Ogólnopolski Front Ochrony Lumpów

Na początku zeszłego miesiąca występowałem na pikniku rodzinnym w Katowicach. Wszystkie tego typu imprezy posiadają cechę wspólną. Gro aktywnej widowni stanowią na nich żule, lumpy, śmierdziele (w końcu oni też mają gdzieś rodziny). Jeśli się gra normalny występ kabaretowy (skecz, piosenka, skecz, piosenka), lumpenproletariat da się zwyczajnie olać i robić swoje. Grałem jednak stand-up, a ta forma wymaga ciągłego kontaktu z publicznością… Co więcej stand-up MUSI być niegrzeczny. Kiedy więc lumpy zaczęły swoim zwyczajem dogadywać, przedrzeźniać mnie i ogólnie rozrabiać, zacząłem po nich normalnie i regularnie jeździć. Czy przekraczałem normy dobrego smaku? Nie wiem, nie znam. Na pewno jednak mieszając lumpów z błotem (z którym i tak sami się regularnie mieszają) wywołałem parę śmiechów pozostałych członków widowni, czyli babć, rowerzystów i późnonastoletnich dzieciaków. Ludzie się śmiali, bo przecież lump to lump. Można. Zaskoczył mnie fakt, że jeden pan bynajmniej nie będący menelem, zaczął tych gości bronić. I tutaj już było mniej wesoło, gdyż bardzo aktywnie krzyczał, że obrażam biednych ludzi… Pokrzyczał, pokrzyczał i poszedł. Taki urok plenerów. W każdym razie mam do tego anonimowego pana krótki i zwięzły przekaz… Kilkanaście razy w życiu dopuściłem do sytuacji, w której byłem absolutnie bez grosza przy duszy. Pożyczałem wtedy pieniądze, jadłem ryż z cebulą, szukałem dodatkowych źródeł dochodów. Wiem jak to jest być biednym i właśnie dlatego odróżniam biednego człowieka od pierdolonego lumpa. Różnica jest bardzo prosta. Biedny człowiek nie ma pieniędzy, więc nie wydaje ich na wino. Lump też nie ma pieniędzy, ale na wino jakimś cudem zawsze znajdzie…

Wrzuciłem ministreszczenie tego występu na Facebooka i Twittera. Okazało się, że na obydwóch tych portalach znaleźli się obrońcy praw żuli. Pewien użytkownik Twittera bardzo aktywnie wypowiadał się na ten temat (chyba jakiś powiatowy polityk z ambicjami podłapania ciepłej posadki w województwie). Perorował, że niektórzy robią z bycia żałosnym styl życia. Próbował też zasugerować, że mnie tak znowu wiele od żuli nie różni. Ok, nie golę się i często chodzę w starych łachach, bo pieniądze wydane na ubrania uważam za bezpodstawnie stracone. Ok, zdarza mi się dać w gaz. Śmierdzieć pewnie też mi się zdarza. Ale nie żebrzę! (I co ważniejsze, nie przepijam tego, co użebrałem.)

Zastanawiam się o co chodzi? Czyżby w Polsce właśnie formował się ogólnokrajowy Front Obrony Lumpów. Czy ich gorliwi miłośnicy zaczną się zrzeszać i pikietować przeciwko przeganianiu naszej pięknej fauny żulerskiej z naturalnych środowisk żerowych, czyli klatek, skwerów i parkowych ławek? Czy zaczną się domagać dla meneli dyspensy od zakazu picia w miejscach publicznych? (W końcu i tak nie płacą mandatów.) Czy wreszcie stworzą sobie logo z chwiejącym się na tylnych łapach i potwornie brudnym misiem panda?

Nie trafiają do mnie argumenty, że żul jest żulem, bo ma ciężkie życie. Nikt nie ma lekkiego, a jednak delikatnie mówiąc, nie każdy z czterdziestu milionów obywateli Polski żebrze i chla aż do wypadnięcia zębów. Moim zdaniem większość meneli to po prostu ludzie słabi, głupi i leniwi (pomijając nieliczne wypadki będące wariatami). Nie chce im się iść do pracy, więc żebrzą i przechlewają. A przecież mogliby żebrać i uzbierać na powrót do normalnego życia (podobno z wyciągania ręki jest naprawdę niezła kasa…) Najwyraźniej nie chcą.

A swoją drogą, czy widzieliście, jak Marek Kotański przemawiał do „swoich ” narkomanów? Wyzywał i ubliżał. To była jego forma terapii. Ja też katowickim mentom zafundowałem swojego rodzaju terapię.

Komentarze

Komentarze

2 myśli na temat “Ogólnopolski Front Ochrony Lumpów”

Możliwość komentowania jest wyłączona.