Busy i Lekarze

Parę tygodni temu wracałem z Cieszyna po dosyć intensywnej i wyczerpującej trasie. Wyjazd był ciężki i złożony, a ja padałem z nóg, pomimo że siedziałem. Bus trząsł a nagłówek fotela był odrobinę zbyt nisko, żebym mógł spać (jeszcze niedawno sam narzekałem, że ludzie marudzą). Na jednym z przystanków do naszego środka lokomocji dołączyła specyficzna trójka pasażerów. Na grupę składała się matka, nastoletni chłopak prawdopodobnie cierpiący na porażenie mózgowe (ta, bo ja się znam) i babka cierpiąca na gwałtowne zaburzenia hormonalne w okolicach górnej wargi (niech nikt mi nie mówi, że na polskich wsiach nie ma chowu wsobnego). bus1Chłopak nie potrafił mówić. Darł się jak pokurwiony i machał swoimi wykręconymi rękami, ale na jego twarzy malował się jakiś taki dziwny spokój, że zacząłem go sobie wyobrażać w stroju papieża. Matka i babka gadały z kierowcą. Mówiły, że wiozą młodzieńca na okresowe badania, żeby lekarz stwierdził, czy w tym wypadku renta się należy czy nie. Po chwili kierowca, sympatyczny koleś, zrewanżował im się swoją historią na podobny temat.

– Moja mama – mówi – straciła nogę. Trzeba było amputować, ale co pół roku musieliśmy jeździć do ośrodka, żeby orzekli czy nie ma poprawy stanu zdrowia. Co tam hydraulicy pracują? – ciągnie dalej kierowa – Poprosiłem doktora, żeby wpisał w książeczkę, że nie przewiduje odrośnięcia nogi. I wiedzą panie, co? Wpisał i  już nie musieliśmy jeździć.

Wprawdzie nie jestem zwolennikiem tezy, że najlepsze skecze pisze życie, ale ten jeden, opowiedziany ustami kierowcy z busa kursującego na trasie Cieszyn-Kraków, moim zdaniem jest całkiem niezły.

Zapraszam do poprzedniego posta z kategorii Życie Dziwi.

Komentarze

Komentarze

3 myśli na temat “Busy i Lekarze”

  1. A to nie pierwszy raz słyszałam o tym, że po amputacji na komisji trzeba się wstawiać. Chłopak znajomej co jakiś czas musi udowadniać, że ręka nie odrasta – takie życie.

Możliwość komentowania jest wyłączona.