A zeżryjcie sobie ten papier

Od jakiegoś czasu jestem szczęśliwym posiadaczem czytnika ebooków marki Prestigio. Nawet się zastanawiałem nad kupnem droższego i paradoksalnie bardziej prestiżowego niż Prestigio Kindla, ale ostatecznie skąpstwo, które zawarło chytry sojusz z lenistwem, wygrało. Kupiłem czytnik i jestem nawet zadowolony. Czasami trochę wolno przeładowują się strony, czasami odrobinę się zawiesza, ale spełnia swoją funkcję. A mianowicie da się na nim czytać jednocześnie nie niszcząc sobie oczu sztucznym światłem tradycyjnego wyświetlacza. Jest to dla mnie bardzo istotne, bo dzięki uldze, jaką moim ślepiom daje Prestigio, mogę sobie dłużej nadwyrężać siatkówkę oglądając seriale i pisząc blogi.

readerOd kiedy mam ten płaski kawałek plastiku z szarym monitorkiem przywodzącym na myśl te z gier marki „Jajeczka”  i ruskich podróbek Gameboya, stałem się ofiarą ataków. Otóż pewna część moich czytających znajomych okazała mi jawną pogardę. Wprost dali mi do zrozumienia, że prawdziwa, żywa (chyba nawet ktoś użył takiego określenia) książka jest lepsza. Bo zapach papieru ich upaja. Bo czuć ciężar w rękach. I bo to trofeum na półce.

A więc po kolei.

Byłem nawet ostatnio w bibliotece, dla towarzystwa, bo już nie potrzebuję tej instytucji i czułem ten zapach. Intensywny aromat setek woluminów zalegających od dziesiątek lat. Dobrze mi się kojarzy, z dzieciństwem, z czasami, kiedy przychodziłem do miejskiej biblioteki w Jędrzejowie, żeby pomiędzy jej półkami myszkować w poszukiwaniu mitów i fantastyki. Tak, budzi fajne wspomnienia. Ale tak poza tym to wiem, że jest to zapach powstający w wyniku psucia się papieru. Także śmiało, lećcie do najbliższej, osiedlowej wypożyczalni książek, łapcie się za tamtejsze tomy i odurzajcie papierową zgnilizną. Jeśli wybierzecie starsze książki, będą nawet miały farbę z ołowiem, więc podtrujecie się podwójnie.

Nie wiem, jak czucie ciężaru książki może sprawiać przyjemność. Może komuś, kto czyta tylko do poduszki i tylko cieniutkie objętościowo harlequiny. Takim czytelnikom, nazwijmy ich kanapowym, takim, którym książka kojarzy się ze starym kocem i kakaem, rzeczywiście może sprawiać jakąś przyjemność. Ja niestety jestem czytaczem w wersji hardkore. Często sypiam co noc w innym łóżku. Czytam w autobusach, samochodach, kuszetkach, garderobach, kilkuosobowych pokojach. Wożę książkę ze sobą, a często oprócz niej mam plecak niezbyt lekkich rekwizytów. W tej sytuacji lekkość czytnika to nie tylko przyjemność, to czysta ulga. Poza tym sporo z książek, za które się biorę, jest dosyć gruba. Poważnie, nigdy nie bolała was ręka, ani kciuk powstrzymujący knigę przed samozamknięciem?

Jak miałem szesnaście też zbierałem książki. Dorosłem, przynajmniej pod tym względem. Doradzam. Liczy się treść. Wali mnie bajerancka kolorowa okładka i blurb z rozmachem napisany na odwrocie przez opłaconego kolegę po fachu. Może ja jestem gadżeciarzem, bo kupiłem sobie czytnik. Wy z waszą manią zbierania łatwokurzących się woluminów zdecydowanie jesteście bibelociarzami.

Reasumując. Czytnik to moim zdaniem postęp, następny krok w ewolucji, zabawka, dzięki której w jednym momencie mogę mieć przy sobie „Świat według Gardpa”, „Pana Lodowego ogrodu” Grzędowicza, „Out of our minds” Kena Robinsona, rozmówki węgierskie i modlitewnik (nie, nie modlę się, ale ostatnio za jego pomocą wkurzałem znajomego). Czyli skoro tak go lubicie, to zeżryjcie sobie ten papier!

Zauważyłem też, że spora część czytających osób uważa się za lepsze, bo czytają. Zwłaszcza wokół literackich blogów i w ogóle blogów rośnie taka estyma, taki literkowy nacjonalizm. Przekonanie, że ludzie pochłaniający książki są w jakiś sposób lepsi od tych niepochłaniających. Uwielbiam czytać, ale uważam, że jest to takie samo hobby jak każde inne. Także swoje przekonanie o wyższości czytelników też sobie zeżryjcie.

Komentarze

Komentarze

Jedna myśl na temat “A zeżryjcie sobie ten papier”

Możliwość komentowania jest wyłączona.