Dlaczego polski stand-up nigdy nie będzie taki jak amerykański?

flaga1

Wbrew pozorom ten tekst nie będzie krytykował polskiego stand-up, ale polską geografię. Nurt komedii stojącej rozwija nam się w kraju bardzo prężnie i bardzo szybko (nie wiem, czy aż nie za szybko). Większość mikrofonolubnych komików patrzy z uwielbieniem i swojego rodzaju podziwem na światową stolicę wszystkiego, czyli na Stany Zjednoczone, w których stand-up najbardziej rozrósł się i rozbuchał. W Junajtet Stejts of faking Amerika żyją setki stand-uperów, którzy pomimo faktu trudnienia się tą samą formułą, mocno się od siebie różnią. Są komicy mali, chudzi, duzi, grubi. Okupują najróżniejsze, nawet mocno dziwne nisze (raz nawet trafiłem w sieci na chłopaka, który przedstawiał się jako „Jedyny niepełnosprawny, azjatycki komik na południu Stanów Zjednoczonych” [Niestety nie mogę skurczysyna znaleźć na nowo]). Krótko mówiąc, jeśli wymyślisz sobie, że chciałbyś takiego a takiego komika, to go znajdziesz. Jak to kiedyś powiedział Tarrantino ustami Cheta z ” Od Zmierzchu do świtu”: „Smelly pussy, we got hairy pussy, bloody pussy, we got snappin’ pussy, we got silk pussy, velvet pussy, Naugahyde pussy, we even got horse pussy, dog pussy, chicken pussy! Come on, you want pussy, come on in, pussy lovers! If we don’t got it, you don’t want it!” (Wystarczy podmienić sobie słowo pussy na wyraz comedian i wszystko będzie pasować.) 

Czy u nas będzie podobnie? Czy polski stand-up rozrośnie się równie mocno? Jest w miarę oczywiste, że nie ma takiego bata. Natomiast chyba nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, jak bardzo tego bata nie ma…

Przede wszystkim New York. Miasto czczone przez Woody’ego Allena i najechane przez różnego rodzaju alienów więcej razy niż Polska przez Niemców. Nowy York ma osiem milionów mieszkańców. Gdyby połączyć ze sobą dziesięć największych miast Polski, to i tak nie dałoby się stworzyć metropolii równie wielkiej. Jestem naprawdę głupi na pograniczu z ambitny, policzyłem to. Gdyby jakimś kosmicznym promieniem przenieść w jedno miejsce Warszawę, Kraków, Łódź, Wrocław, Poznań, Gdańsk, Szczecin, Bydgoszcz (też się zdziwiłem, że dwa ostatnie są na liście top ten wielkich miast Polski), Lublin i Katowice to i tak nie powstałoby miasto liczące więcej niż 6 300 000 mieszkańców. A to właśnie w dużych miastach odbywa się większość imprez stand-up. Czyżby to znaczyło, że w samym Nowym Yorku jest więcej stand-upu niż w całej Polsce?

Powyższą teorię potwierdza następujący fakt. Strona nycomedylist.com zajmuje się monitorowaniem open miców w Wielkim Jabłku. Najwyraźniej w nieoficjalnej stolicy Stanów odbywa się 71 otwartych mikrofonów tygodniowo (zarówno tych stand-upowych, jak i ogólnych). Jakby na to nie patrzeć, średnio dziesięć dziennie. Czyli bez większego wysiłku, można odwiedzać dwa w ciągu jednego wieczora. A jak się dobrze uprzesz, to będziesz chodził na cztery każdego dnia tygodnia. Sprawdzisz pięć minut nowych żartów dziennie i w ten sposób pomiędzy poniedziałkiem a niedzielą możesz opracować cały, nowy, trwający pół godziny materiał.

Zastanawiam się, ile jest miast w Polsce, w których odbywają się przynajmniej dwa regularne otwarte mikrofony tygodniowo. Są jakieś?

Natomiast w Stanach… Pomimo, że takie Chicago w porównaniu z NY jest malutkie (ale i tak większe niż dowolne miasto w Polsce) jego kluby również obfitują w open mici. Lista otwartych mikrofonów w Chicago jest tak długa, że aż palec boli od scrollowania. Podobno także w aglomeracji Los Angeles można grać tygodniami, ani razu nie odwiedzając tej samej knajpy.

Po drugie trasa. Amerykańskie hit the road. Kiedy młody polski komik rusza w trasę, oznacza to ni mniej ni więcej, tylko tyle, że jego znajomy ze Szczecina zaprosił go, żeby wpadł na gościnny występ. Młody polski komik spędza dziesięć godzin w jednej kuszetce z jadącą do rodziny śląską babą, która zacznie się modlić na głos o szóstej rano, z czystej złości wywołanej faktem, że musi jechać kuszetką. Następnie komediant gra swoje pół godziny i wraca kuszetką, modląc się, by tym razem już nie spotkać śląskiej baby. Oczywiście przed wyjazdem stand-uper próbuje sobie załatwić grania w innych miejscach leżących po drodze, ale z reguły mu się nie udaje. Bo w Koluszkach, Żarach i Stargardzie zainteresowanie stand-upem jest raczej znikome.

Kiedy młody amerykański komik jedzie w trasę, żegna się z matką i zrywa z dziewczyną, bo wie, że nie będzie go w domu przez co najmniej pół roku. Sprzedaje szafę razem z ubraniami i zapisuje swojego psa na korepetycje do dzikiego psa, aby pupil wiedział jak samodzielnie przeżyć sześć miesięcy w mieście. Ten stan rzeczy dosyć dobrze oddaje dokument „I am comic”.

Stany są ogromne, ale to tylko część rynku, jaki stoi otworem przed każdym amerykańskim komikiem. Widzisz, na świecie istnieje aż pięćdziesiąt osiem krajów, w których angielski jest w taki czy inny sposób językiem dominującym (co ciekawe w Stanach i na wyspach english wcale nie jest prawnie określony jako mowa urzędowa). Jeśli więc angielski to twój język ojczysty, to spokojnie możesz zaatakować także Kanadę, Wielką Brytanię, Australię i Nową Zelandię. Na ludzi z wielką fantazją i duszą globtrottera czekają też takie anglojęzyczne zakątki globu jak Indie, RPA, Kamerun czy Singapur. W naprawdę skrajnym wypadku można się też udać do Republiki Vanuatu, mieszkańcy której mówią tak dziwnym wariantem mowy Szekspira, że przypomina on nieudolne próby posługiwania się tym językiem podejmowane przez dowolną panią Helenkę pracującą na dowolnej polskiej stacji kolejowej. Przykład dziwnego języka z Vanuatu zamieszczam pod tym paragrafem. Mimo wszystko, jest to praktycznie rzecz biorąc angielski, więc amerykański komik teoretycznie może sprzedać Vanuatczykom swój występ stand-upowy.

medium_477301802

Z kolei komik rdzennie posługujący się polskim może zaprezentować swój występ na przykład we Lwowie, Wilnie oraz oraz dziesiątkach innych miejsc, w których gnieździ się tak zwana stara Polonia. Obawiam się jednak, że tam sprzedałby się tam jedynie Kabaret Starszych Panów. Trochę młodsza Polonia bardzo gęsto zasiedla Chicago (jedno źródło podaje mi, że żyje tam 1,3 miliona Polaków, drugie, że w Chicago mieszka łącznie 2,7 miliona ludzi. Czyżby miasto było w jednej trzeciej polskie?) Obawiam się jednak, że aby rozbawić polonusów z Jackowa, trzeba mówić po góralsku bądź dziwnym, nowym pidginem naszego ojczystego języka, w którym samochód to kara, a śmieci to garbecie (niestety chodzi o ten wariant j. polskiego, którym posługuje się kurczakowy idiota z youtubowego hitu „Forfeeter”). Najmłodszą Polonię, tę która w dalszym ciągu wyjeżdża do W. Brytanii i Szwecji można atakować z normalnym materiałem, ale obawiam się, że może być skłonna do wydawania pieniędzy jedynie na gwiazdy polskiej sceny kabaretowej.

Jak mówi staropolskie przysłowie, które najprawdopodobniej wymyślił mój ojciec, w betoniarce nawet gówno się wyrobi. Amerykańscy komicy mają najlepszą betoniarkę z możliwych. Mnóstwo knajp, mnóstwo open miców, mnóstwo miejsc do ćwiczeń. Nawet jeśli nie mieszkają w żadnej z wielkich metropolii, mogą się przeprowadzić. Zmiana miejsca zamieszkania na miasto odległe o tysiąc kilometrów jest na pewno problematyczna, ale jak to się mówi, dla chcącego, nic trudnego. Amerykańscy komicy mogą ćwiczyć, ćwiczyć i ćwiczyć. I dlatego właśnie ich speciale i nagrania są tak dobre. Bo ten materiał dopracowywali podczas dziesiątek występów, a później zagrali jeszcze setki razy.

Natomiast jeśli młody stand-uper w Polsce ma kilkanaście występów w danym miesiącu, prawdopodobnie oznacza to, że dotknęła go tak zwana kumulacja propozycji i że w przyszłym miesiącu będzie umiarkowana lipa. Dlatego właśnie polski stand-up może sprawiać wrażenie gorszego od tego zza oceanu. Zwyczajnie Stany to nowa, bajerancka betoniarka Bosha, a Polska to stara, upaprana cementem beczka stojąca na zapomnianej budowie.

Zapraszam do przeczytania posta zawierającego odpowiedź na niewiarygodnie istotne pytanie, a mianowicie: „Czy poczucie humoru świadczy o inteligencji?”

photo credit: The Archetypical Inquisitive Feline via photopin cc

Komentarze

Komentarze

Jedna myśl na temat “Dlaczego polski stand-up nigdy nie będzie taki jak amerykański?”

Możliwość komentowania jest wyłączona.