Skąd się biorą dowcipy? – część trzecia

Ten post stanowi kontynuację tekstu pod tytułem „Skąd się biorą dowcipy? – część druga”. Nie bawię się w Mickiewicza i część pierwszą naturalnie też już napisałem.

3. Teoria błędnego koła humoru – dowcipy biorą się z dowcipów

To, że dowcipy wędrują, wiemy wszyscy. Krążą, są przerabiane, mają własne okresy popularności, po których się wypalają i odchodzą do lamusa. Czy wszystkie? Jak długą żywotność ma kawał? Zależy to bardzo mocno od tematyki, ale jeśli dowcip dotyczy spraw ogólnoludzkich, potencjalnie może pozostawać w obiegu w nieskończoność. Nawet sobie nie wyobrażacie, jak mocno podskoczyła mi adrenalina, kiedy w zbiorze dowcipów spisanym około czwartego wieku naszej ery (!!!!, „Philogelos”, jego istnienie to nie wygłup) odkryłem kawał, który namiętnie opowiadał mój dziadek (a dodam, że o ile mi wiadomo, wcale nie liczył sobie tysiąc sześćset lat). Wersja z pierwszej połowy pierwszego milenium(!) brzmi:

„Mędrek chciał swojego osła oduczyć jedzenia i nie dawał mu paszy. Osioł zdechł z głodu. Mędrek po­wiedział:

Jaka szkoda! Jak się już nauczył nie jeść, zdechł!”

W historyjce mojego dziadka osioł zmienia się w konia, a mędrek cudownym sposobem staje się w Żydem (dziadka lubiłem, ale antysemitą zdecydowanie był). Puenta brzmiała minimalnie inaczej, ale sedno tego prostego dowcipu pozostało identyczne. Co więcej z bardziej mroczną wersją tej samej historii spotkałem się w ekstremalnie krótkim opowiadaniu Karen Blixen (To ta pisarka, która napisała „Pożegnanie z Afryką”. Wszystkim, którzy chcą zapytać, jak to się stało, że czytałem podróżnicze romansidła, odpowiem następująco: schronisko górskie, burza, brak własnej książki). Duńska autorka snuje historię starego Afrykanera, który zagłodził konie i sam umarł (Może Blixen też zrzynała?). Ten potrójnie odnaleziony kawał bardzo mocno zadziałał na moją wyobraźnię. Trafiwszy na dowcip swojego dziadka w „Philogelesie” zacząłem sobie wizualizować długą drogę, którą żart musiał przebyć. Przed oczami stanął mi szereg postaci podających sobie kawał z ust do ust. Rzymianin opowiadający kawał Vizygotowi wdeptującemu w ziemię cesarstwo. Średniowieczny błazen prezentujący go przed królem. Dwóch znudzonych rycerzy jedzie na krucjatę, jeden opowiada… Jakiś polski Sarmata wznosi kielich miodu i rzuca kawał. Mniej więcej wtedy mędrek zamienia się w Żyda…

Być może było inaczej. Być może kilka osób wpadło na ten sam, ekstremalnie prosty pomysł. Ale w taki razie, dlaczego osioł zmienił się jedynie w konia, zwierzę dosyć podobne. Przecież równie sensownie dowcip brzmiałby, gdyby główną rolę grał pies, krowa, kura.

Myślę, że wielu ludzi zauważyło fakt, iż po upadku komunizmu wiele z kawałów o zoomowcach zamieniło się w dowcipy o blondynkach. Treść żartów pozostała bardzo podobna, a zmienił się jedynie hmmm… podmiot liryczny (aczkolwiek oczywiście nie ma kawałów o blondynkach pałujących studentów, ani o zoomowcach malujących paznokcie). Za to spotkałem się z podwójną wersją na przykład tego, jakże genialnego dowcipu:

„Przechodzień zwraca się do zoomowca/blondynki: „Przepraszam, która godzina?” Na co blondynka/zoomowiec odpowiada: „Krótka wskazówka na laseczce, długa na bałwanku””

Z podobnym zjawiskiem mamy też do czynienia w wypadku żartów o Szkotach, Żydach i Bawarczykach. Wszystkie trzy cykle wyśmiewają skąpstwo, każdy pojawił się rdzennie w odrobinę innej części Europy. Często możemy usłyszeć ten sam dowcip, ale odnoszący się do innej z trzech powyższych mniejszości etnicznych.

(Kawały o Bawarczykach u nas są niemalże nieznane, ale w Niemczech podobno robią sporą furorę. Przykładowy brzmi tak: „Kim są Szkoci? Bawarczykami wygnanymi z Tyrolu za zbytnią rozrzutność.”)

Ponieważ dowcipy żyją w właściwie nieograniczonej sieci ludziki umysłów, mogą występować w nieskończonej ilości wariacji. Często zdarza się, że opowiadający pozostawiają samą osnowę, można powiedzieć trzpień żartu i wymieniają wszystko inne. Przypuszczam, że ten proces zachodzi samoczynnie i niemal stuprocentowo opiera się na przypadku. Jako przykład podam kolejny niewiarygodnie oklepany żart dotyczący Niemiec (w niektórych wersjach też Hollandii):

„Po czym można podczas jazdy samochodem poznać, że przekroczyło się granicę Niemiec? Po tym, że krowy są ładniejsze od kobiet.”

Ten niewiarygodnie wytarty klasyk występuje też w drugiej wersji:

„Po czym odróżnić niemiecką krowę od niemieckiej kobiety? Po kolczykach.”

Oficjalnie stwierdzam, że wyczerpałem temat pochodzenia dowcipów. Więcej o tym nie napiszę.

Komentarze

Komentarze