Duma do dupy

Nie rozumiem uczucia dumy. Znaczy rozumiem, bo dopiero co sam napisałem, że jestem z siebie dumny (na końcu przedostatniego posta). Natomiast w ogóle nie jestem w stanie pojąć tych specyficznych przypadków, kiedy ludzie są dumni z nieswoich osiągnięć.

Dlaczego kibice dostają ciężkiego pokurwienia i szaleją po zastawionych czipsami stolikach jak biało-czerwone małpy, kiedy kilkunastu całkowicie nieznanych im facetów pakuje skórzaną kulkę w siatkę umownie przyporządkowaną innej grupie facetów? Andy_facial_expression14Skąd się bierze u tych kibiców poczucie radości? Wyżej wymieniony sukces nie ma żadnego realnego znaczenia, a poza tym nie przyłożyli do niego nawet małego palca. Żeby jeszcze każdy obywatel kraju, którego drużyna zdobywa jakiś śmieszny puchar, dostawał przynajmniej pięćdziesiąt groszy, to bym zrozumiał, ale tak… (Wiem, że kibice woleliby być porównywani do orłów, ale niestety bardziej przypominają małpy.)

Dlaczego jesteśmy dumni, z tego, że nasz dziadek mieszkał z kolegami w lesie i raz nawet strzelał do Niemców? (Tutaj przynajmniej mogą pojawić się realne korzyści, bo dziadek jako członek Związku Bojowników o Wolność i Demokrację ma kilka przywilejów. Na przykład prawo do niepłacenia abonamentu RTV.) Dlaczego regularnie zdarza mi się spotykać z ludźmi, którzy chwalą się, że ich przodkom któryś tam król dał przywilej noszenia herbu ze szczerbatym dalmatyńczykiem w tarczy? Albo takich, którzy mówią, że w szesnastym wieku ich ród najszybciej wystawił chorągiew wojska. Mam ochotę się wtedy pochwalić się, że jeden z moich antenatów jako pierwszy wykształcił kciuk przeciwstawny.

(Swoją drogą Związek Bojowników o Wolność i Demokrację to brzmi dosyć dumnie… Gdybym nie wiedział, czym jest zakładałbym, że chodzi o jakąś zbiurokratyzowaną drużynę superbohaterów, a nie grupę umierających ludzi, którzy raz w tygodniu spotykają się na herbatce.)

Dlaczego wreszcie na polskiej Wikipedii przy co drugim Amerykaninie, który zrobił cokolwiek istotnego, pisze, że jego matka była POLSKĄ Żydówką, albo że pradziadek urodził się na Mazurach, które wprawdzie wtedy były niemieckie, ale teraz są POLSKIE, albo, że jego ciotka raz przejeżdżała przez Pcim, który cały czas jest POLSKI? Dlaczego jaramy się tym, że ktoś, kto wynalazł nowy rodzaj obwodu używany przez N.A.S.A., jest w jednej ósmej Polakiem? Przecież nawet nie widzieliśmy go na oczy, nie mówiąc o tym, że nie jesteśmy w stanie zrozumieć, jak u diabła działa ten obwód.

Jeśli dany człowiek coś zrobił, rzeczywiście zrobił, wszystko jest jasne. Zbudował, przebiegł, napisał, wystrugał, nie wiem, poderwał wyjątkowo trudny towar, wszystko jedno, ale jeśli coś doprowadził do końca, to to jest jego. Niech skacze do góry, bo ma na koncie realne osiągnięcie. Niech się drze na całe gardło z radości i informuje o tym świat. Ale cieszenie się z tego, że jakiś wypomadowany i całkowicie nieznany patafian wyjątkowo dobrze kopie piłeczkę, jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe.

Czy ktoś może mi to jakoś prosto wytłumaczyć?

Rzadko mi się zdarza pisać o uczuciach, bodajże drugi raz, dlatego zamieszczam odsyłacz do poprzedniego posta poruszającego ten temat.

Komentarze

Komentarze

3 myśli na temat “Duma do dupy”

  1. Nie czytałam, żadnych badań na temat dumy (jeżeli takowe w ogóle powstały), ale wydaje mi się, że duma może mieć coś wspólnego z naszym zakompleksieniem. Chcemy po prostu podnieść poczucie własnej wartości poprzez wyczyny i sukcesy innych. Tak się mnie wydaję 😉

  2. „Klęknij, synu. Trzeba klęknąć. Klęknij synu, tak trzeba” – cytat, który moim zdaniem bardzo tu pasuje. Niedługo o tym więcej na http://www.gdybymbylaktorem.pl 🙂

    Hahahaha, genialny fragment o kibicach-małpach! You made my day czy cośtam! 😀

  3. Zgadzam się z missoreille – kompleksy! Mam podobne przemyślenia, gdy w wiadomościach przy okazji np. newsa na temat Oskarów, mówią, że „i owszem, mieliśmy na czerwonym dywanie polski akcent, bo pradziadek reżysera, który jest nominowany pochodził spod Wrocławia…” Śmieszy mnie to. Jakbyśmy sobie i światu chcieli ciągle udowadniać, że jesteśmy tacy sami. Czemu chcemy udowadniać? Bo widocznie czujemy się gorsi. (Piszę „my”, ale się z tym nie identyfikuję).

    W drugą stronę też to działa: obrażamy się na jakikolwiek negatywny komentarz na temat jakiekokolwiek produktu polskopochodnego. Do sądu podajemy. Transparenty podnosimy. Powód jest dokładnie taki sam:)

    Znajomy Anglik powiedział mi kiedyś, że nigdy już się publicznie nie przyzna, że mu polskie piwo nie bardzo smakuje, bo ludzie odbierają to jako atak na Polskę i zaraz mu Jałtę i Enigmę wyciągają;))

Możliwość komentowania jest wyłączona.