Wszystko, czego nie wiesz o komiksie amerykańskim

Przeciętny zjadacz chleba patrzy na okładkę komiksu pochodzącego z Ameryki i widzi jedynie niedorzecznie umięśnionych mężczyzn oraz kobiety tak bardzo wysportowane, że Ewa Chodakowska zaczyna przy nich wyglądać jak Dorota Wellman (nie ma jak tandetne i na dodatek podwójne odniesienie popkulturowe). Wszyscy ubrani są w kolorowe trykoty, które najwyraźniej zmieniają raz do roku, bo co odcinek pokazuję się w tych samych (ciekawe, czy gdzieś w zakamarkach komiksowych światów można znaleźć pralnie wyspecjalizowane w błyskawicznym usuwaniu krwi obcego z kostiumów superbohaterów). Na dodatek postacie z nie do końca jasnych, ale z reguły powiązanych z ratowaniem świata, powodów okładają się po głowach promieniami lasera, wyładowaniami elektrycznymi a w niektórych wypadkach również własnymi twardymi jak żelazobeton pięściami. Przeciętny zjadacz chleba ogląda komiks, wrzuca go do jednego mentalnego worka z mangą i kreskówkami o Bolku i Lolku, po czym odkłada wolumin na półkę i mrucząc coś z zażenowaniem odchodzi. Słuchajcie drodzy ludzie, drodzy zjadacze chleba amerykańskie komiksy są dużo bardziej interesujące niż wam się wydaje. Fakt, tutaj macie rację, ich fabuły z reguły nie należą do szczególnie rozbudowanych, a w kulminacyjnym punkcie akcji niemal zawsze dochodzi do gigantycznej ustawki, w której biorą udział istoty tak potężne, że niekiedy są w stanie w pojedynkę przenieść ciężarówkę, osuszyć ocean, wypełnić pita. Ale za to tło… Wbrew pozorom komiksowe światy są dosyć ciekawe i skomplikowane.

1. Shared Universe – Światy podzielone

Batman nakręcony przez Burtona, stara seria filmowego Supermana oraz dziesiątki innych kinowych produkcji o superherosach, z których większość okazała się skończoną, galopującą klapą, utrzymywały społeczeństwo w przekonaniu, że bohaterowie żyją w próżni. W każdym z tych obrazów pojawiał się samotny gieroj. Niemal równocześnie z początkiem jego kariery światu zaczynało zagrażać śmiertelne niebezpieczeństwo. Gieroj więc samodzielnie pokonywał zło, ratując przy okazji kobietę, z którą łączył go trudny związek, po czym odlatywał w kierunku napisów końcowych i kontynuacji, której istnienie uzależnione było od wyników kasowych części pierwszej. Dopiero niedawno zapoczątkowana seria filmów Marvela pokazuje stan faktyczny, czyli przedstawiany w komiksach. Większość topowych bohaterów żyje w barwnych i dokładnie skatalogowanych światach. Batman, Superman, Green Lantern, Flash, Green Arrow dzielą Uniwersum DC z setkami innych, pomniejszych postaci. Z kolei w Uniwersum Marvela żyją Spiderman, Iron Man, Kapitan Ameryka, Hulk i Wolverine. Marvelowski Nowy York jest tak przepełniony superbohaterami, że jego mieszkańcy twierdzą, iż ciężko rzucić kamieniem i nie trafić w jakąś „pelerynę”. Jak do tego doszło? Skąd wzięły się takie ilości herosów? Już w latach czterdziestych twórcy wydawnictwa D.C. dla urozmaicenia zadecydowali, że ich postacie będą dzielić jeden świat (Marvel powstał później, więc też później ten koncept przejął). Od dziesięcioleci wydawnictwo archiwizuje losy wszystkich bohaterów, których przydomki i charakterystyki objęte są prawem autorskim. D.C. i Marvel dzielą rynek sprzedaży komiksów superbohaterskich niemal po połowie. Co więcej D.C. stosuje metody tradycyjnie utożsamiane ze światkiem gangsterskim… Jeśli jakaś firma próbuje wypłynąć na szerokie wody, wielkie wydawnictwo zagania ją w kąt, wykupuje i/lub doprowadza do bankructwa, a później przejmuje jej bohaterów (oczywiście super). Pamiętacie Plastic Mana? Tandetną, kreskówkową postać, która miała swoją animowaną serię na Cartoonnetwork? Plastic Man – elastyczny błazen, którego największym wrogiem jest jednooka ostryga, żyje w tym samym świecie co mroczny i depresyjny Batman. (D.C.odkupiło Plastica po upadku jego rodzimego wydawnictwa – Quality Comics w 1956).

Uniwersum D.C. to nie tylko postacie. To świat, który posiada własną chronologię stworzoną w oparciu o poszczególne historie. Timeline D.C. sięga aż do dziewiętnastu bilionów lat przed Chrystusem. Jak to możliwe? Ech, komiks…. Podróże w czasie i intertemporalne wątki są tutaj równie popularne jak tlenione blondynki w wielkomiejskich dyskotekach (przepraszam, klubach, przecież już nie używa się słowa dyskoteka, ale właściwie to jeden chu…) Wiek Universum D.C. i specyfikę niektórych jego mieszkańców świetnie opisuje poniższy fragment „Sandmana” – komiksu stworzonego przez Neila Gaimana.

Sandman_blog

 2. Naginanie zasad fizyki w kierunku fabuły

W komiksach wbrew pozorom nie do końca liczy się, kto i jak bardzo jest potężny. Ważniejszy jest fejm. Rządzi renoma, to ilu fanów w realnym świecie ma dany bohater. Moce niektórych bohaterów urastają do absurdalnych rozmiarów. Flash nie posiada górnego limitu prędkości (aczkolwiek zawarł gentelmans agreement z Supermanem, że na planecie Ziemia nie przekraczają prędkości światła), Marsian Manhunter ma bilion lat i jest niezniszczalnym telepatą, który potrafi przybrać dowolny kształt. Green Lantern natomiast po prostu może zrobić wszystko. Jeszcze bardziej absurdalny jest fakt, że ramię w ramię z tymi nadludzkimi postaciami stoi Batman – uparty facet, który jest naprawdę wysportowany i ma naprawdę drogi, designerski samochód. Teoretycznie nie powinien być uznawany za jednego za największych bohaterów świata D.C. A jednak… Autorzy zawsze znajdą jakiś sposób, aby zrównać Batmana z jego zaprzyjaźnionymi półbogami. Parę razy nawet zdarzyło mu się wygrać pojedynek z Supermanem (kolejna tradycja komiksu amerykańskiego – superbohaterowie ogólnie się przyjaźnią, ale fabuła często doprowadza do sytuacji, w której muszą ze sobą walczyć).

Twórcy komiksów nagminnie stosują zabieg fabularny rodem z tandetnych telenoweli brazylijskich. Wśród fanów mówi się o zjawisku comic book death. Bohaterowie regularnie giną, a następnie powracają w parę miesięcy po własnym pompatycznym i zbytnio nasączonym dramatyzmem pogrzebie. Raz umarł Superman. Śmierć przydarzyła się też Batmanowi. Powody powrotów superbohaterów do świata żywych są z reguły głupie i pokręcone. Na przykład Batman… Okazało się, że jednak nie umarł, ale został przeniesiony w czasie do prehistorii, skąd dosłownie przyszedł piechotką do teraźniejszości.

Za tę ostatnią historię odpowiedzialny jest Grant Morrison – pisarz równie genialny co kontrowersyjny. Grant specjalizuje się we wprowadzaniu do komiksów wątków postmodernistycznych. Nagina i tak już wierzgnięte konwencje komiksowe, aby uczynić je jeszcze dziwniejszymi. W pisanym przez niego „Animalmanie” głównemu bohaterowi umiera cała rodzina. Heros udaje się w długą podróż, aby dowiedzieć się, co było powodem śmierci. Na końcu tej drogi stoi pisarz – sam Grant Morrison, który wyjawia, że „zabił” żonę i dzieci superbohatera pod wpływem depresji wywołanej śmiercią swojego kota… Z kolei w „Seven Soldiers of Victory” pojawia się postać obdarzona specyficzną formą telepatii. Myśli innych widzi ona jako komiksowe dymki. Grant raz zrobił sobie jaja również z comic book death. W komiksie „Aztek” do tego zjawiska odnosi się pastor podczas pogrzebu mało znanego bohatera:

aztek

 3. Przeszłość, która wędruje

Komiksy o Batmanie wydawane są już od siedemdziesięciu pięciu lat, a jednak mroczny rycerz nie skacze po dachach o lasce ani nie wykazuje żadnych problemów z pęcherzem i prostatą. Dalej ma rześkie trzydzieści kilka lat. Wcześniej pisałem, że postacie liczące sobie biliony lat w świecie D.C. są umiarkowaną normą. Tylko, że Batman nie jest bogiem, kosmitą, wielkim przedwiecznym ani cząstką chaosu uformowaną na kształt człowieka. Jest zwykłym ziutkiem, który potrafi naprawdę dobrze rzucać hipsterskim bumerangiem z niejasnym motywem nietoperza. Batman po prostu się nie starzeje i chu… Twórcy uniwersum postanowili tego nie tłumaczyć absolutnie w żaden sposób. Inne postacie, które rozpoczynały swoją wydawniczą karierę razem z Człowiekiem Nietoperzem, albo nawet przed nim, zostały mocno dotknięte przez działanie czasu. Przykładem jest Wesley Dots czyli Sandman (ale zupełnie inny Sandman, niż ten o którym pisałem w pierwszym akapicie. W świecie komiksu wszystko ma status: „to skomplikowane”). Dots był superbohaterem D.C. z początku lat czterdziestych. W przeciwieństwie do Batmana zwyczajnie się zestarzał i umarł (aczkolwiek już ze  dwa razy zmartwychwstał). Jak widać posiadanie dużej ilości fanów bardzo dobrze wpływa na powstrzymywanie procesów starzenia u superbohaterów.

Teraz chwilę pomyślmy. W komiksie retrospekcję są normą. W opowieściach o Batmanie odniesienia do śmierci jego rodziców pojawiają się średnio raz na trzy odcinki. Mroczny rycerz żyje we współczesnym świecie (aktualnie, bo kiedyś żył w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i tak dalej). Prywatnie posiada telefon komórkowy, często przejeżdża batmobilem obok restauracji McDonalds (ale nigdy się nie zatrzymuje przy magicznym okienku.) Gdyby wspominał śmierć swoich rodzicieli, która miała miejsce na początku lat dwudziestych, byłoby to mocno bez sensu. Geniusze komiksowego świata znaleźli logiczne rozwiązanie. Przeszłość Batmana porusza się razem z jego teraźniejszością. Dzisiejsze retrospekcje dotyczące zabójstwa Thomasa i Marthy Wayne umiejscawiane są w latach dziewięćdziesiątych (to zjawisko nazywane jest retroaktywnością!?!). Najdziwniejsze rozwiązanie fabularne, jakie w życiu widziałem.

Mógłbym jeszcze bardzo długo pisać o podejrzanych teoriach pseudonaukowych występujących w każdym komiksie i o tym, że każdy superbohater przynajmniej na pół godziny w ciągu swojego życia stał się zły, ale wtedy ten post byłby o wiele zbyt długi. Dlatego właśnie go kończę.

W międzyczasie zapraszam do przeczytania posta o zmyślonych językach.

Komentarze

Komentarze

5 myśli na temat “Wszystko, czego nie wiesz o komiksie amerykańskim”

  1. czesc,

    w polsce ciagle pokutuje wizerunek komiksu jako produktu dla dzieci. To piętno jest wypalone tak głeboko iz wrosło się w postrzeganie i jest traktowane niemal automatycznie. A komiks ciagle przechodzi ewolucje. Historie o superbohaterach już dawno przełamały infatylna formę. Wszytko zależy do kogo dany komiks jest adresowany(wiek odbiorcy).

    Przytoczyłes wspaniałego Sandmana Gaimana (jest swietnym przykładem ze komiks nie jest tylko dla dzieci tak jak nie wszytkie ksiazki sa dla dorosłych) który dla mnie wypełnił luke pomiedzy komiksem a książką. Z jednej strony cos więcej niż komiks z drugiej z racji historii obrazkowej jeszcze nie ksiązka w czystej literackiej postaci. Ten komiks powienien byc lektura w szkole:).
    Nie wiem czy próbowałeś ale jeżeli będziesz miał ochote to przeczytaj sobie komiks: „The boys” – taki antybohaterski

    Batman swoja popularność w/g zawdzięcza właśnie tym że jest zwykłym człowiekim ( buyc może chodzi o łatwiejsza identyfikacje czytelnika z bohaterem) który dzieki przedewszytkim intelektowi, odpowiedniemu treningowi oraz mozliwoscia technologicznym jest wstanie prowadzić równorzędna rywalizacje (a czasem wygrac) z przeciwnikami posiadającymi nieporównywalnie wieksze moce np Superman. To że jego moce są ograniczone ma przełożenie na tworzenie scenariuszy. Aby nietoperek mógł wygrać potrzebuje czegoś więcej niż przywalenie z olbrzymia siła zaraz po tym jak wcześniej dostał bat-y:) co jest dośc powszechne w przypadku tych najpotężniejszych postaci zarówno z univesum Marvela i DC. Słaby ( ze względu na moc) bohater moze prowadzic ciekawa walkę zarówno z szarym kowalskim jak i supermanem. Superman może się zmeczyc co najwyżej w walce z Doomsdayem.

    Generalnie amerykanski komiks juz od dłuższego czasu mnie nudzi (chodz czasami czytam np Punishera MAX.) Wole japońska mange głownie tą 18+ ze wskazaniem na cyberpunka ale jest tez kilka niesamowitych opowiesci z zupelnie innego podworka np: „samotny wilk i szczenie” oraz wiele wiele innych:)

    Dla tych co chca sobie poczytać komiksy ( a nie znaja np angielkiego) które nie zostały wydane w polsce polecam poszukanie w necie (nie podaje konkretnych adresów zeby nie reklamowac) polskich grup translacyjnych. Pozycji które zostały przetłumaczone jest od groma. Mangi w wiekszosci przypadków sa dostępne online.

    Pozdrawiam

    1. Komiks superbohaterski już faktycznie nie jest dla dzieci, ale też nie dla dorosłych w standardowym tego słowa znaczeniu moim zdaniem. Aby lubić komiksy trzeba być skrzyżowaniem dorosłego i dzieciaka… Mi najbardziej podobają się te historie, które łączą w sobie niedorzeczność gatunku z pomysłowością i ciekawymi zabiegami fabularnymi (właśnie to, co często robi Morrison).

      Sandman rzeczywiście jest genialnym utworem. Nie sądziłem, że tak skomplikowana i nieliniowa fabuła w ogóle może być spójna. Poza tym, co ciekawe, komiks ten zawiera odniesienia do literatury, mitologii z kilku regionów świata (specjalność Gaimana z kolei) i mało znanych bohaterów ze świata D.C. Ciekaw jestem, czy przed wydaniem tego komiksu wydawnictwo robiło badania rynku i co z nich wyszło. Bo tego, że ten utwór się aż tak sprzeda (i stanie legendą) chyba nie mógł przewidzieć nikt…

      1. znam morrisona głownie z new x-men które ukazało sie w polsce i faktycznie odswieżyl bohaterów i sposób opowiadania o supermocach:). Siegnąłem jakis czas temu do tej pozycji żeby sobie odswieżyć ale to juz nie był ten sam zachwyt który mi towarzyszył kiedy czytałem po raz pierwszy. Raczej takie kibelkowe czytanie:).

        Nie chce uciekać od głownego watku tego tematu ale ilekroc myśle o wartościowych pozycjach to ciagle widzę japońskie tytuły. Jedna z najlepszych mang jaka przeczytałem ( i to wrażenie utrzymuje sie przynajmniej od dekady ) zarówno pod względem rysunku (tak estetycznej i czytelnej kreski ze święca szukać) jak i scenariusza to:

        Eden: It’s an Endless World! – polecam po wielokroć jezeli tylko nie masz problemu z oglądaniem okienek od prawej do lewej:).

        ghost in the shell – anime jest genialne ale manga jest jeszcze lepsza.

        chyba mógłbym tak jeszcze chwile wymieniać ale nie chce rozbudowywac offtopicu.

        .Nie pozostaję nic innego jak narysować i napisac historie superbohatera który kiedy sciaga maske staję się mało znanym standuperem komentujacym otaczajaca rzeczywitosc w sposób mało kogo interesujący:)

        1. Do mangi jakoś nigdy się nie przekonałem, ale jako miłośnik superbohaterskiego komiksu nie będę jej krytykował.

          Najlepiej byłoby jeszcze, gdyby ten stand-uper, który jest sekretnie superbohaterem opowiadał gagi o superbohaterach. To trochę jak Peter Parker utrzymujący się z fotografowania Spidermana.

Możliwość komentowania jest wyłączona.