Jak rżnąć skecze?

Żyjemy w epoce humorystycznego postmodernizmu. Każdy możliwy żart już padł. Niestety, żebyś się nie wiem jak miotał i starał, drogi komediancie, to i tak w dziedzinie humoru nie wymyślisz nic nowego. Zbyt późno, zbyt wielu komików, komediantów, kabareciarzy i tekściarzy na całym świecie produkuje grepsy, gagi, suchary. Także, odpuść sobie, drogi komediancie ambicje. Przestań trwonić noce zalewając niemające zamiaru się zapełnić kartki swoim potem i dołącz do tej szczęśliwej grupy scenicznych wycieruchów, którzy już odkryli pewien sekret… Cudowny sekret jakim jest rżnięcie cudzych tekstów, nazywane też niekiedy niewiele odbiegającą od oryginału parafrazą.

O ile istnieje niewielka jedynie szansa, aby publiczność połapała się, że walisz kawały z demotywatorów, o tyle tak zwane środowisko – społeczeństwo złożone z innych scenicznych wycieruchów i komediujących aktorzyn jest na ten proceder dosyć mocno wyczulone. Dlatego, jeśli chcesz łupać z cudzych tekstów, to musisz być sprytny. Zabawię się teraz w liska ze starej reklamy proszku Rex i dam kilka rad, właśnie dla sprytnych…

1. Im dalej, tym lepiej

Powielanie żartów znanych grup, takich jak na przykład Kabaret Moralnego Niepokoju serdecznie odradzam. Między innymi dlatego, że oni już od dłuższego czasu powielają sami siebie, produkując skecze tak podobne, że właściwie wydają się jednym, nieskończonym i z niewiadomych przyczyn pociętym numerem. Poza tym każdy się zorientuje, każdy będzie chciał ci wydrapać oczy. Kabareciarze dlatego, że szargasz świętości, stand-uperzy dlatego, że są stand-uperami i ich zadaniem jest zacietrzewiać się z pierwszego lepszego powodu. Jeśli chcesz rżnąć teksty musisz sięgnąć daleko. Jednym z rozwiązań jest wykradnięcie numerów z archiwów ZAIKSU. Na pewno znajdziesz tam stare ale znośne numery, których nawet najbardziej zatwardziały i zramolały widz kabaretowy nie pamięta. Drugi sposób jest dużo bardziej wymagający… Musisz nauczyć się języka obcego, ale najlepiej nieszczególnie popularnego. Następnie musisz zacząć oglądać hurtowe ilości komików i kabaretów pochodzących z tego samego kraju, co dana mowa. Jeśli opanujesz serbski, włoski, szwedzki w stopniu wystarczającym, aby przekładać grepsy, to odkryłeś właściwie nieskończoną żyłę złota. Koniec z myśleniem nad numerami i pomysłami. Wystarczy oglądać, śmiać się i robić notatki.

miniP.S: A myśleliście, że dlaczego uczę się węgierskiego?

2. Udawaj, że improwizujesz

Kiedyś to liczyłem, ale ten taki pstrykacz, który Szyc miał w jednej z reklam, mi się przepalił. Przez jakiś czas zliczałem liczbę powtórzeń pewnego oklepanego żartu w występach rozmaitych grup improwizowanych. Chodzi o jeden z najstarszych żartów świata, polegających na wykorzystaniu relacji syn-rodzic. Najpierw pokazujemy widzowi, że syn jest dzieckiem. Zachowuje się jak dziecko, mówi jak dziecko, wymaga opieki swojego bezpośredniego przodka… No, jest dzieckiem. Później rodzic mówi: „Ależ ImięMęskieDowolne, ty masz dwadzieścia siedem lat.” Publiczność rży, improwizator opływa w splendor, zachwycony własnym geniuszem. Z jakiegoś powodu, kiedy improwizujesz, ludzie są ci w stanie wybaczyć nawet najbardziej chamsko zerżnięte żarty. Dlatego udawaj, że gadasz ad hoc i wplataj napisane przez kogoś innego petardki…

3. Zatrzyj granicę pomiędzy pomysłowością a pamięcią

Jeśli sam wymyśliłeś żart, a on już istnieje gdzie indziej, to chyba nikt nie może ci zarzucić plagiatu, prawda? No właśnie. Zrób tak, żebyś sam nie był pewien, co zapamiętałeś, a co wymyśliłeś. Przed przystąpieniem do pisania zafunduj sobie dwudziestoczterogodzinną sesję filmów komediowych, skeczy i występów komików. Obejrzyj dwa sezony Futuramy, wszystkie części Samych Swoich, powtórz sobie Billa Hicksa, załaduj ze dwa programy kabaretu Potem, a na koniec dorzuć jakiś amerykański idiotyzm w rodzaju Facetów w Czerni oraz ruską komedię muzyczną Świat się Śmieje. Po tym dobowym maratonie komediowym wypij wiadro kawy i przystąp do pisania. Z twojej skołowanej głowy posypią się na kartkę żarty, które usłyszałeś w ciągu oglądania. Nie będziesz jednak w stanie jednoznacznie wskazać źródła, więc wszystko będzie okeeej….

4. Stań się sławny

Bycie sławnym ma kilka zalet i nie chodzi tutaj jedynie o mamonę i lgnące do ciebie niezależnie od twojego wieku laski (kiedyś widziałem wianuszek rozanielonych studentek otaczający osiemdziesięcioletniego Tyma. Zacząłem się wtedy zastanawiać, czy aby jakaś tajemna siła na chwilę nie przeniosła mnie do świata absurdów Barei).  Najważniejsza zaleta jest też taka, że nie musisz się już starać. Nie tylko możesz ładować ekstremalnie mało odkrywcze kawałki. Możesz też bezkarnie podbierać je młodszym. Wystarczy wziąć, lekko przerobić i pchnąć w telewizję, a później podejść do szczyli i powiedzieć: „Sorry, chłopaki, zajęliśmy ten teren. Nie chcecie chyba, żeby ktoś podejrzewał was o plagiat, ale mamy szczerą nadzieję, że wymyślicie jeszcze coś fajnego. Trzymamy za was kciuki. Będziemy was obserwować.”

No to teraz do dzieła. Długopis, ołówek rylec, czy czym tam innym piszesz w dłoń, kończynę, mackę, czy co tam innego posiadasz i do plagiatu przystąp.

Zapraszam do przeczytania poradnika, uprzejmie doradzającego, jak zostać komikiem w ciągu niespełna dwóch tygodni.

Komentarze

Komentarze

Jedna myśl na temat “Jak rżnąć skecze?”

Możliwość komentowania jest wyłączona.