Pieprzcie, ale nie za dużo!

Sporo moich znajomych zachwyca się każdym przedsięwzięciem około-kabaretowym, które jest nacechowane absurdem. Już od dłuższego czasu słowo „absurdalny” w odniesieniu do komedii jest niemalże synonimem przymiotnika „dobry”.

Ostatnio spostrzegłem u siebie następującą rzecz: Też uwielbiam absurd. Ale uważam, że ma on właściwości odrobinę podobne do pieprzu. Czyli lubię solidnie popieprzyć zupę, ale samego pieprzu to już bym nie zjadł. Dania, które składa się w pięćdziesięciu procentach z pieprzu, też bym nie zjadł. Zupa powinna być w znacznej mierze oparta na tradycyjnych składnikach – mięsie, warzywach, wodzie, makaronie, a pieprz może być do niej dodatkiem. Może być dodatkiem bardzo zauważalnym i istotnym, ale musi trzymać się w tle. I tak samo, moim zdaniem, jest ze skeczem, monologiem kabaretowym, piosenką. Jeśli składa się w pięćdziesięciu procentach z absurdu, to ma małe szanse na to, żeby przypaść mi do gustu (z jakichś powodów wyjątek tutaj stanowi Monty Python). O takim skeczu, monologu, piosence jestem skłonny wyrazić swoje czysto subiektywne zdanie, że jest słaby/słaba. Jeśli absurdu jest zbyt dużo, utwór zmienia się właśnie w pieprzenie, żeby nie użyć słowa, pierdolenie od rzeczy.

Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że regularnie, co jakiś czas pojawiają się zespoły kabaretowe, komediowe i okołokabaretowe, które próbują bazować na czystym absurdzie. Z miejsca, zaraz po pojawieniu się zyskują miano ambitnych. Podczas, gdy ja uważam, że czysty absurd, pure nonsens, opieranie się na niedorzecznościach, to pójście na łatwiznę.

Humor, nazwijmy to umownie, typowy żeby działał, musi być logiczny. Osoba, która chce być komikiem, bez etykietki „absurdalny” podejmuje spore ryzyko. Jeśli żart wyjdzie, dostanie brawa, jeśli nie wyjdzie, ludzie w głowie przykleją mu z kolei etykietkę twórcy sucharów. Kiedy ktoś posługuje się tylko absurdem ludzie, jak wynika z moich obserwacji, przestają mieć wobec niego jakiekolwiek wymagania. Nie ma puenty? A co tam, przecież jest absurdalny. Skecz zmienia temat w połowie, a co tam, przecież to absurd. Nikt się nie śmieje przez piętnaście minut, no i co z tego? Wielki mi mecyje! Przecież to absurd. No i to jest właśnie to pójście na łatwiznę. Twórca, który chce robić standardowy kabaret (ten oczywiście nie musi być sztampowy) wpisuje się w ramy. Musi mieć dobre pomysły na skecze, spójne postacie, wreszcie puenty. A to wszystko takie proste nie jest.

10193873-dwie-plamy-koloru-sciany-w-kolorze-niebieskim-i-zoltymByć może pisanie tekstów mocno absurdalnych jest bardziej ambitne, ale na pewno mniej wymagające. Moim zdaniem przypomina plucie na ścianę farbą i szukanie tytułu dla tego „obrazu”.

Widownia szybko wyczuwa, że kabaret czy komik określa sam siebie jako twór absurdalny i wybacza mu bardzo dużo. Kończysz skecz słowami: „No to hej, bo gadka mi się nie klei”, no to kończ, ludziom nie będzie to przeszkadzać, pomimo ewidentnego braku sensu.

Parę osób pewnie w głowach już sobie zadało pytanie, jakich twórców, jakie zespoły mam na myśli. Proszę bardzo, zacznę z grubej rury:

Mumio – legendarny polski pure nonsens. Jak to się stało, że w naszym kraju zyskali tak dużą popularność? Nie mam bladego pojęcia. Kiedyś mi się podobali, teraz nie za bardzo. Sławny monolog o podrywie jest niczym innym jak skakaniem z tematu na temat. Nie wiemy, kim u diabła jest mówiący, czy ma ten pieprzony tabor czy nie i dlaczego ociera się plecami o elewację. Tutaj podniosą się głosy protestu i oskarżenia, że nie jestem w stanie napisać czegoś podobnego. Prawdopodobnie nie jestem, aczkolwiek nie próbowałem. Dużo bardziej imponują mi jednak numery ze spójną fabułą i koncepcją.

Michał Kempa – jedną z przyczyn, dla których krytykuję tego solistę składa się prawdopodobnie zazdrość o rozwój jego kariery. Jesteśmy w podobnym wieku – on został odkryty z dnia na dzień i w publicznej telewizji okrzyknięty objawieniem, a ja nie. Zakładam jednak, że mój osąd rzeczywistości nie jest całkowicie przesłaniany przez zawiść. Wynurzenia Michała są, z małymi wyjątkami, niespójne i mocno bezsensowne. Niektórych kręci to, innych bicie pejczem, ja ponownie powtórzę, wolę logiczny humor.

I dwa przykłady z trochę mniejszej, ale też kontrowersyjnej rurki:

Kabaret 7 minut po – ogólnie ich lubię i szanuję, ale…  Miewają niewiarygodnie dobre pomysły na skecze, ale…  Stosunkowo często bardzo skrupulatnie ukrywają przed widownią, o co im u diabła chodzi (filmik poniżej, utrzymany bardzo mocno w klimatach co cięższych filmów Davida Lyncha). Krytykuję ich dosyć łagodnie, a chyba powinienem ostrzej, biorąc pod uwagę jak Maciek najeżdża na inne kabarety na swoim blogu.

Sekcja Muzyczna Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn z Olą – bardzo dobry i bardzo oryginalny zespół muzyczny. Ale od kiedy ten zespół zaczął startować w przeglądach kabaretowych, sam oznajmił światu, że jest kabaretem. A oglądając kabaret z reguły zadaję sobie w głowie pytanie: czy mnie to śmieszy? W przypadku SMKKPMzO odpowiedź często brzmi: nie. Dlaczego? Bo prawie nie mają żartów. Swoje piosenki przetykają ni to monologami ni to scenkami, które są chyba w ogóle nie przemyślane i ostro szarżują w kierunku bezdroży absurdu.

Na początku wspomniałem, że lubię absurd. A lubię, nawet bardzo, ale w pewnych określonych ilościach. A jakich? A mniej więcej takich, jak w skeczu z mimem, który zaczyna się w drugiej minucie filmiku poniżej. Skecz jest spójny, płynny, osadzony na sprawach, które każdy z nas zna, ale jednocześnie nie można mu odmówić znacznej dozy pokręconej antylogiki. Autor/autorzy skeczu znaleźli jedną ciekawą, porąbaną koncepcję i pieczołowicie ją eksploatują. Nie zarzucają nas bezsensami, za co jestem im mocno wdzięczny.

Mam świadomość, że wszystkie podmioty, które tutaj skrytykowałem, mogą poczuć chęć do zmieszania mnie z błotem. Bardzo na to liczę. Najbardziej na Mumio. Czekam. Hu! Hu! Hu! Fight?

Zapraszam do kolejnego posta z kategorii O komedii.

Komentarze

Komentarze

14 myśli na temat “Pieprzcie, ale nie za dużo!”

  1. Ha! Paradoksalnie słynny skecz o słowie „miłość” wcale nie jest absurdalny. Tzn. trochę jest. Ale moim zdanie to przegięta parodia takich z Bożej łaski mentorów jak Vekan i spółka, ale nie tylko – generalnie, jeśli przyjrzeć się rozmaitym „gurom” z naszego poletka można stwierdzić, że większość tej „kołczującej” branży to jakieś błazny – nie potrafią się nawet przypudrować przed występem, żeby nie świecić, a merytorycznie to jest jeszcze większa tragedia.

    1. Kiedy ten numer powstawał, nie było jeszcze couchów od podrywania. Sama koncepcja uczenia kogoś podrywania była wtedy absurdem. A z couchami, trenerami, szkoleniowcami chyba jest tak samo jak ze wszystkimi innymi. Tzn. są dobrzy i źli.

      1. Źli bardziej rzucają się w oczy, więc można ich obśmiać.

        Niemniej masz trochę racji, ale wiesz, że profetyzm tylko zwiększa wybitność Mumio?

  2. Dla mnie śmieszność absurdu bardzo często polega na (czy wynika z) kontraście między wysokim warsztatem i powagą gry, z jednej strony, a z drugiej absurdalnością wypowiadanych kwestii. Tak rozumiem Pythonów, Mumio, Kabaretus Fraszkę, ,,Wyrodną matkę” Adina (tu dodatkowo szok złamania tabu) czy Nowy Pompon (tudzież ,,lepieje” Szymborskiej). Jest śmieszne, bo sztafaż sugeruje pełną powagę, a treść absolutnie temu przeczy. Na początku jest zdziwienie, a potem, gdy człowiek to pojmie – przełamanie i wreszcie dziki śmiech. Tak mnie właśnie urządziła Fraszka na ostatnim Podgórku (spazmy).

    Natomiast zastanawiam się czy komuś więcej chciałbyś postawić te zarzuty? Bo póki co wygląda mi to na wojenkę krakowską. Kto zbyt szybko wybił się na purnonsensie? Łowcy? Tu sam sobie muszę zaprzeczyć, bo tam jest programowy brak warsztatu, czy też olewczość, a jednak wczesne kawałki strasznie mnie bawiły.
    Marek Grabie? On faktycznie ma takie teksty, że człowiek czasem tylko rozdziawia gębę i zastanawia się o co chodzi, ale miewa perły, które ze mnie wyciskają łzy (śmiechu!). Szkoda tylko, że nie może sobie od dawna ustabilizować składu (więc i o wybiciu się nie ma mowy).
    Chatelet to dla Ciebie absurd? Wczesne Ch. aspirowało, ale skończyło na pustocie i beztreściu; a późniejszego nie ma już co komentować.

    Ścibora z kolei też cenię, zgodzę się, że ,,jego pieprzenie ma sens”, ale jak dla mnie to taki humor bardziej, żeby się uśmiechnąć niż pośmiać.

    Więc ja tu na polskiej scenie prócz Łowców i Mumiów strasznego wybijania się na purnonsensie nie widzę:p

    1. Z 7 minut po jednak zdarza mi się w miarę często występować na jednej scenie, więc myślę, że nie chodzi o wojenkę krakowską;) Są bliżej, dlatego u nich zauważam, to co mi się nie podoba. Ale nawet jeśli to częściowo jest wojenka, to oni ją zaczęli, intensywnie krytykując wszystkie zjawiska kabaretowe, które nie idą w skrajną alternatywę.
      Starej Formacji Ch. nigdy nie widziałem na żywo. To co robią teraz, zdecydowanie nie jest purenonsensem. Teraz robią standardowy kabaret, o którego poziomie się tutaj nie wypowiem, bo nie o to w tej dyskusji chodzi.
      Z Fraszką mam podobnie, ale odrobinę inaczej. Wiem, że zdarzały im się niewiarygodne odpały, ale w sumie to widziałem jeden ich program.
      Był ambitny i lekko alternatywny, ale miał sens. Dlatego też nie podałem ich jako przykładu.
      Łowcy to chyba dobre exemplum . W dalszym ciągu zdarzają im się skecze oparte na pure nonsensie.
      Marka G. lubię. W jego numerach z reguły jednak widziałem więcej koncepcji, szalonej i postrzelonej, ale jednak koncepcji. Nie była to moim zdaniem czysta galopada na bezdroża absurdu.

      Jeśli chodzi o wybijanie się… Chodziło mi raczej o nadużywanie tego dosyć prostego środka, jakim jest purenonsens, a nie o to, kto na nim zrobił mniejszą czy większą karierę (chociaż fragment o Kempie może wskazywać na co innego).

      1. No dobrze, powiedzmy, że rozumiem. Ale dlaczego Mumio? Co z nimi jest nie tak? Niestety, w moim prywatnym bałwochwalczym ikonostasie z najlepszych skeczów ich ,,wykład o podrywaniu” zajmuje ważne miejsce. Ja tam _widzę_ koncepcję. Może w improwizacji o bluesie mniej albo piosenka Basińskiej czy Borusińskiego, ale Basiński to dla mnie mistrz.

        Hmmm, Kempa… Cóż. Niewiele widziałem i raczej wczesne stadia, ale obawiam się, że u niego to nie jest nonsens (mniej czy bardziej czysty), ale po prostu _brak_ sensu (Kopiec ,,walający się” po scenie, czy drugi diapazon w futrze stojący bez ruchu… litości). Dziwność nawet bez humoru. W Mumiach to jakiś absurd śmieszący, upierałbym się, że z konceptem. W Łowcach bezsens, ale śmieszący (może ta forma poniekąd-sieroca ich broni?). Ale Kempa i diapazony to bezsens bez śmiechu. Czyli on się, mówisz, przebił?

        Mnie brakuje jednak najbardziej w głównym nurcie starej dobrej zielonogórskiej szkoły. Adin się przebić planowo nie próbuje, Hrabi ma swoją publiczność (w tym prawie mnie), ale od czasu Syfu i malarii wg mnie w dół (humor ,,małżeński” mnie jakoś na kolana nie rzuca). Hlynur już niestety świętej pamięci, a Mimi w K2 z Rodzynkiem się komercjalizują (szkoda, ,,Klub Literatów Zeppelin” wiele na Mimim zyskiwał). A reszta gdzieś się rozeszła po kościach: Ciach, Jurki, Śłuchajcie i niestety Stado umtata. A stand-up (ironii tu brak) to po prostu nie moja rzecz. Improwizacje trawię czasami.

        Ale wracając do absurdu, oglądałeś może kiedyś Teatr ŻŻŻŻŻ ,,Teatr mój widzę z odgromnikiem” Sikory?

        1. Też kiedyś lubiłem Mumio. Przeszło mi po tym, jak zobaczyłem ich na żywo. Oczywiście nie powiem, że są słabi. Mam do nich duży szacunek za umiejętności aktorskie, charyzmę, wizję… Niestety pisanie bezsensownych tekstów już u mnie podziwu nie wzbudza (efekt starzenia się, albo obejrzenia zbyt wielu rzeczy). Ja u nich nie jestem w stanie dostrzec koncepcji…

          Kempa się przez jakiś czas przebijał, teraz faktycznie jego gwiazda odrobinę przybladła (co mnie wcale nie martwi). Faktycznie z diapazonami robili coś pozbawionego sensu. Ale brak sensu to przecież właśnie nonsens.

          Mimi z jednej strony się komercjalizuje, a z drugiej trzyma poziom. Skecz z królewskim koniuszym to moim zdaniem genialne wypośrodkowanie pomiędzy popem a absurdem.

          Stada Umtata nieszczególnie żałuję. Hlynura już bardziej.

          Co do Teatru ŻŻŻŻŻ to widziałem, podobał mi się, a nawet będę grał w fragmentach tego spektaklu podczas wieczoru coverów, który Sikor reżyseruje na Pace;)

          Prawdopodobnie ŻŻŻŻŻ podoba mi się, bo wyśmiewa mniej więcej to samo, co ja krytykuję w powyższym poście.

      2. No to po licznej wymianie opinii wreszcie do czegoś dochodzimy:)

        ŻŻŻŻŻ, o tak. I Sikora również (chociaż tu trzeba przyznać, że zabrakło mu nieco umiejętności (czy talentu?) do długich metraży. Robin Hood się bronił, ale baśń o ludziach stąd już miała dłużyzny. Abelard i s-ka lepiej sobie z tym radzą). Rzuconą ze sceny bulwę ziemniaka (nie wiem czy pamiętasz scenę) zasadziłem i uzyskałem zbulwysynów – taki to kiedyś był człowiek zafascynowany.
        Ale było czym. Oglądany n(<10) lat temu na Pace był objawieniem.
        A jaki jest? Nie powiedziałbym, że wyśmiewa absurd, bo sam dużo go stosuje. Taki klimat nieco oniryczny czy nawet lepiej ciąg świadomości. Chyba, że chodzi Ci o głębię przesłania czyli tzw. treść – to wtedy owszem, treści w ŻŻŻŻŻ zdecydowanie nie brakuje (mimo form jakimi się posługuje).

        Kempy nie żałuję, ale żeby mu sprawiedliwość oddać – miał 2 czy 3 dobre gagi.

        Hlynur zaś to kolejny po Grabim wielki nieodkryty. Pamiętam jeden ich występ w piwnicy pod Haredną – re-we-la-cja. Takich tekstów i tak zagranych już nigdy potem nie zobaczyłem (bo i w sieci ani ich nagrań, ani tekstów). ,,Basta, stoperan!'' we włoskiej rodzinie, czy romans skandynawski. Tak, przyłączam się: szkoda, szkoda, szkoda.

        Koniuszego sobie odświeżę to jeszcze porozmawiamy.

      3. No dobrze, koniuszy może być, nawet się pośmiałem, mają pomysłowy potencjał. Ale zbyt pod publikę. Nie lubię Rodzynka jak się tak wysila, choć owszem gagi były. Tylko klasyczny zarzut Sikora – gdzie puenta?

        1. Sikor z tymi puentami też znowu taki czysty nie jest:) Oczywiście jest zajebisty, myślę, że jest jednym z najlepszych tekściarzy w Polsce, ale słabe i niedociągnięte końcówki też mu się zdarzają.

Możliwość komentowania jest wyłączona.