Skąd się biorą dowcipy? – część pierwsza

Z jednej strony to ostatnia pozostałość po czasach, w których kultura ludzka opierała się na tradycji ustnej. Z drugiej stanowią swoisty pierwowzór memów. Krążą od człowieka do człowieka, często nawet od kraju do kraju i regularnie zmieniają swoją postać. Kolejni opowiadający morfują je, niechcący przekręcają, ubarwiają, ulepszają bądź okraszają dodatkowymi wulgaryzmami. Określane niekiedy jako krótka forma literacka oparta na jednej puencie. Dla wielu osób stanowią też swojego rodzaju protezę poczucia humoru, bo umówmy się, że do opowiedzenia zasłyszanego gdzieś dowcipu nie trzeba mieć w sobie zbyt wiele, hmmm dowcipu. Dowcipy, żarty, kawały. Skąd toto się bierze?

Oczywiście nie potrafię jednoznacznie wskazać źródła pochodzenia dowcipów, gdyż ku wielkiemu swojemu ubolewaniu nie jestem wszechwiedzący…. Mogę za to wytoczyć kilka hipotez oraz wystawić działa wątpliwych dowodów na ich obronę.

1. Wielka teoria wszechwładnych demiurgów kawałów:

Pierwsza hipoteza jest prosta i oczywista. Mówi, że dowcipy, które krążą od ust do ust w żywej, społecznej sieci, ktoś, gdzieś pisze. Że w dalszym ciągu są one formą literacką, która szybko dziczeje i zapomina o swoim twórcy (no bo skoro aforyzmy mają autorów, to czemu nie kawały?). Znalazłem dwóch ludzi, którzy przyznają się do tego, że napisali w życiu przynajmniej jeden dowcip. Pierwszym jest Tomek Nowaczyk – poznański stand-uper oraz niekwestionowana podpora kabaretu Czesuaf. Jakiś czas temu przeprowadziłem z Tomkiem następujący hmmm wywiad przy piwie:

Mój rozmówca przetarł dłonią rzednące włosy, pociągnął łyk Zamkowego, który poparł jednym buchem niefiltrowanego tytoniu. Następnie westchnął ciężko i zaczął mówić:

Nowaczyk: Wymyśliłem ostatnio dowcip…

Biskup: Pamiętasz może jak brzmiał?

Nowaczyk: Ile jest kucharek w Somalii?

Biskup: No, ile?

Nowaczyk: Sześć.

Biskup: Bardzo dobry. I co się z nim stało?

Nowaczyk: Nieopatrznie wrzuciłem na Facebooka i uciekł, zdziczał, opuścił, już nie należy do mnie… – ciągnął dalej Tomek (35) załamując ręce. – Wrócił po trzech dniach, w esemesie od dalekiego znajomego. Został znaleziony na typowej stronie z dowcipami. 

Wypowiedź Tomka niewątpliwie jest prawdziwa, ale to tylko odosobniony przypadek. Pisze on owszem hurtowe ilości skeczów kabaretowych, ale dowcipy (głównie celowe suchary) są dla niego twórczością raczej poboczną i jak do tej pory dopiero dwa lub trzy przeniknęły do tak zwanego obiegu. Dlatego szukałem dalej, węszyłem, tropiłem. Nos podpowiedział mi, że jednym z ludzi piszących zawodowo kawały może być Szczepan Sadurski. Nos się nie mylił.

Sadurski jest satyrykiem znanym głównie z humorystycznych rysunków. Prowadzi też jednak portal poświęcony wszelkim rzeczom śmiesznym, a przez lata aktywnie uczestniczył w wydawaniu gazetki z dowcipami (piszę „uczestniczył”, bo na dobrą sprawę nie wiem, czy był redaktorem, właścicielem, korektorem, czy kim tam jeszcze). Pamiętam te książeczki i myślę, że tkwią one również w pamięci wielu innych osób. Pewne elementy stylu, pewne drobne niuanse konstrukcji (no zgadnijcie jakie…) wyraźnie sugerowały, że znaczna część publikowanych tam kawałów nie pochodzi ze zbieractwa, ale jest wytwarzana hmmmm… sztucznie. Musiałem trochę potruć, pomarudzić oraz pomędzić, aby się przekonać, że miałem rację. Szczepan Sadurski faktycznie zajmuje się układaniem dowcipów. Na pierwszego maila, zawierającego pytanie: „Skąd Pan bierze dowcipy?”, odpowiedział:
„Jak wszyscy wiedzą, dowcipy wymyślają się same. To odwieczne perpetuum mobile, z którego w praktyce korzystają ci, którzy w to wierzą. Zdradzę, że pochodzą z promieni kosmicznych – tych nie odbieranych przez przeciętnego człowieka. Trzeba jedynie swój aparat odpowiednio ustawić, aby korzystać w takim zakresie, w jakim się chce. Najlepiej w jak największym.”
Z tego co zauważałem, jest to zachowanie w miarę popularne wśród ludzi pracujących z humorem. Na to samo pytanie, ale zadane przez zupełnie kogo innego, Jerzy Skoczylas z kabaretu Elita, odrzekł, że dowcipy piszą te same stworzenia, które sikają do mleka, czyli krasnoludki (całość artykułu z którego podkradłem ostatnią treść można przeczytać tutaj). Nie zadowoliłem się jednak wzruszającą bujdą o promieniach kosmicznych i za pomocą maili dalej wierciłem Sadurskiemu dziurę w brzuchu. Wreszcie do winy się przyznał:
„Zdradzę, że wiele „bezimiennych” dowcipów słownych krążących po internecie, to moje mniej lub bardziej osobiste produkcje. W sieci i nawet w książkach pojawiają się cykle „Dowcipy o Fąfarze”. Nie sądziłem, że ten fikcyjny osobnik stanie się postacią znaną. Jak widać, wszystko powtarzane tysiące razy, staje się popularne, a niekiedy wręcz kultowe.”
Czyli mam go. Dorwałem człowieka, który zawodowo zajmuje się pisaniem obiegowych opowiastek. Niestety kiedy nagabywałem go, żeby jedno ze swoich dzieł przytoczył, całkiem sprytnie odpowiedział, że ma słabą głowę do dowcipów. Chętnych mogę za to przekierować na stronę wypełnioną po brzegi dowcipami o wyżej wymienionym Fąfarze. Na zachętę jeden z tych kawałów zamieszczam poniżej (istnieje pewna szansa, że wymyślił go Szczepan Sadurski, gwarancji nie ma):
Fąfara wraca późno w nocy do domu:
– Skąd wracasz? – pyta żona. 
– Z Atlantydy. 
– Przecież Atlantyda jest zalana!
– A ja to nie?!
Tutaj zupełnie na marginesie nadmienię, że uważam pisanie dowcipów za sztukę wyjątkowo trudną. Mam na koncie sporo skeczy, monologów i humorystycznych postów (niektóre z nich ponoć nawet są śmieszne), ale nie wyobrażam sobie pisania czegoś tak krótkiego i ograniczonego w formie jak dowcip.
Na wszelki wypadek dodam, że skecz i dowcip to naprawdę dwie różne rzeczy (wiem, że niektórzy mogą nie uwierzyć…)
Druga część dochodzeń nad źródłem dowcipów już jest gotowa. Przedstawiam w niej Wielką Teorię PrzepływuA w tak zwanym międzyczasie zapraszam do przeczytania posta, w którym zastanawiam się nad różnicą pomiędzy komikiem i kabareciarzem.

Komentarze

Komentarze

3 myśli na temat “Skąd się biorą dowcipy? – część pierwsza”

Możliwość komentowania jest wyłączona.