Poradnik pozycjonowania bloga dla skończonych melepetów

Zanim przejdę do właściwej treści, wyjaśnię, że słowo „melepeta” w tym miejscu i kontekście oznacza absolutnego ignoranta. O pozycjonowaniu wiem odrobinę więcej niż nic, dlatego również kwalifikuję się jako melepeta i to taki pełną gębą. Właśnie dlatego postanowiłem napisać post o pozycjonowaniu. Eksperci może i posiadają ogromną wiedzę o windowaniu naszej strony w rankingach Google’a, ale często brakuje im podstawowych informacji na temat ludzkiej niewiedzy. Ja natomiast jako ignorant jestem w stanie lepiej pojąć to, jak wielu rzeczy zwykły człowiek może nie rozumieć.

A zresztą jeśli chodzi o ekspertów… Większość z nich jest znawcami samozwańczymi, więc może się okazać, że też zaliczają się do melepetów. Mam wrażenie, że już nie ma w polskiej sieci bloga, na którym nie pojawiłby się przynajmniej jeden post uczący trudnej sztuki zdobywania linków. To jest taka moda, to jest takie must have. I jednocześnie kolejny powód powstania tego posta.

Czy wpis, który właśnie czytasz, jest wiarygodny? Oczywiście, że tak. Znajdziesz w nim te same informacje, co w czterdziestu innych wpisach na ten temat wyświetlających się wysoko w wyszukiwarce Google. Naprawdę dużo czytałem w sieci o pozycjonowaniu i zaufajcie mi, wszyscy i wszędzie piszą to samo.

A więc, drodzy melepeci, czym właściwie jest pozycjonowanie? Widzicie, Google ma swoje roboty tropiące, które łażą po sieci i szukają stron. Nie oznacza to jednak, że na twojego bloga zaglądają Optimus Prime, T-1000 i Bender. Roboty to taka przenośnia. Są programami, które poruszają się od linku do linku i w ten sposób wyznaczają Page Rank. Czym jest Page Rank? Właśnie tego nikt nie wie. Na pewno decyduje on o tym, jak wysoko wyświetlisz się w Googlach, ale jeśli chodzi o szczegóły… Cóż współczesna nauka więcej wie o bozonach Higgsa i czarnych dziurach niż o Page Rank. Podobno boty Googla mają zdolność uczenia się i sama korporacja już nie do końca się orientuje, co one tam właściwie sprawdzają. A znaczna część pozycjonowania to właśnie podbijanie Page Rank. Dlatego ta zabawa/praca odrobinę przypomina grę w rzutki z zawiązanymi oczami. Jedyna pewna rzecz jest taka, że Page Rank może wynosić od zera do dziesięć.

Kochani melepeci, jak już napisałem, trzeba zdobywać linki. Google najbardziej lubi linki naturalne, czyli takie, które ktoś ci dał, dlatego że spodobały mu się twoje treści. Ja uważam, że istnienie linków naturalnych jest mitem. Przeczytałem dziesiątki ciekawych treści w sieci, ale nigdy w życiu nie przyszło mi do głowy, żeby z powodu dobrego contentu kogokolwiek, gdziekolwiek podlinkować (chyba że na Facebooku). Dlatego podczas pozycjonowania musisz zrobić boty Googla w chuja. Musisz zdobywać takie linki, żeby im się wydawało, że są naturalne.

Kolejna ważna informacja brzmi następująco: „Linki dzielą się na „nofollow” oraz „dofollow””. Te pierwsze roboty Googla całkowicie olewają i traktują jako zwykły napis. Te drugie w jakiś tylko sobie znany sposób uwzględniają przy wyznaczaniu Page Ranke’u twojej strony. Gdzie zdobywać linki nofollow i dofollow? Te pierwsze można zdobyć właściwie wszędzie, tych drugich właściwie nigdzie. Pozyskiwanie tego drugiego rodzaju odnośników mocno przypomina wyprawę po świętego Gralla, albo przeczesywanie amazońskiej dżungli w poszukiwaniu ostatniego przedstawiciela gatunku jaszczurki, która tak dobrze zmienia kolory, że zyskała przydomek niewidzialnej.

Linki „nofollow” są to te z komentarzy, Facebooke’a, Youtube’a, Wikipedii i większości forów. Linki „dofollow” to są te, które ktoś z własnej, nieprzymuszonej woli dał ci na swojej stronie.

Mimo wszystko linki „nofollow” też trzeba zdobywać i to nie tylko dlatego, że pozyskanie linku „dofollow” jest równie łatwe jak przemienienie wody w wino. Po pierwsze, pomimo że olewają je boty, to jednak mogą przez nie wchodzić ludzie. Po drugie sieciowa legenda głosi, że jeśli masz same linki „dofollow” to możesz dostać od Googli karę. Jak sami widzicie, pokręcone jak dogmat trójcy świętej.

Okey, okey, a gdzie zdobywać te linki? Jest na to kilka sprawdzonych sposobów. Żeby być wiarygodnym, wybrałem oczywiście te, które pojawiają się w sieci najczęściej.

1. Komentuj. Wszyscy radzą, żebyś zostawiał komentarze na innych blogach. I ja się z tym zgadzam. Ale pisanie: „Haha, świetny pomysł, wspaniały tekst, ale się uśmiałam” to nie jest najlepsza metoda. Czasami wydaje się dobra, bo właściciel bloga na pewno się ucieszy. Zwłaszcza jeśli bloguje od miesiąca i nie wie, jak bardzo ten światek jest przesycony lizusami rozsiewającymi pochlebstwa w celu pozostawienia linka. Najbardziej skuteczny komentarz to taki, który jest niewiele krótszy od posta, pod którym się znalazł. Natomiast, jeśli chodzi o treść, komentarz powinien się plasować gdzieś pomiędzy rzeczową opinią a rasowym hejtem. Powinien lekko wkurwiać. Ludzie nie lubią rzeczy miałkich. Natomiast, jeśli robisz wokół siebie umiarkowany szum i jesteś zadziorny, jeśli lekko lżysz autorowi (ale nie za bardzo, żeby ten nie skasował komentarza) to internauci będą bardziej skłonni do kliknięcia w link i przejścia na twojego bloga.

2. Katalogi, Pressle. Jak już napisałem wcześniej boty – sieciowe szperacze uczą się, są sztucznymi inteligencjami. I właśnie poziom ich inteligencji całkowicie mnie uspokaja. Jeśli inteligencja maszyn będzie się rozwijała w takim tempie, to do najczarnieszych scenariuszy z filmów science-fiction nigdy nie dojdzie. Roboty nigdy się nie zbuntują, a jeśli nawet, to ich rebelia  bardzo szybko upadnie. Sieć jest przesycona stronami stworzonymi po to, żeby zrobić boty w wała. I one dają się zrobić wyjątkowo łatwo. Jak na sztuczną inteligencję są zwyczajnie głupie…

Katalogi to strony  stworzone tylko po to, żeby zostawić na nich linki. Pressle znane również jako precle lub obwarzanki to krótkie artykuły z linkiem do twojego bloga. Precle to ciekawy gatunek literacki – triumf czystej formy. Nie ma w nich treści, składają się wyłącznie z formy. Są to krótkie teksty zawierające link do twojej strony i słowa kluczowe. Pisanie precli należy do najbardziej ogłupiających rzeczy na świecie. „Tworząc” je musisz zapisać ten sam przekaz na właściwie nieskończenie dużą ilość sposobów. Jest praca z fabryki przeniesiona na grunt intelektualny. Ogłupia bardziej niż upijanie się do nieprzytomności przy hitach Skrillexa.

3. Siej komentarze po forach. Wszystkie poradniki wszędzie uczą, żeby zostawiać wartościowe komenty na forach i odpowiadać na pytania zadane przez innych użytkowników. Wszyscy spece od podbijania pozycji w sieci mówią, żeby dzielić się swoją unikatową wiedzą… Ale umówmy się, że jesteśmy poważni i dorośli. Przecież wszyscy doskonale wiemy, że znaczna część blogerów nie posiada żadnej rzetelnej wiedzy. Dziewięćdziesiąt procent autorów sieciowych dzienników zwyczajnie pisze co u nich, ocenia ostatnio obejrzane filmy, bezpodstawnie krytykuje i na wszystkie inne sposoby sili się, żeby być jak Kominek. Gro blogersów może co najwyżej wyrazić na forum swoje zdanie i dodać link do posta, w którym wyraża swoje zdanie odrobinę szerzej. Dlatego nie krępuj się i po prostu siej linki na forach. I tak prawdopodobnie jesteś młodą matką, która założyła bloga, bo machnęła dziecko (matki ciężko pracują i nie mają czasu. Akurat! To dlaczego tyle z nich prowadzi strony na WordPressie?) Najprawdopodobniej jest to twoje pierwsze dziecko, więc nawet w temacie ciąży i wychowania jesteś mocno zielona. Po prostu naparzaj linkami na masę i na chybił trafił! Jeśli cię zablokują, to się nie przejmuj. Forów w internecie jest równie dużo, co blogów, więc się raczej nigdy nie skończą.

Wiele forów wprowadziło zabezpieczenia przed spamerami. Link może dodać dopiero ten użytkownik, który już kilka razy się tam udzielił, skomentował, wypowiedział albo dopowiedział. Prawdopodobnie już się zastanawiałeś, nad tym, kto u diabła wchodzi i gada na forach. Przecież mamy dwa tysiące czternasty rok i już od prawie dziesięciu lat istnieje Facebook… Po ki grzyb komu fora? Mam teorię, że wszyscy forumowi udzielacze to blogerzy, którzy bardzo by chcieli zostawić link, ale jeszcze nie mogą i odrabiają swoją internetową pańszczyznę.

4. Metody alternatywne. Takie akcje jak stanie pod galerią handlową z reklamą swojego bloga na patyku, wklejanie wlepek w tramwajach, pisanie adresu swojej strony w kiblu dworcowym pomiędzy tymi wszystkimi kutasami i ofertami seksualnymi, czy też wytatuowanie sobie QRcodu na czole. We wszelkich sieciowych poradnikach jest tego całkiem dużo, ale mam wrażenie, że autorzy wymyślają alternatywne metody tylko po to, żeby się wyróżnić. Ale czy to działa… Na pewno na nerwy.

Zapraszam do przeczytania poprzedniego Antyporadnika.

Komentarze

Komentarze

5 myśli na temat “Poradnik pozycjonowania bloga dla skończonych melepetów”

  1. Taki zjadliwy ten tekst, w sensie do zjedzenia, dlaczego tak mało komentarzy? Nie ma swojego bloga. Nie wiem zatem po co komentuję. Po co, po co, po co?

Możliwość komentowania jest wyłączona.