Bezsenność na raty

Piąta siedem, rano, bo po południu przecież byłaby siedemnasta. Idę przez dworzec w Katowicach, jem kanapkę zakupioną w jakiejś drogiej budzie. Przystaję, żeby porozmawiać z młodymi Niemcami, którzy leżą na podłodze. Jakimś łutem szczęścia zgaduję, że to są Germańcy, a nie Rumuni. Naród zwycięzców zalega na ziemi, kto by pomyślał. Pogadałbym jeszcze, ale nie jestem na dworcu dla przyjemności, a pociągi raczej nie mają w zwyczaju czekać. Wsiadam, jadę do Krakowa, śpię jakieś trzy godziny.

Przenoszę się do swojego łóżka i ucinam jeszcze dwugodzinną drzemkę, po czym wstaję i ponownie wracam na stację. Tutaj spotykam się z kolegą, takim, który nosi klawisze na plecach. Jedziemy do Warszawy, tam już jest więcej kolegów. Gramy półgodzinne impro na bankiecie jednego z wiodących operatorów komórkowych (chcą reklamę to niech bulą:) Dwa piwa i autobus z powrotem do Krakowa. Śpię kilka godzin.

Jestem na miejscu, idę na przystanek MPK, patrzę na wieżowce przy rondzie Grzegórzeckim. Wiem gdzie jestem, świadomie doskonale wiem, gdzie jestem, ale jakaś podświadoma część mnie zastanawia się, czy to jest Warszawa, Kraków czy Katowice. Wracam do domu i ponownie zapadam w niezbyt długi sen.

Budzik dosyć brutalnie szarpie nerwy. Zaspane oczy rozpoznają postapokaliptyczny krajobraz mojego mieszkania, więc tym razem nie mam żadnych wątpliwości, co do tego, gdzie się znajduję. Odkrywam za to, że nie mam pojęcia jaki jest dzień. Coś mi się tylko kołacze, że wieczorem gram w Cieszynie. Otwieram szafę, przepakowuję rekwizyty, wracam na dworzec, w autobusie ponownie śpię.

Gram, piję piwo, idę spać – na szczęście tutaj mam zapewniony hotel, ale wstaję o szóstej i ponownie pakuję się w autobus do Krakowa.

Szalona trasa, napędzana tym niesamowitym narkotykiem jakim jest bezsenność.

Komentarze

Komentarze

2 myśli na temat “Bezsenność na raty”

  1. jak maleńki robocik 🙂 zasuwa Pan, Panie Dziejku 🙂 dobrze, że nie załapujesz się jeszcze na strefy czasowe 😉

Możliwość komentowania jest wyłączona.