Testosteronowi, jawni geje

Kategoria Życie Dziwi. Miejsce bloga, w którym piszę o tym, co mnie w życiu zaskoczyło, zdziwiło, pofałdowało mózg w nieznanych dotąd kierunkach. Właściwie od dawna nic nie wywarło na mnie takiego wrażenia jak scena sprzed mniej więcej dwóch tygodni. Drobna rzecz, a jednak pałęta się po głowie.

Stałem z kolegą w kolejce po szybkiego maka, plugastwo zapakowane w śliski papier. Noc. Czwartek. Wrocław. Duże miasto, co oznacza że obok nas po zakup syfu stało sporo ludzi solidnie narąbanych.

Sąsiednia kasa. Obsługiwał ją chłopak tak mały i chudy, że właściwie wyglądał bardziej jak humanoidalny ptak, albo postać narysowana przez dziecko za pomocą paru kresek. Żywy szkielet z rękami jak pałki rabarbaru, nienaturalny twór z wielką głową i krzywym nosem, poruszany jakąś tajemną siłą. Raczej boską niż diabelską, bo gość miał w sobie coś ze świętego.

Po drugiej stronie kasy stoi trzech facetów. Pomimo, że jesteśmy na zachodnich ziemiach odzyskanych, mają ryje typowo białostockie (jeśli ktoś nie wie, jak wygląda ryj typowy białostocki, to niech sobie pojedzie na północny wschód i pobędzie trzy dni). Są duzi. Ja mam metr dziewięćdziesiąt wzrostu, ważę sto sześć kilo. Uwierzcie mi, że jeśli mówię o kimś, że jest duży, to naprawdę jest duży… Przypakowani, nabici, tryskający testosteronem, lekko pijani, być może też naćpani. Czekają na swoje zamówienia i głośno się śmieją. Z własnych dowcipów.

„Te panienka trzy maki i jeszcze trzy gały są do opędzlowania.” – mówi ich lider do chudego chłopaka za kontuarem – „jak skończysz nalewać kolę, to przeskocz do nas i klękaj.” I tak w kółko.

Nie broniłem chłopaka, no bo bez jaj… W końcu jestem tchórzem.

Ciekawe, bo nie wydaje mi się, żeby ci goście byli gejami. Musieli to być panowie na swój sposób heteroseksualni, których poczucie męskości, od długich godzin spędzonych na ciśnięciu sztangi, stało się tak wielkie, że zatoczyło koło, przeszło przez fazę czysto kobiecą, a teraz nie może się zdecydować i uderza w gejozę.

Ciekawe jest to, że chłopak nie zareagował w żaden sposób. Wysuszony jak słoma jesienią mikrus, pracujący w restauracji McDonalds. Musi być przyzwyczajony do tego, że ludzie się z niego śmieją, co na swój sposób prawdopodobnie go utwardziło. Nie powiedział do zachodnio-białostockich kafarów nic oprócz: „proszę bardzo, paragon dla panów.”

Poprzednie Życie Dziwi.

Komentarze

Komentarze

Jedna myśl na temat “Testosteronowi, jawni geje”

  1. Tylko co w zasadzie miał im odpowiedzieć? Mnie mama zawsze uczyła, by z głupszymi nie wchodzić w dyskusję. Po drugie skoro „dowcipni” panowie wyglądali jak wyglądali to też bez sensu ryzykować zdrowie i życie, by powiedzieć jakiemuś dryblasowi coś co i tak do niego nie dojdzie. A co do „gejżartów”…. nie wiem trzeba by się wgłębić chyba w psychoanalizę tych panów, żeby stwierdzić sens tego wszystkiego 😛

Możliwość komentowania jest wyłączona.