Różne baśnie

midgarsormPamiętam jeden jesienny wieczór tuż przed świętem trupa. Siedzę na chropowatej materii mojego półkotapczanu, mam siedem lat, a obok siedzi starsza siostra i czyta mi „Dziadów część trzecią”. Otwieram usta ze zdziwienia zmieszanego ze strachem, wsłuchuję się w głos nastolatki serwujący mi klasyczną opowieść o duchach. Mniej więcej rok później, już sam pochłonąłem dwa olbrzymie i ciężkie jak księgi czarnej magii tomy baśni Andersena. Zszedłem wraz z ich bohaterami w głąb gór, by tam szukać trolli, stałem z dziewczynką z zapałkami, kiedy jej palce siniały od trzaskającego mrozu, zastanawiałem się dlaczego ciotka chce zabić gankiem z rozgrzanymi węglami chłopca, który jeździ na metalowej świni (i dalej się zastanawiam, poważnie, poszukajcie sobie tej bajki). Obawiam się, że zarówno duchy objawiające się u Mickiewicza w jakiejś przycmentarnej kaplicy, jak i ciężko depresyjne bajkopisarstwo Andersena wywarły stały wpływ na moją psychikę, wspływ, którego może nie żałuję, ale którego też nie można nazwać dobrym.

Później czytałem inne bajki. Oczywiście te najbardziej popularne, te które stoją na wszystkich półkach, w dziesiątkach bliźniaczo podobnych do siebie wersji ozdobionych radosnymi obrazkami, bardzo mało pasującymi do mrocznych treści – bracia Grimm, Pinokio, ale też mniej znane… Bajki narodów świata. Rosyjskie, w których pełno jest ognistych ptaków i upośledzonych koni, a każda opowieść kończy się weselem, na którym narrator był i wino pił. Bajki z Uralu. Bajki z odległych wysp i lądów, gdzie ludzie pływają wąskimi łodziami i prowadzą długie dyskusje z barwnymi rybami, które z reguły okazują się być zadziwiająco inteligentne.

Naturalną koleją rzeczy sięgnąłem też po mity. Wchłonąłem kilkakrotnie „Mitologię Greków i Rzymian” Parandowskiego. Niestety „Erosa na Olimpie” rodzice przede mną schowali. Przeczytałem „Heroje Północy” bardzo dobrze napisaną książką z mitami nordyckimi, w których Loki wyczyniał tak niewiarygodne, seksualne cuda, że spokojnie zrekompensował mi brak dostępu do popisów łóżkowych bogów greckich. Wchłonąłem mity indyjskie, które mnie dosyć mocno zadziwiły. Bo pomimo, że byłem obeznany z chrześcijańską legendą o bogu, który ma trzy postacie, to jednak Wisznu ze swoimi siedmioma wcieleniami żyjącymi równocześnie był dla mnie mocnym zaskoczeniem.

Wreszcie dziesiątki razy przejrzałem przepiękne, stare, ilustrowane miedziorytami wydanie starożytnych baśni żydowskich, które leżało na półce u moich dziadków. Pamiętam czarno-żółty i niewiarygodnie sugestywny obraz lewiatana tak realistycznego, że zdawał się wychodzić z książki. Pamiętam smutne i pełne cierpienia twarze aniołów strącanych w otchłań. Pamiętam rycinę przedstawiającą zgliszcza wierzy Babel i to, że raczej integrowałem się z budowniczymi niż bogiem, bo wiedziałem jakie to uczucie, kiedy ktoś ci rozpieprza budowlę z klocków. Te legendy były wspaniałe, oryginalne, nasączone mrokiem bardziej niż baśnie Andersena. Bóg pomimo, że był tylko jeden przejawiał więcej patologii i okrucieństwa niż wszystkie bóstwa nordyckie razem wzięte, a większość z nich technicznie mówiąc to bogowie wojny, mordu albo walki… I w dalszym ciągu czasami mi się nie mieści w głowie, że wielu dzieciom się wtłacza do głowy, że te żydowskie mity, swoją drogą bardzo wciągające, są prawdziwe.

Zapraszam do poprzedniego posta, w którym najeżdżam na religię.

Komentarze

Komentarze

6 myśli na temat “Różne baśnie”

  1. Tomku, jeśli nie czytałeś, to polecam „Złota gałąź” Jamesa Frazera. To o początku wszystkich bajek… 😉

    1. Słuchaj, jeśli nie chcesz, żebym wszedł na Twojego bloga i zaczął Cię obrażać w komentarzach, to weź się odpierdol:)

  2. no wiesz – skoro na Islandii Elfy mają prawo głosu:) dorośli sobie z dziećmi nie radzą i tylko wybierają bajki, które im jakoś mają pomóc w wychowaniu. a ja w dzieciństwie czytałam „o wróżkach i czarodziejach”, „diabły polskie” i jeszcze „baśnie z tysiąca i jednej nocy”. wierzyłam w każde słowo:)

      1. No to polecałbym też „Duchy polskie” – przewodnik po nawiedzonych miejscach, takie se ale robi wrażenie

Możliwość komentowania jest wyłączona.