Matki kontra standuperzy

Powiedzieć, że trwa nagonka medialna na standuperów to spore wyolbrzymienie. Trwa co najwyżej mikronagoneczka, maleńkie polowanko, tycia-tycia obławka. Zjawisko Stand-upu jest zwyczajnie zbyt mało znane, żeby można było mówić o jakichkolwiek zmasowanych atakach. Kiedy jednak jakakolwiek osoba powiązana ze środowiskiem kabaretowym pojawi się w radiu albo telewizji, z miejsca informuje, że stand-up jest przesycony tekstami o kupie, sikach, rzygach i innych wydzielinach, z których najmniej obrzydliwa to gluty. Bo zgadza się, znaczy ja się zgadzam… Standuperzy zdecydowanie zbyt często sięgają po tematykę fekalną. I przeszkadza mi to nawet u osławionego i niemalże czczonego na naszych ziemiach Abelarda Gizy. Nie podoba mi się jego monolog o publicznych toaletach, bo wali od niego gównem na kilometr. Sprawę pogarsza fakt, że Giza naprawdę dobrze odgrywa swoje teksty. Przez jego doskonałe aktorstwo zapach kału zostawionego na publicznej porcelanie staje się niemal realny. I mam gdzieś, że Abelard jet uważany w naszym kraju za największego i najwspanialszego. A on prawdopodobnie ma gdzieś, co ja uważam.

(Jeśli chodzi o tematy fekalne to ja miałbym ewentualnie ochotę wygłosić publicznie, że jestem zwolennikiem bidetów. Ale to też jest oznaka niechęci do gówna.)

nocnikTa nagonka jest jednak zbyt rozdmuchana i nieproporcjonalna (jestem za, czy jestem przeciw? hmmm, właśnie się do niej przyłączyłem)… Bo są środowiska, które mówią o kupie i sikach z większą częstotliwością i bardziej ochoczo. Wprawdzie mniej publicznie, ale jednak częściej i ze specyficzną do tych wydzielin miłością. Mam na myśli młode matki, a raczej matki młodych. Zahukane, zamęczone, zapędzone w kozi róg przez własne wybory życiowe bezpośrednie przodkinie rocznych potomków chodzą i opowiadają wszem  i wobec o tym, jak to ich dziecko się zesrało. Co więcej naprawdę mam wrażenie, że kiedy wymawiają słowa „dziecięca kupka”, puls im odrobinę przyspiesza w przypływie rozrzewnienia i pozytywnych emocji.

Parę miesięcy temu w miejscu jak najbardziej publicznym, którego nazwy nie będę podawał, widziałem następującą scenkę: Matka mówi do jakiejś dziewczyny, która prawdopodobnie była jej daleką znajomą. Zaczyna opowiadać: „Moja Zosia to taka nieszczęśliwa była ostatnie dwa dni. Taka niezadowolona chodziła. I dopiero na nocniczku się okazało, o co chodzi. Taaaaka kupa. Przykorkowała się na parę dni. Wszystko z niej wyszło, razem z wnętrznościami. Mózg, wątroba wszystko” (Końcówka autentyczna. Tym razem nie ubarwiam.) Po pierwsze dziewczyna wcale nie wyglądała jakby właśnie tej informacji potrzebowała do szczęścia. Po drugie ja też tam byłem. I jeszcze kilka innych osób… Co to w ogóle za koncepcja, żeby na głos, między ludźmi opowiadać o fekaliach?

Standuperzy może i mówią o gównie. Ale robią to świadomie. Wiedzą, że z mówieniem o gównie jest coś nie tak i dlatego o nim mówią. Pomimo, że poruszają ten temat, to chyba w dalszym ciągu uważają go za obrzydliwy. A młode matki, mam wrażenie, czasami są w stanie dostrzec w stolcu pociechy autentyczne piękno. Turpizm w najczystszej postaci.

Poza tym nie słyszałem jeszcze o standuperze, który by zabrał ze sobą gówno na scenę. A matki, jak tylko najdzie je ochota, są w stanie wyjąć potomka z wózka, pieprznąć go na stolik w restauracji i ostentacyjnie zmienić pieluchę. I jeszcze później mieć pretensję, że to innym to przeszkadza. Bo przecież one podjęły ten trud wypuszczania na rynek pracy nowych podmiotów, które będą nas na starość utrzymywać. Bo przecież one są wojowniczkami swoją nabrzmiałą od mleka piersią przeciwstawiającymi się klęsce niżu demograficznego. Bo przecież one są kurwa święte! Kurwa nietykalne, kurwa chlasnęły dziecko, więc im kurwa wszystko wolno (jak widzicie nie do końca wspieram ruch Pro Life.)

Podobnie wygląda sprawa z reklamami leków na zaparcia, wzdęcia i świerzbienie w dupie. Szczerze mówiąc, pomimo, że zjawisko gazów wypełniających wnętrzności nie jest mi obce, to na początku nie wiedziałem o co chodzi. Kiedy te reklamy zaatakowały nasze radio i teleodbiorniki nie bardzo rozumiałem, co mają znaczyć te obrazki kolorowych, nadmuchanych baloników i przezroczystych wazonów, z których nie chcą wylatywać niebieskie kuleczki.

Także skoro już trwa krytyka środowiska standupowego, to może weźmy się też za atak na reklamy środków na przeczyszczenie i zapalenie pochwy.

Komentarze

Komentarze