Zwięzła historia kinematografii domowej na ziemiach polskich

Niektórym, zwłaszcza tym urodzonym w epoce dvd, pewnie ciężko w to uwierzyć, a niektórzy pamiętają te czasy aż nazbyt dobrze. Kiedyś naprawdę wybór filmów do obejrzenia na wieczór zawężał się do polskiego starocia proponowanego przez telewizyjną jedynkę, nadętego dzieła na dwójce i holywoodzkiej nowości sprzed trzech lat serwowanej przez lokalne kino, drogę do którego trzeba było opłacić zmarznięciem oraz solidnym ubłoceniem sobie butów. Mieszkańcy dużych miast, takich jak Warszawa, Kraków, Łódź, Łomża (wtedy jeszcze kwalifikowała się jako miasto wojewódzkie, więc duże) mieli odrobinę łatwiej. Z reguły wybór ich potencjalnych pozycji filmowych wzbogacony był o parę pierwszej świeżości nowości puszczanych w kilku lanserskich kinach, w których już nawet serwowano popcorn.

Gdzieś później, jeszcze przed kablówką pojawiło się wideo. Szczyt luksusu – płaska, czarna skrzynka stojąca na półce meblościanki zawierającej też telewizor oraz porcelanowe wazony z logo (logami?) postkomunistycznych fabryk produkujących właściwie wszystko, ale nie wazony. Na każdym osiedlu jak wielokolorowe grzyby materializowały się wypożyczalnie kaset wideo. Wiele z nich mieściło się po prostu w mieszkaniach na parterze, a przed każdą stał tekturowy Stalone z czerwoną opaską na czole, Arnold w roli Comando lub Hulk Hogan w roli Hulka Hogana, bo innej naprawdę zagrać nie umie i chyba się nawet nie stara.

Siedzący pod blokami chłopcy (ci w dżinsowych kurtkach z naszywką „Depeche Mode”) zamiast na dopalacze zrzucali się na wynajęcie kasety na jeden dzień, a następnie oglądali ją kilka razy i w podgrupach. Regularnie kupowało się też czyste nośniki vhs, aby nagrać na nich z telewizji to, co akurat leciało, bo wybór nie był szczególnie duży.

W teorii filmy na vhsach można było jedynie kupić albo wypożyczyć. W praktyce ogólnopolscy szwagrowie regularnie odwiedzali się, przemierzając osiedlową przestrzeń z magnetowidem pod pachą. Żeby posiąść własną wersję kinowego hitu, takiego jak na przykład „Wojownicze Żółwie Ninja” trzeba było spiąć ze sobą dwie czarnej skrzynki i w obydwóch oczywiście umieścić kasety wideo.

Wideo stało się prawdziwym szałem. Każdy chłopak chciał obejrzeć „Robokopa”, każdy ojciec, gdy już odpędził dzieci do spania, pochłaniał potajemnie zdobyte pornole, każda babcia chciała w kółko oglądać chrzciny aż do zajeżdżenia kasetowej szpuli. Nie wiem, co chciały oglądać kobiety w wieku przedbabcinym, gdyż nigdy nie interesowałem się takimi dyrdymałami.

Naturalną, polską koleją rzeczy pojawiły się też giełdy kaset vhs. W Warszawie handlowano tymi chałupniczo stworzonymi produktami między innymi na legendarnym Stadionie Dziesięciolecia, na którym ponoć dało się też kupić kolumbijską kokainę, czysty uran oraz gotową do przeszczepu nerkę. W mniejszych miejscowościach ludzie spotykali się na określonych placach i skwerach, aby tam wymieniać „hity z satelity” na zasadzie barterowej (często zdobytym w ów sposób kasetom ustawiczne kopiowanie zapewniło jakość tak złą, że oglądanie ich przypominało zgadywankę, bo obraz był maziajem a dźwięk klekotem).

Stopniowo pojawiały się inne cuda na kiju. Po kablach do polskich domów zaczęły wlewać się Pro Sieben, Raj Uno oraz oczywiście epicko tandetna TV Polonia. Balkony co bogatszych domów i mieszkań zaczęły kwitnąć metalicznymi kwiatkami anten satelitarnych. Jeszcze później, właściwie całe lata później świat wideo zaczął umierać. Coraz mnie istniało wypożyczalni, właściciele tych, które przetrwały, stawali się coraz chudsi i bardziej ospali. Nowe nośniki wypierały kasety. Przegrywanie vhs na dvd stało się olbrzymim trendem. Każdy chciał zachować na błyszczącym krążku nagranie z wesela, dalej symbolicznie nazywane kasetą albo kamerowane wspomnienie z wycieczki, podczas któej główną rolę grała Warszawa. Kopiowanie filmów przestało też być eventem społecznym i straciło wiele ze swojego uroku.

Teraz już nawet rynek dvd ma się nie najlepiej, gdyż polska zaradność bardzo łatwo kieruje co bardziej zaradnych na drogę rżnięcia czego popadnie z torrentów.

Komentarze

Komentarze