Moje pomysły na przeglądy kabaretowe

Przeglądy są bardzo ważnym w życiu każdego kabareciarza wydarzeniem, gdyż w dziewięćdziesięciu procentach wypadków to właśnie na nich przyszli mistrzowie estrady zapoznają się ze sceną i szeroką publicznością. Te imprezy są też swojego rodzaju sitem. Na przeglądach raczkujący kabaretowiec dowiaduje się, że jest niewiarygodnie wspaniały i ma prawo rozpływać się nad samym sobą w zachwycie, bądź że nie nadaje się absolutnie do niczego i powinien skoncentrować się na swojej adekwatnie nudnej pracy w księgowości. Raczej nie jestem fanem organizowania czegokolwiek, nie zamierzam nigdy być osobą odpowiedzialną za tworzenie dużych imprez, ale zawsze bardzo chętnie wpieprzam się innym w działalność festiwalową ze swoimi niedorzecznymi pomysłami. Tak, naprawdę mam zbyt dużo czasu. I tak, naprawdę przychodzą mi do głowy koncepcje przeglądów kabaretowych….

1. Brzytwa Ochama, zetnijmy to co zbędne, zostawmy tylko najważniejsze

Większość festiwali kabaretowych posiada niewiarygodną atmosferę. Składa się ona w głównej mierze z pijaństwa, zabawy i robienia głupich rzeczy, jak na przykład wchodzenie na dach hotelu w celu kontynuowania picia i zabawy. Tylko jedna, no właściwie dwie rzeczy tę atmosferę psują. Nagrody i przede wszystkim rozmowy z jurorami. Nawet nie wiecie (no chociaż czytający posta kabareciarze raczej wiedzą), z jakim stresem wiąże się rozmowa na trzydniowym kacu z nobliwymi i nieskacowanymi nestorami komedii. Zastanawiasz się: wywyższą mnie czy poniżę? Dadzą nagrodę zbyt niską, bo już zbyt długo jeżdżę na festiwale… Czy też może zbyt wysoką, bo jednego z nich zatrudnia moja agencja. Tak czy siak. Stres, kac, mordęga. Na co to komu. Nagrody z drugiej strony muszą być. Bo gdyby nie one, żaden kabareciarz by dupy z domu na przegląd nie ruszył. Ja bym zrobił losowanie. Ostatniego dnia zbieramy się w jakimś kącie, sierotka wkłada łapę do słoika i wybiera kto ma pierwszą nagrodę, kto drugą a kto wyróżnienie. Nagrodę publiczności też bym wylosował, a co. Bierzemy kasę, cieszymy się, idziemy pić dalej. Oczywiście narzekanie na niesprawiedliwy werdykt również stanowi istotną część przeglądu. Dlatego dopłaciłbym sierotce godziwe pieniądze, aby wyraziła zgodę na przyjęcie na twarz kilku pomidorów ciśniętych przez niezadowolonych uczestników.

2. Załaduj to w sieć, przynajmniej ktoś usłyszy

 Talent showy dzisiaj są na takim topie, jak chyba nigdy dotąd. Z amerykańskich filmów wnioskuję, że zawsze były popularne w różnego rodzaju highschoolach oraz zaściankach i tak już zaściankowej samej w sobie Minesotty. Dzisiaj rządzą w telewizji. Wszechobecne są konkursy talentów dla wszelkiego rodzaju artystów scenicznych. Swoich sił w adekwatnych konkursach mogli też spróbować wynalazcy oraz przedsiębiorcy, a w Stanach niedawno odbył się Sex Factor – czyli pojedynek talentów dla gwiazd porno (nie sprawdzałem wyników, ale ciekaw jestem, czy tam też wygrał niepełnosprawny). Istnieją też osobne talent showy dla raperów i discopolowców, czyli przedstawicieli nurtów, które zwyczajnie po zestawieniu z nie najgorszym rockiem czy popem nie mają żadnych szans. Skoro disco-polo, to czemu nie kabaret. Obydwa zjawiska i tak są ostatnio przez polskie społeczeństwo darzone porównywalną pogardą. Zróbmy sieciowy talent show dla kabareciarzy. Nie trzeba będzie się martwić, czy występy się sprzedadzą, bo można robić na małej salce i zapychać ją znajomymi. Drastycznie wzrasta szansa, ze kabareciarze stawią się na występ trzeźwi, bo jednak co innego narobić sobie obciachu przed dwustoma osobami oglądającymi Małe Potyczki Śmieszków w Kutnie, a co innego przed całym Youtubem. Poza tym standardowe, kabaretowe jury wreszcie miałoby okazję wykazać się i udowodnić swoje kompetencje. Jerzy Fedorowicz, Rafał Kmita i przede wszystkim Jerzyk Jan Połoński musieliby humorystycznie komentować poczynania młodszych kolegów i tym samym pokazać, że godni są jurorskiego stołka (może nawet pani Czubaszek wreszcie wyjęłaby z ust peta i coś powiedziała…) Konkurs talentów konkursem talentów, ale szafowanie nagród jednak zostawiłbym w rękach jurorów. Jeśli w talent show decyduje ilość nadesłanych esemesów, program tak naprawdę zamienia się w pojedynek na ilość znajomych. Nagrodę publiczności też bym przyznał, ale innym trybem. Otrzymałby ją ten kabaret, który na Youtubie zgarnie mniejszą ilość hejtów…

3. A to może akurat zrobię…

…pomimo, że skoro za chwilę o tym napiszę, to już mija się z celem. Kiedyś przyszło mi do głowy, aby zrobić przegląd podpuchę. Organizować samemu, konferansjerować  samemu i samemu brać udział w konkursie. Udawać, że przegląd jest na serio, a w rzeczywistości drzeć ze wszystkich łacha. Rozpuścić plotkę, że jako przewodniczący jury przyjmuję łapówki i że to one tak naprawdę decydują o otrzymanych nagrodach. Jeśli znalazłby się chętny do wręczenia owej łapówki, nagrody oczywiście i tak rozdałbym według własnego widzimisię, a pierwszą zarezerwowałbym dla siebie.

Już jakiś czas temu obiecałem sobie, że już nigdy nie wezmę udziału w przeglądzie (no chyba,  że w Ryjku:) Myślę, że gruntowny pojazd jaki zafundowałem jurorom pomoże mi samemu utrzymać się przy tej decyzji.

Zapraszam do przeczytania bardzo podobnego posta, ale dotyczącego blogów.

Komentarze

Komentarze

3 myśli na temat “Moje pomysły na przeglądy kabaretowe”

  1. Ale czemu tak do jurych niechęć? Wg mnie zewnętrzne spojrzenie (do tego ludzi z warsztatem) zapewnia jakąś obiektywność przyznania komuś tych 3 tysi na PAce. Bardziej dziwi mnie umieszczanie tam Jabbara czy innych typowych kabareciarzy, zwłaszcza nadal aktywnych ,,zawodowo”.

Możliwość komentowania jest wyłączona.