Co podsłuchałem jako kelner?

origin_5706303864

O tym, że wszyscy kelnerzy podsłuchują, wie każdy, kto przynajmniej przelotnie pracował w gastronomii. Zwyczajnie ludzki umysł nie jest na tyle mocno rozwinięty, aby umiejętnie filtrować informacje, które klienci kierują do twoich uszu, od tych, które woleliby zachować dla siebie. Nie da się usłyszeć, że łaskawa pani życzy sobie pod nosem jeszcze jedną kawusię, jednocześnie nie słysząc wiadomości pozornie potajemnie przekazanej koleżance, a dotyczącej tego, że paniusia właśnie planuje rozstać się z mężem. Nominalnie wszyscy kelnerzy podsłuchują. Większość z nich przechwyconych informacji nie sprzedaje jednak tajnym służbom za setki tysiący złotych, a jedynie siedzącym na papierosie kucharzom w zamian za symbolicznego, dodatkowego kotleta dorzuconego do mizernego obiadu pracowniczego.

W pewnej knajpie pracowałem jako kelner tak długo i tak niewiarygodnie ciężko, że można mnie było zobaczyć, jak opieram się o frontową ścianę na zdjęciach aplikacji Google Earth (oczywiście twarz zamazana, ale uwierzcie mi, to byłem ja). Zdążyłem w tym czasie sporo napodsłuchiwać…

Stający pod ścianą kelner, na którego twarzy widnieje ciężka nuda usilnie próbująca udawać skupienie, najczęściej słyszy kilka typów informacji. Przede wszystkim słodkie słówka wymieniane przez dopiero co zawiązujące znajomość pary. Po drugie dużo bardziej gorzkie słowa szyderczo rzucane do siebie przez pary zdecydowanie już zbyt mocno ośniedziałe i spotykające się na ostatniej randce. Randkę pierwszą i ostatnią da się rozpoznać na pierwszy rzut oka. Wszystkie spotkania pomiędzy też łatwo zidentyfikować, bo z reguły wieją nudą. Bardzo często do uszu zblazowanego napędu do tacy docierają też uwagi dotyczące jakości jego pracy. Raz pewna pani pod nosem raczyła poinformować swojego nadzianego, włoskiego konkubenta, że „tutejsi kelnerzy są niemożebni (cytuję, jak było) i że ruszają się jak muchy w smole”. Możliwe, że bym się obraził, gdyby nie to, że byłem podówczas nawalony jak szpak i mucha w smole w porównaniu ze mną kwalifikowała się jako zwierzę niewiarygodnie zręczne a pod względem prędkości wręcz niedoścignione. Wiecie, jak jest. Sylwester…

Oczywiście część klientów próbuje zachować anonimowość swoich rozmów i prosi obsługę, aby się oddaliła (a później pojawiają się pretensje, że ciężko cokolwiek zamówić). Z kolei niektórzy ludzie gadają tak głupio, ergo tak interesująco, iż  kelnerzyny odsyłają w okolice danego stolika kolegów pracujących w odległych kątach sali, aby umilili sobie czas słuchaniem. Jako atrakcję traktowaliśmy pewną panią, która pewnego piątkowego wieczora opowiadała dwóm koleżankom, jak to w ciągu ostatniego półrocza, była po kolei związana z topowym prawnikiem, komandosem i bodajże księdzem. Mocno nas wszystkich dziwiło jej wzięcie u płci brzydkiej, gdyż sama kwalifikowała się jako płeć piękna jedynie pod względem rozwiązań technicznych organizmu (a i to nie na sto procent, bo nie mieliśmy pełnego wglądu).

Słowo o kapłanach Kościoła katolickiego. Niejednokrotnie mnie, jako podsłuchującego kelnera wyrywały z pozorowanego snu strzępki rozmowy dobiegające od stolika kilku intensywnie trunkujących mężczyzn. Urywane fragmenty słów i zdań jasno świadczyły o tym, że panowie są księżmi, którzy postanowili sobie wziąć dzień wolny od sutanny, aby udać się na ochlej a następnie na panienki.

Śniadająca w lokalu mafia też nieumyślnie zdradziła mi kilka swoich tajemnic. Racz czterech pokaźnych dżentelmenów pochłaniając proseco zagryzane jakąś krakowską podsuszaną, ale pochodzącą z południa Włoch, opowiadało o tym, że planują gdzieśtam przerzucić przez granicę tira, a komuśtam skasować brykę. Trochę zbyt mocno szpanowali, więc w oparciu o wiedzę nabytą podczas oglądania dziesiątek filmów gangsterskich, stwierdzam, że muszą być płotkami świata przestępczego. Co ciekawe dwóch z tych dżentelmenów musiało być ochroniarzami lub innymi podwładnymi dwóch pozostałych (tak wynikało z rozmowy). Wyraźnie jednak dało się poznać, że bodyguardzi czują się w towarzystwie swoich przełożonych spokojnie i raczej komfortowo. Z kolei jeśli w lokalu zjawiał doktorant z profesorem-promotorem, był zestresowany do granic wszelkich możliwości. Dziwne, zwłaszcza w kontekście tego, że ochroniarzowi gangstera za drobne faux pas może grozić odstrzelenie łba, a doktorantowi za ciężkie przewinienie, co najwyżej przesunięcie obrony o rok.

Jeśli chodzi o polityków przychodził do lokalu Łukasz Gibała. Z żalem muszę stwierdzić, że nie mam jak o nim powiedzieć złego słowa. Jako klient był sympatyczny i nie zdradzał współbiesiadnikom żadnych tajemnic państwowych. Niestety nie szło się na nim dorobić.

Ze świata mediów z kolei regularnie odwiedzał nas znany ruski bard Alosza Awdiejew. Mam nadzieję, że coś sobie dorobiłem, że jakoś przekręciłem informacje, że mój mózg sfiksował z nudów. Wyraźnie jednak słyszałem, jak pan Alosza mówi, że fragmenty swoich programów rżnie z internetu.

Oczywiście klineci nie pozostają dłużni kelnerom i regularnie podsłuchają, jak to ci drudzy pozornie pod nosem opowiadają, że stolik cztery to jakieś wieśniaki, bo zamówili tylko pizzę na pół i colę z dwoma słomkami i że nie można tutaj spodziewać się więcej niż pięćdziesiąt groszy napiwku.

Kończę posta mając nadzieję, że udało mi się załapać na końcówkę fali afery podsłuchowej i że staną się dzięki tym lekko naciąganym zwierzeniom sławny.

photo credit: -will wilson- via photopin cc

Komentarze

Komentarze

4 myśli na temat “Co podsłuchałem jako kelner?”

Możliwość komentowania jest wyłączona.