Splin

śledzionaW momencie, w którym opublikowałem pierwszy post z kategorii Ścinki, twierdziłem, że dział ów będzie zawierał tylko i wyłącznie odrzuty ze stand upu. To już częściowo zmieniło się samoczynnie, bo do Ścinków wrzuciłem zarówno jakieś wypociny ze slamów jak i skecze. Całkowicie, świadomie i ostatecznie zmieniam te warunki teraz. Stand up nie bardzo nadaje się do czytania to po pierwsze, a po drugie mnie samemu publikowanie tutaj nieudanych monologów wydaje się cholernie nudne, więc co muszą myśleć/czuć czytelnicy?

Od tej pory Ścinki będą oficjalnie zbiorem różnych, lekko koślawych rzeczy, które w życiu napisałem. A koślawych rzeczy skroiłem w życiu bardzo dużo, bo też swoje chronicznie niespełnione ambicje literackie zacząłem przejawiać w wieku dziewięciu lat.

Czyli reasumując, od teraz będzie w tym dziale można znaleźć wszystko – nieudane skecze, porzucone opowiadania i niestety też wiersze… Na przykład dzisiaj.

Przypomniałem sobie, jak bardzo zbuntowany byłem mając siedemnaście lat. Pisałem jakieś półrymowane twory, wyraźnie inspirowane modernizmem i Witkacym. Wydawało mi się, że wyrzucając z siebie na papier jakieś popaprane strumienie świadomości tworzę wielką poezję. Nie powinienem mieć do siebie z tego powodu wielkiego żalu, bo większość ludzi, którzy szumnie nazywają siebie poetami, opiera swoją twórczość właśnie na rzewnym pierdoleniu od rzeczy pędzlem słów po białych sztalugach kartki. Na szczęście już dawno mi przeszło, lubię czasem pisać rymowane rzeczy, ale za poetę się nie uważam.

Mimo wszystko, oto wiersz, z czasów jabola i długich włosów. Z czasów grania w erpegie w zimnym domku na działce kumpla. Z czasów miłości do literatury okazywanej za pomocą czytania pod ławką fantastyki na lekcjach języka polskiego. Bardzo odkrywczo zatytułowałem ten utwór „Splin”.

Człowiek. Ściana. Człowiek na tle ściany
zimny mór, w miarę żywe ciało
Twarz. Biel. Tonące w bieli oczy.
To ty, czy tylko ty ściano?
Biel pełźnie, Biel pożera.
Biel przykrywa twarz i oczy
Kość się w mór zamienia.
Nie ma, nic już nie ma.
Jedna ściana z jedną duszą.
Setki cegieł. Setki cegieł nią są.
Jedna ściana z jedną duszą.
Na niej
Jedna prawda. Jeden życia sposób męki wart
Nie rób
Próbuj i daj spokój, gdy masz dużo lat

Masz bilet na z mądrością zjazd?
więc siedź cicho, tak oto nakazuje świat

Człowiek.sPoŁeCzEńStWo
stzkreeeeee
Cegła. Pustak. Mór.
tchiiiiitrrrr
Pająki niosą truciznę. Cegłę do cegły trucizną
skeeeeeersst
Linie.Wzory.Mozaiki twarzy giną
to nie my w truciźnie
wzhiiiiiktch
Umrzeć za życia. ale co to za życie
samssszatzskr
Krzyk jest ptakiem. Mór nienawidzi wolności
wchhhhhthhhr
Ptaki.Ptaki.Ptaki po raz setny
smwtttng
Nawet pawie.Czemu nie sępy
uaaaaammmpps
Krzyczał i utonął w ludzkiej lurze
Zabrakło nowych myśli w świecie
Krzyczał własne, choć już znane
I nie utonął
whhhuuuum

Na koniec dodam, że niektórym moim znajomym z ogólniaka wiersze podobały się na tyle, że chcieli mi zorganizować wieczorek poetycki. Na szczęście moja koleżanka, główna prowodyrka tego przedsięwzięcia, na dzień przed wieczorkiem dostała gruntowny wpierdol od ojca i impreza nie doszła do skutku.

Zapraszam do poprzednich Ścinków.

Komentarze

Komentarze

Jedna myśl na temat “Splin”

Możliwość komentowania jest wyłączona.