewnie domyślił, że nie popieram narzekania na obecną sytuację. Dlaczego? Ponieważ samochodów przybywa, jest ich tyle, że nie ma gdzie parkować, każdy ma pieprzonego smartfona, w każdym mieszkaniu stoi komputer, jeśli nie kilka. No mili państwo, proszę mi wybaczyć, ale nie do końca tak sobie wyobrażam nędzę. Tak, tak, wiem, są skrajne przypadki. Są niedożywione dzieci zdegenerowanych alkoholików, które muszą żebrać żeby tatuś i mamusia mieli za co pić. Zgadza się, ale przypuszczam, że jakiś procent biedy istnieje nawet w Norwegii i Księstwie Monako. Chodzi o ogół, który moim zdaniem nie prezentuje się tak znowu najgorzej.

Dobrzy ludzie, przestańcie narzekać. Czasy nie są ciężkie, są dobre. Nikt nas nie okupuje, mamy wolny rynek, ergo możemy robić co chcemy, nikt nas nie skazuje na dziewiętnaście lat ciężkich robót za kradzież bochenka chleba („Nędznicy”), po ulicach nie biegają zaćpani kokainą partyzanci opozycji (Somalia. Chociaż wizja pisowców jako nagrzanych koką rebeliantów wydaje się być dosyć interesująca). Jest luz. Bariery społeczne są bardzo niewielkie, jeśli tylko się postarasz możesz spokojnie się dorobić willi, porsche, rentierstwa czego tylko chcesz.

Jeśli się ze mną nie zgadzasz, zgłoś się po terapię klikając w obrazek poniżej.

slapgif

P.S: To miał być post kpiarsko-krytyczny, a nie motywujący. Więc, jeśli Cię do czegokolwiek zmotywował to tylko przez przypadek.

Komentarze

Komentarze

9 myśli na temat “Ojoj, jakie ciężkie czasy”

  1. „każdy ma pieprzonego smartfona”- ja nie mam 😛 Wydaje mi się, że taka ludzka natura, zawsze będzie nam mało. Polska uznana jest za kraj bardzo wysoko rozwinięty i powinniśmy się cieszyć, że w tak krótkim czasie (od 1989) udało się to osiągnąć. Inne kraje miały na to nieco więcej czasu, plus żadne komuchy im na karku nie siedziały.

  2. mam wrażenie, że ludzie nie tyle narzekają, co marudzą (kwestia realnych powodów właśnie). Polacy to marudy ogromne i wiecznie nam źle. A jak chwilowo nie ma tematu, to zawsze można na pogodę pomarudzić:)

    1. Nie pamiętam. Z godzinę? Pewnie mi teraz napiszesz, że naleśniki robi się szybciej?

Możliwość komentowania jest wyłączona.