Nie jest blogerem, kto nie dostał Liebsterem

Pisanie tego posta rozpoczynam z pewnym takim zażenowaniem. Otóż otrzymałem nagrodę i to nie byle jaką… Zostało mi przyznane wyróżnienie, które przynajmniej raz w życiu dostał każdy bloger prowadzący swój dziennik dłużej niż rok. Krótko mówiąc, Liebster Award prędzej czy później przydarzy się każdemu. Tę wirtualną statuetkę wręczyło mi jednoosobowe jury składające się w całości z Angie. Słyszeliście o blogowych łańcuszkach? Liebster to właśnie najpopularniejszy z nich. Ukrywa się pod hasłem nagrody, bo w końcu bloger prędzej przyjmie laury, nawet byle jakie, niż propozycję odpowiedzenia na jedenaście pytań nadesłaną przez innego sieciowego pismaka.

Chwilę się zastanawiałem, czy brać udział w tym przedsięwzięciu. Przecież aspiruję do bycia dużym, czytanym blogerem (już nie mogę się doczekać tego momentu, w którym będę miał wejścia niezależnie od poziomu i odkrywczości moich tekstów), a cała elita przecież gardzi łańcuszkami. Myślałem, myślałem i stwierdziłem, że skoro blogowa arystokracja Liebsterami gardzi, to podejmowanie tego nieszczególnie odkrywczego wyzwania jest rodzajem działania kontrkulturowego. I to przeważyło. A teraz odpowiem na pytania, które przysłała mi Angie.

1. Wschód czy zachód słońca?

Ponieważ mój tryb życia jest całkowicie i niewiarygodnie rozregulowany, wstaję raczej koło południa i niezbyt często mam okazję oglądać wschody słońca. Zachody częściej, ale muszę przyznać, że odrobinę mnie wkurwiają. Mieszkam na czwartym piętrze, moje okno (tak, mam jedno w mieszkaniu i tak, kiedy się tutaj wprowadzałem, też nasuwały mi się skojarzenia z celą) wychodzi właśnie na tę stronę świata, po której słońce chowa się za horyzontem. Próbowaliście kiedyś pracować, kiedy piękne, czerwone słońce sunące po pustkowiu sino-błękitnego nieba Krakowa praży wam w ryj? Spróbujcie. Jak widzę zachód, automatycznie szukam zasłon. Nawet na plaży. Muszę też przyznać, że jeśli moja aktywność dzienna przesunie się jeszcze o parę godzin w przód, to zachód będzie dla mnie wschodem.

2. Letnie wakacje nad morzem, w górach czy nad jeziorem?

Żeby wkurzyć potencjalnych czytelników, napiszę, że w tym roku skorzystałem z uroków wszystkich trzech destynacji. Fakt, że na Mazurach byłem w pracy a w górach trochę w pracy, ale przecież w społeczeństwie panuje przekonanie, że robota kabareciarza to niekończące się wakacje. Więc tak, byłem w górach, byłem nad morzem (nawet dwoma), byłem również nad jeziorami. Jeśli już koniecznie miałbym wybierać, to z tej kombinacji wypieprzyłbym jeziora, bo komary tną.

3. Ogórki: kiszone czy konserwowe?

Kiszone, domowe, kwaśne jak jasna cholera. Uważam, że konserwowe i małosolne to tylko marna podróba kiszonych. Ogór musi krzywić ryj, tak żeby aż mięśnie mimiczne bolały. Od paru lat zbieram się, aby zacząć robić swoje, ale jak siebie znam, to będę się zbierał jeszcze czas jakiś.

4. Czy lubisz zimę?

Szary śnieg, na którym nazbyt wyraźnie widać nieregularne kwiaty plam psiego moczu, krakowskie niebo przez cztery miesiące zasłonięte smogonimbusami, wiecznie mokre buty, ból kości ogonowej wywołany poślizgnięciem się na szadzi, śryżu czy innym rzadkim zjawisku meteorologicznym. Kurwa uwielbiam.

5. Gdy dopada Cię chandra, to….

Chlam i oglądam filmy o zombie. Połączenie dobre. Wszystkie produkcje o żywych trupach i tak są niemal identyczne, więc nawet jeśli w skutek zachlania nie pamiętam końcówki, to nie tracę wiele.

6. Czy starasz się dbać o kondycję?

Starać się jak najbardziej staram. Przez całe lato chodziłem na siłownię zewnętrzną. Byłem chyba z siedem razy. Ciekawe miejsce. Oprócz mnie, uczęszczają na nią głównie staruszkowie i wielodzietne matki aktualnie znajdujące się w stanie przejściowym pomiędzy czwartą i piątą ciążą. Także, moi kumple z siłowni to czysta geriatria i drapieżny matriarchat (wiem, że to słowo znaczy zupełnie co innego, ale chwilowo mnie to wali). Najbardziej irytuje mnie pewna staruszka, która przyłazi na „obiekt” wyprowadzić psa. Pojawia się zawsze, kiedy zaczynam „trening” i siada na jednej z maszyn, bo, jak twierdzi, jej pupil tutaj ma ulubione miejsce. Mam wrażenie, że ta kobieta profanuje znaczenie dwóch różnych wyrażeń na raz. Teoretycznie jednocześnie spaceruje z psem i ćwiczy na siłowni, a w praktyce siedzi i drażni.

7. Wyprawa:
koleją transsyberyjską nad Bajkał
czy
autokarem od wschodniego do zachodniego wybrzeża USA?

Najlepiej koleją transsyberyjską na skraj Rosji i tam przez morze i Alaskę do Kanady a następnie dziki rajd autokarem od północy U.S.A. do południa. W oparciu o swoją wszechstronną wiedzę wnioskuję, że kiedy się jedzie przez Stany od góry do dołu mapy, można zaobserwować więcej różnic, niż jadąc od prawej do lewej. Mógłbym więc zobaczyć północne regiony, które są liberalne i nudne oraz południowe, czyli faszystowskie ale interesujące.

8.Doskonały seks, ” sztuka dla sztuki”, żadnego włączania uczuć wyższych- dopuszczalne?

Rozumiem, że powyższe pytanie stanowi kobiecy eufemizm oznaczający rypanko bez zobowiązań. Pewnie, czemu nie, byle za darmo.

9. Wnętrze domu w stylu….

Takim, jak mieszkanie, które aktualnie zajmuję. I wcale nie chodzi mi o to, że mam wymarzone mieszkanie ze starannie wypielęgnowanym designem, który pasuje jak ulał do mojej duszy. Po prostu mam gdzieś to, jak wygląda miejsce, w którym mieszkam. Większość lokacji, które okupowałem przez lata, była ozdabiana mieszanką starych rekwizytów, które nie mieściły się już w szafie i w miarę nowych śmieci, których nie chciało mi się wyrzucić. Rozglądam się wokół siebie i widzę rury od zastawki scenicznej w kącie, mojego byłego laptopa, na którym leży puszka nigdy nie otwartego pasztetu (nie pytajcie, długa historia) oraz sterty strasznie kiepskich książek, których nie chce mi się zanieść na bazar. Yup… Moje mieszkanie.

10.Twój kolor to…

Kiedyś był to zdecydowanie czarny. Dzisiaj wyblakł, dzisiaj moim kolorem jest chyba szaro-bury.

11. Gdybyś wygrał/ wygrała milion PLN w totka to…

Milion, ja się pytam, co to jest milion? O wygraniu miliona marzyłem, kiedy miałem mniej więcej szesnaście lat. Niestety z czasem moje wymagania odnośnie wygranej rosły i dzisiaj żywię chrapkę na zgarnięcie w totolotku liczny składającej się co najmniej z kilkunastu cyfr. Gdybym wygrał milion, pewnie bym się załamał…

Moje pytania:

1. Ile zarabiasz?

2. Ksiądz czy śmieciarz? Którą profesję wybierasz?

3. Jakie jest twoje życiowe motto?

4. Po co żyjemy?

5. Czy myślisz, że w każdym języku świata da się zadać pytanie?

6. Co cię śmieszy?

7. Najobrzydliwsza rzecz jaką w życiu zjadłeś?

8. Dlaczego zdecydowałeś się wziąć udział w tym łańcuszku?

9. Kim chciałeś zostać mając 9, 12 i 16 lat?

10. Jaka jest misja twojego bloga?

11. Które z zadanych przeze mnie pytań uważasz za najgłupsze?

Do wzięcia udziału w tym łańcuszku nominuję:

1. agatontour.wordpress.com – niech ma dziewczyna jakiś link

2. nataliapolitematycznie.wordpress.com – bo jestem ciekaw, czy aktualnie się do mnie odzywa

3. www.kreskadolniaka.pl – bo szalenie mnie interesuje, jak Grzesiek, który prowadzi bloga rysunkowego wybrnie z zadania

4. kismajes.blogspot.com

5. praktycznaimprowizacja.pl

6. szkolastandup.blox.pl – bo z trzech powyższych blogów przydałyby mi się linki

7. thethumbs.tumblr.com – bo to węgierski i bardzo dziwny blog. Możliwe, że tam Libstery jeszcze nie dotarły…

8. bezokularow.wordpress.com – bo powoli kończą mi się pomysły na blogi, które mógłbym dopisać

9. szubzda.blog.onet.pl – jak wyżej

10. www.sikora.art.pl – bo wizja Sikora piszącego Liebstera wydaje mi się zbyt niedorzeczna.

11. jerzyurban.blog.pl – bo to w końcu Jerzy Urban i jest zajebisty

Komentarze

Komentarze

4 myśli na temat “Nie jest blogerem, kto nie dostał Liebsterem”

  1. 😀 Odpowiedź na pytanie nr 8 spowodowała mój nagły, szczery i bardzo głośny ( się popatrzyli ci obok..) atak śmiechu:) Ogólnie: roz-wa-li-łeś mnie! Dzięki! 😀
    Gwoli ścisłości:
    wszelkich awardów : NIE CIERPIĘ! Tzn nie znosiłam, nie uznawałam itd, itp, bo , tak szczerze mówiąc, tylko przeszkadzają i wybijają z rytmu( blogowego) 😉 Ponieważ dostałam najpierw jakiś ” influential..” od przemiłego pana X, potem ” liebster”od miłej pani Y, potem od równie miłych pań i panów kilka awardzików, to ( nie odpowiadając na żadne pytania!) , Se powiesiłam te nagrody na blogu, a co mi tam! Pewnego dnia spojrzałam na, kur…, mój blog, a on- mój blog, bloguś, wirtualne me dziecię! – wygląda niczym drzewko świąteczne! A jak już tak wygląda, to postanowiłam odpowiedzieć na pytania pani Y, pana X itd….A że jestem nie tylko urocza, ale i złośliwa , to napisałam i wysłałam swe (szalenie głębokie, przemyślanie! ) pytania do różnych innych miłych pań i panów 😉
    Całkiem serio: zaczynam naprawdę NIE MIEĆ czasu na te zabawy i muszę znów wystosować oficjalną notę ( na swym blogu, of course) z prośbą o NIEPRZYZNAWANIE mi już żadnych nagród;) 😀
    Jeszcze raz dziękuję Ci za udział w tym cudeńku!
    Angie
    PS Ogórki kiszone( takie prawdziwe, domowe, kwaśne,do wódeczki …hmmm, marzenie! 🙂 )
    mogę podesłać! 😉
    😀

    1. Rzeczywiście masz trochę tych nagród. Nawet się nie spodziewałem, że tyle ich istnieje, bo gdziekolwiek wejdę widzę tylko Libstery i Libstery… Jak widać mój stosunek do łańcuszków jest cokolwiek sceptyczny, ale od czasu do czasu czemu nie. Zawsze jakieś urozmaicenie w pisaniu. Także, dzięki za nominację! Pozdro

Możliwość komentowania jest wyłączona.