Igrzyska w Krakowie

Nie jestem za, nie jestem przeciw. Jeślibym już miał zająć jakieś oficjalne stanowisko, to powiedziałbym, że pomysł zorganizowania zimowych igrzysk olimpijskich w stolicy Małopolski wydaje mi się mocno dziwny. Dlaczego? Nie mamy tutaj gór tylko pagórki. Nie bardzo wyobrażam sobie slalom narciarski zjeżdżający ze wzgórza wawelskiego. Nie do końca też widzę triatlonistów na kopcu Kościuszki. Oczywiście zawody będą się odbywać w okolicznych (no powiedzmy, bo oddalonych o osiemdziesiąt kilometrów) miejscowościach – Zakopanem, Białce, pewnie też Nowym Targu. Tylko, że tam też nie ma gór klasy olimpijskiej. Są górki. Zaledwie jedna z  nich przekracza dwa tysiące metrów.

No, ale niech sobie organizują. Mnie to nie przeszkadza. Przyjedzie dużo zagranicznych turystów, będzie ciekawie. Za to przeszkadza mi przeprowadzona przez miasto kampania medialna, zachęcająca mieszkańców Krakowa do opowiedzeniem się w referendum za organizacją igrzysk. Kampania jest zwyczajnie głupia, a poza tym ewidentnie zakłada, że głupi są mieszkańcy. 

Zacznijmy od bramy… Na plantach, w najbardziej ruchliwym miejscu prowadzącym z ulicy Floriańskiej do Dworca Głównego, stanęły gigantyczne, pompowane wrota z licznikiem. Każdy kto przez nie przeszedł, tym samym, symbolicznie opowiadał się za urządzeniem w KRK olimpiady. Wykazawszy odrobinę inicjatywy dało się bramę ominąć, więc niestety nie mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że była to zagrywka rodem z peerelowskiej propagandy. Myślałem nad zorganizowaniem w bramie hapeningu. Chciałem razem z kolegą stanąć w wyżej wymienionych, dmuchanych wrotach w mundurach austryjackich wojsk cesarsko-królewskich, aby utrudniać ludziom przejście i opowiedzenie się za igrzyskami. Kumpel już był namówiony i nawet zaczął załatwiać mundury. Niestety w dzień po powstaniu tego wspaniałego planu i jednocześnie w dzień przed jego realizacją, brama została zdemontowana.

Za to pozostałe elementy kampanii mają się świetnie. Całe miasto oklejone jest plakatami, przestawiającymi rzekomych obywateli mówiących, dlaczego życzą sobie igrzysk. Podobno zdjęcia ludzi na billboardach pochodzą z Shuterstocka, ich wypowiedzi za to pochodzą z dupy. Przyglądałem się tym słowom nieistniejących ludzi, ciągle zastanawiając: „No jak?” No jak oni to sobie wyobrażają?”

Postanowiłem sam sobie oraz przypadkowym czytelnikom odpowiedzieć na to pytanie.

smog

Po pierwsze zwrócę uwagę na fakt, że pan z tego plakatu dosyć mocno wygląda na Hiszpana… No cóż, widocznie Shuterstock akurat nie dysponował zdjęciami mężczyzn o typowo słowiańskiej urodzie. Możliwe też, że twarze na plakaty wybierała jakaś młoda stażystka z mocnym parciem na bycie bogatą żoną i wybrała pana, który jej wpadł w oko. Postawnego, starszego,  zagranicznego, w domyśle majętnego. Bardziej zastanawia mnie jednak to, jaki dokładnie ten Hiszpan, Jose czy tam Arcadio, widzi związek miedzy wydarzeniem sportowym, a ekologią.

Być może ubzdurał sobie w swojej iberyjskiej głowie, że pijani turyści, których podczas igrzysk będzie zatrzęsienie, mają te same właściwości co drzewa piniowe. Pewnie myśli, że jak już się dobrze narąbią to dużo śpią i śpiąc pochłaniają zawrotne ilości dwutlenku węgla. No co zrobić? Takie mają szkoły w tej Hiszpanii. Niestety Jose, ludzie nie pochłaniają smogu. Za to tysiące samochodów, które tutaj przyjadą, wydzielą go całkiem sporo.

pracaCzy ta pani jest Rumunką? A może Indianką? Niech sobie będzie kim chce, tylko dlaczego wypowiada się w sprawie organizacji igrzysk i to na dodatek głupio. Na pewno jakieś nowe miejsca pracy powstaną. Przez jakiś miesiąc do pół roku będzie w Krakowie cała masa roboty. Wzrośnie zapotrzebowanie na tymczasowe pokojówki, ludzi do nalewania piwa, sprzedawców hot-dogów oraz zamiataczy ulic. Czyli na czas trwania igrzysk 2022 do Krakowa będą się mogli zjechać studenci z całej Polski i całkiem nieźle sobie zarobić. Tylko nie wiem, gdzie tu zysk dla samych mieszkańców Krakowa.

mieszkaniaTa pani przynajmniej rzeczywiście wygląda, jakby pochodziła z Polski i mieszkała w Krakowie. Natomiast ponownie zapytam: „Co u diabła spęd kibiców i sportowców ma wspólnego z budownictwem komunalnym?” Oczywiście w związku z olimpiadą powstaną nowe hostele, hotele, pensjonaty. Prywatni ludzie zaczną podnajmować pokoje. Przypuszczam nawet, że legendarne babiszony prowadzące legendarne stancje powyrzucają na jeden miesiąc studentów, żeby móc skasować na pięć do sześciu tysięcy od pokoju Szwedów, Finów, Niemców i innych nadzianych turystów.  Nie powstaną żadne nowe mieszkania komunalne. Za to świeżo-pobudowane hotele padną w przeciągu dwóch lat. Także być może pani ze zdjęcia jest zaprawioną squaterką i planuje zająć pustostan po jakimś krótkotrwałym, krakowskim Ritzu. Być może też planuje, razem ze swoją podrośniętą już wtedy córeczką, rozbić się obozem pod krokwiami jakiejś nowej skoczni narciarskiej.

Bilboardów tego pokroju wisi na mieście jeszcze kilka. Jest taki, który przekonuje, że igrzyska są rewelacyjną metodą na korki. Jest też taki, który informuje, że Kraków na tym wydarzeniu więcej zarobi niż straci. Czyli krótko mówiąc, projektanci kampanii odwołali się niemal do każdej bolączki miasta. Brakuje jeszcze tylko bilbordu przedstawiającego młodego, przystojnego chłopca, który mówi: „Po igrzyskach przestaną latać maczety.”

Komentarze

Komentarze

3 myśli na temat “Igrzyska w Krakowie”

  1. Co u diabła spęd kibiców i sportowców ma wspólnego z budownictwem komunalnym?
    Wyjaśnienie władz promujących Igrzyska jest, o ile wiem, takie, że wioska olimpijska, która ma miałaby być wybudowana, zostałaby p Igrzyskach przeznaczona na mieszkania komunalne (w części)

  2. Ej no, jak to nie wiesz o co chodzi? Metoda na smog, bo turyści będą ten smog wdychać, więc zostanie mniej dla tubylców. A miejsca pracy- tam nic nie wspominają o stałych 😉 Te zarezerwowane są raczej dla członków komitetu organizacyjnego i ich rodzin, kochanek, kochanków itp…
    (Lepiej późno niż wcale? :D)

Możliwość komentowania jest wyłączona.