Trzy gry

Ponieważ czas jakiś temu kupiłem sobie nowego (ale nie jakoś szczególnie wypasionego) laptopa, znów mogę grać w gry. Mój poprzedni lapek był tak wielkim zamulaczem, że już pięć lat temu moja siostra przekazała go mnie, bo uznała go za sprzęt zbyt słaby do pracy tłumacza, czyli de facto papierkowej roboty. Dało się na nim pisać, oglądać filmy, przeglądać strony internetowe i to właściwie tyle. Ponieważ teraz mam nowego i jeszcze chwilowo błyszczącego gada z pod mało znanej marki Packard Bell, otwarła się przede mną gama nowych możliwości. Na przykład wybór gier, po które mogę sięgnąć jest aktualnie odrobinę większy niż pasjans i saper. Korzystam. Pograłem we wszystkie zainstalowane przez producenta (czy tam kogoś) darmowe zręcznościówki. Przeszedłem kretyńskie i zarazem szalenie śmieszne „Plants vs. Zombies.” Aktualnie siedzę nad legendarną przygodówką „The Walking Dead.” (Czyli spełniło się moje niegdysiejsze proroctwo.) Niestety tak mam, że nie wystarcza mi bierny odbiór. Kiedy gram, niby koncentruję się na migających na ekranie stworach i obrazach, ale jednocześnie gdzieś w głowie pałęta mi się i kiełkuje myśl, że ja bym przecież zrobił lepszą grę. Gram, a jednocześnie przychodzą mi do głowy pomysły na gry nowe. Oto one:

True Sorcererr: Kiedy widzimy czarownika zajmującego się swoimi mrocznymi sztukami w filmie lub czytamy o nim w książce, pan czarnej magii zawsze ma specyficzne i bogate oprzyrządowanie. Podejrzane ostrza, menzurki rtęci, kolby siarki, mieszki ze sproszkowanymi skrzydłami ćmy, oczy byka, czarną kurę, własnoręcznie zdobytą krew dziewicy czy też zebrany o północy żabi skrzek. Natomiast czary w większości gier zostały uproszczone do jednego kliknięcia. Jeśli masz manę w swojej magicznej kuli mocy (pierwsze Diablo) albo na pasku, wciskasz prawy przycisk myszy i bum! Leci fireball, całe zastępy twoich przeciwników powala chainlightning, w rzadszych przypadkach któraś z towarzyszących ci postaci zostaje uleczona. Dlaczego? Dlaczego w grach komputerowych zgłębianie sztuki czarnoksięskiej wydaje się takie banalne?

Przyszedł mi pomysł na produkcję, w której gracz wciela się we współcześnie żyjącego czarnoksiężnika. Oczywiście standardowo na początku bohater jest młody i niedoświadczony. Powoli zbiera zaklęcia, uczy się tajnych słów zakazanej, asyryjskiej mowy. Musi regularnie wybierać się na uroczysko przy świetle księżyca, aby zerwać tojad. Rzucenie zaklęcia to nie jest kliknięcie przyciskiem myszy. Aby czarować, musisz własnoręcznie usypać krąg z pokruszonej hostii, napisać diaboliczne symbole żółcią barana i poderżnąć gardło czarnej kurze jednocześnie szepcząc mantry w jednym z dialektów staro-aramejskiego. Jeszcze lepiej by było, gdyby gra wymagała podłączenia do skroni odpowiednich czujników wykrywających fale alfa i beta, bo przecież wszyscy wiemy, że magia to rytuał plus koncentracja. Oczywiście do samego czarowania (które zresztą miałoby wiele wspólnego z modnym ostatnio craftingiem) należałoby dorzucić zawiłą fabułę mającą na celu uratowanie świata bądź ochronienie małej dziewczynki (nie wiem dlaczego, ale każda gra wymaga tego lub tego), wątek romantyczny i cenzurę. Bo żaden developer się nie zgodzi na zawarcie w produkcji dużej ilości satanistycznych symboli i składania hurtowej ilości zwierząt w ofierze zastępom duchów i demonów.

Mam świadomość, że w świecie prawdziwych, czyli papierowych erpegów, już zostały podjęte co najmniej dwie próby stworzenia tego typu gier. Mam oczywiście na myśli „Ars Magicę oraz Maga.

Szkicowana Armia: Kiedyś gry tworzyło się według schematów. Powstały zawrotne ilości przygodówek typu point&click. Po sukcesie pierwszego Warcrafta triumfy świętowały tak zwane erteesy, czyli real time strategy. Kiedy jeszcze miałem piętnaście lat i prenumerowałem pismo CD-Action, na jego łamach jak grzyby po deszczu plenili się potencjalni następcy hitu od Blizzarda. Ertees, w którym kierowało się rozwojem społeczeństwa staroperskich bóstw. Ertees, w którym kontrolowało się robale unoszące się w próżni wokół biblijnego Lewiatana. Wreszcie strategia, w której dowodziło się wojną łysych, prowadzoną oczywiście przeciwko zarośniętym.

Dzisiaj na szczęście wiele się zmieniło. Coraz mniej producentów podrabia gry. Wraz z pojawieniem się smartfonów i tabletów, modne stało się tworzenie gier, w których postacie kontrolowane są w oryginalny, charakterystyczny tylko dla danej produkcji sposób. Mamy więc wszelkie gry, w których trzeba przechylać urządzenie, aby kierować torem jazdy narciarza. Są też takie, w których gracz musi palcami rozciągać gumową rybkę, aby skoczyła jak najdalej. Najbardziej jednak chyba podoba mi się gra Patapon, w której steruje się armią podejrzanych stworków za pomocą wybijania rytmu.

Przyszedł mi do głowy pomysł, aby zrobić (chociaż i tak wiem, że nie zrobię) grę, w której walkę toczą narysowane przez gracza postacie. Oczywiście przeznaczona miałaby być na wszelkiego rodzaju sprzęty dotykowe. Wymagany byłby dodatkowy rysik. Dajmy na to twoja ziemia jest atakowana (jak na razie odkrywcze). Aby ją obronić, musisz szybko rysować stwory, które ruszą, aby szlachtować najeźdźców. I tutaj pojawia się pierwszy problem, bo do zrealizowania tego projektu potrzebna by była naprawdę mocna sztuczna inteligencja. Musiała by obliczać i tworzyć sposoby poruszania i postępowania dla gryzmołów gracza. Przydałoby się też, aby nasze miniony stawały się tym potężniejsze im dokładniej zostały narysowane (bonusy, za pozornie zbędne detale?)

Naturalnie mam świadomość, że podobne założenia miał Spore (był moją ulubioną grą, aż do momentu, w którym w niego zagrałem). Wiem też, że istnieją różnego rodzaju proste gierki opierające się na rysowaniu.

Krystalografia. Macie czasami tak, że przychodzi wam do głowy pomysł, ale jakby nie w całości? Taka koncepcja, która już miała wchodzić do domu waszego umysłu, ale się rozmyśliła, a teraz stoi w drzwiach i głupio się patrzy… To jest właśnie jeden z tych pomysłów. Nie do końca wiem, o co mi tutaj chodzi. Na pewno gra miałaby być swojego rodzaju układanką, mgliście powiązaną z chemią.

W grze występowałoby kilka struktur nieistniejących kryształów. Na każdym poziomie wybierasz z którego chcesz budować swój mur. Musisz odpowiednio szybko łapać spadające cząsteczki (oczywiście te pasujące do twojej struktury) i budować z nich konstrukcję chroniącą coś przed czymś. Coś bronione to pewnie byłaby twoja siedziba, a coś atakujące, to ja wiem… Smoki, żyrafy, hipopotamy. Wszystko jedno. Można by jeszcze dorzucić właściwości poszczególnych struktur. Jeden kryształ jest mocniejszy, inny powoduje, że napastujące mur zwierzęta zżerając go, wpadają w haj. Takie rzeczy… Jeśli ten pomysł mi się kiedyś bardziej skrystalizuje, to napiszę.

Oczywiście wiem, że moje pomysły na gry są do dupy, podobnie zresztą jak wszystkie inne na świecie. 

Zapraszam do przeczytania poprzedniego posta z kategorii Mios Ideas.

Komentarze

Komentarze

Jedna myśl na temat “Trzy gry”

Możliwość komentowania jest wyłączona.